Dwa scenariusze recesji
Kraje dotknięte epidemią COVID-19 przeżywają głęboką recesję. Deutsche Bank przewiduje spadek PKB w strefie euro w drugim kwartale o 24 %, a w Niemczech nawet głębszy. Podobna skala recesji występuje w Stanach Zjednoczonych
Kraje dotknięte epidemią COVID-19 przeżywają głęboką recesję. Deutsche Bank przewiduje spadek PKB w strefie euro w drugim kwartale o 24 %, a w Niemczech nawet głębszy. Podobna skala recesji występuje w Stanach Zjednoczonych
Rządy na Zachodzie prześcigają się w prężeniu muskułów i buńczucznych zapowiedziach, że nie pozwolą na głęboki kryzys ekonomiczny z powodu Covid-19. Na zdrowy rozum wydaje się, że wystarczającymi zasobami do podjęcia próby sprostania temu wyzwaniu dysponują jednak tylko Amerykanie i Niemcy oraz Japończycy
Kolejne instytucje obniżają prognozy wzrostu PKB dla Polski w 2020 roku. Kto, i o ile tnie swoje przewidywania – pisze o tym Witold Gadomski.
Prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział, że będzie rekomendował Radzie Polityki Pieniężnej obniżenie stóp procentowych, co ma wzmocnić gospodarkę w obliczu kryzysu spowodowanego epidemią. Prezes stwierdził, że inflacja wkrótce spadnie, gdyż ludzie ograniczą zakupy. Ale na razie inflacja jest wyraźnie wyższa niż górna granica celu, a skutki epidemii dla inflacji są nieznane.
„Najbogaciej” żyje się w Europie w Luksemburgu, a od niedawna jeszcze lepiej i jeszcze taniej. Z początkiem marca w Wielkim Księstwie cały transport publiczny jest za darmo i to nie tylko dla swoich, lecz także dla ciekawskich z zagranicy.
Epidemia koronawirusa może przyśpieszyć rozwój obrotu bezgotówkowego i technologii zdalnego komunikowania. Powoli stajemy się ( przynajmniej na chwilę) cywilizacją bezdotykową.
Tylko w nielicznych krajach warto wołać: gospodarka, głupcze! − bo tylko w tych nielicznych rozumieją, skąd bierze się dostatek. Bill Clinton zawołał, bo wiedział, że będzie dobry odzew, ale od tamtej pory wiele się w Stanach zmieniło.
Od 1 października 2019 r. podatek dochodowy nie wynosi już 18 proc., ale 17. Nowa stawka podatkowa dotyczy wszystkich − zarówno osób zatrudnionych na etacie, jak i pracujących na umowach zlecenia i o dzieło. Oznacza to oczywiście, że wszystkim zostanie więcej pieniędzy − tym bardziej, że podniesione zostały również koszty uzyskania przychodu.
Trwa epidemia rodem z Wuhan wywołana bardziej przez media niż przez najmniejsze z żyjątek i zabija inny ważny news z tego wielkiego miasta.
28 stycznia pod zarzutami szpiegostwa na rzecz Chin trafił w USA do aresztu szef katedry chemii Uniwersytetu Harvarda profesor Charles Lieber. Po dwóch dniach wyszedł, ale za kaucją w wysokości jednego miliona dolarów.
Pokolenie obecnych 20- i 30-latków, a nawet 40-latków nie zaznało, albo nie pamięta inflacji. Jeszcze w roku 2000 wynosiła w skali roku 10,1%, w kolejnym 5,5%. I do tego poziomu nigdy nie wróciła. Obecny poziom 4,4 procent odnotowany w styczniu dla wielu może być dziwolągiem, jak nie przymierzając cielę o dwóch głowach
Problem z zakazem handlu w niedziele wciąż istnieje. Zwłaszcza po jego zaostrzeniu: w tym roku zakupy będzie można zrobić już tylko w siedem niedziel objętych wyjątkiem.
Nie znajdzie się raczej śmiałek, który próbowałby dowodzić, że istnieje inny, ważniejszy czynnik poza wyjątkowym szczęściem dający szanse na trafienie szóstki w lotto. Profesor Chengwei Liu z brytyjskiej Warwick Business School idzie dalej twierdząc, że to właśnie szczęście stoi za zdarzającym się niekiedy wyjątkowym powodzeniem w biznesie, ale także w muzyce, kinie, nauce i sporcie.
Mam tak zwane ambiwalentne uczucia. W dwóch przypadkach. Pierwszy to osławione „małpki”. To absolutny przebój alkoholowego rynku: jak pisze „Rzeczpospolita”, klienci kupują 1,3 mln sztuk małych butelek z wódką dziennie.
Jak wynika z danych Eurostatu, w 2018 roku import węgla do Polski wzrósł o 52 proc., do 19,67 mln ton. Z tego aż 13,4 mln ton pochodziło z Rosji. Zagraniczny węgiel kupują m.in. krajowe elektrownie i ciepłownie, także te kontrolowane przez państwo, co skłoniło ministra Jacka Sasina do ogłoszenia zapowiedzi zatrzymania importu węgla.
Odwrócone Jankesy myszkują po Europie. Kto zacz, ów odwrócony Jankes, a w oryginale reverse Yankee?
Najważniejsze tematy (pomijając politykę wewnętrzną) to koronawirus i już dokonany brexit. Nie wypada o tym nie pisać. No to napisałem.
Tydzień obfitował w wydarzenia. Te poważne to już skomentowali wszyscy, z portalami plotkarskimi włącznie. No to ja podzielę się garścią „newsów”, które (poza oczywiście tymi naprawdę ważnymi – nie wypada się przyznawać, że niektóre dziwnie mało mnie obchodziły).
„Parkiet” publikuje zestawienie polskich miliarderów. Są to w znakomitej większości założyciele, właściciele lub współwłaściciele giełdowych spółek. Aż… i tylko.
Minister Jacek Sasin, nadzorujący majątek Skarbu Państwa uspokaja, że wzrost cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych zostanie zrekompensowany przez państwo. Pytany 13 stycznia w rozmowie radiowej o szczegóły odpowiedział, że projekt nie jest jeszcze gotowy, że rząd pracuje nad szczegółami technicznymi.
Inflacja…: „w 1923 byłem szefem reklamy fabryki wyrobów gumowych. Inflacja trwała w najlepsze. Zarabiałem miesięcznie dwieście bilionów marek. Dwa razy dziennie wypłacano gażę, a zaraz potem zwalniano nas na pół godziny, abyśmy mogli skoczyć do sklepów i kupić, co się dało. Trzeba było zdążyć przed ogłoszeniem nowego kursu dolara. Potem otrzymane pieniądze były warte tylko połowę.” To z „Trzech towarzyszy” Remarque’a.