Bank i Klient: Co z naszą bankowością

Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter

bank.2014.06.foto.161.400xZ prof. zw. dr. hab. Witoldem Bieniem, wychowawcą wielu pokoleń polskich bankowców, rozmawia prof. zw. dr. hab. Jacek Grzywacz.

Mija właśnie 25 lat od reformy bankowości w Polsce. Dlaczego rok1989 był aż tak ważny?

– Budowa gospodarki wolnorynkowej wymagała przede wszystkim stworzenia odpowiednich instytucji oraz ich infrastruktury. Dotyczyło to także systemu bankowego oraz rynku kapitałowego. W 1989 r. zrealizowano zamiary polegające na stworzeniu dwupoziomowego systemu bankowego w Polsce, takiego, jaki istnieje w krajach o gospodarkach kapitalistycznych. Mianowicie z monobanku, jakim był Narodowy Bank Polski, wyłoniono 9 oddziałów regionalnych, które przejęły funkcje związane z finansowaniem gospodarki. Proces ten umożliwił oddzielenie funkcji emisyjnych oraz prowadzenia polityki pieniężnej i pozostawienie ich w instytucji, która stała się rzeczywistym bankiem banków w Polsce. Poprzez pozostawienie w rękach prezesa Narodowego Banku Polskiego funkcji związanych z polityką monetarną, a więc kształtowaniem stóp procentowych, rozpoczął się proces budowania niezależności NBP. Zakończył sięonw zasadzie dopiero w 1998r., kiedy utworzono Radę Polityki Pieniężnej. Dwa inne istotne kroki w omawianym procesie to uchwalona wl991r. ustawa o publicznym obrocie papierami wartościowymi, która nakreśliła zasady funkcjonowania rynku kapitałowego, a także założenie w tym samym roku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Kierował Pan bankiem centralnym w latach siedemdziesiątych. Czy w jakiś sposób ówczesne doświadczenia można byłoby dzisiaj wykorzystać?

– To była inna bankowość, ale to był także inny system gospodarczy. Kształt systemu bankowego dostosowany był do zasad gospodarki planowej. Jednocześnie warto jednak pamiętać, że stworzono wówczas kadrę bankowców oraz sieć oddziałów, z których później mogły się wyłonić banki regionalne, bez konieczności tworzenia ich od podstaw. Od 1994 r. obserwowaliśmy stały wzrost udziału kapitału zagranicznego w polskim systemie bankowym. Jak dzisiaj Pan Profesor ocenia to zjawisko?

– Muszę zwrócić uwagę, że błędem było to, że nie zastanawiano się wówczas nad stworzeniem systemu bankowego opartego na kapitale krajowym. Mamy przecież instytucje, które przechowują potężne fundusze, np. PZU. Dopiero niedawno zaczęto myśleć o tym, kiedy praktycznie cały kapitał przeszedł w ręce zagraniczne. Wówczas zrobiono to bez należytego przygotowania i uwarunkowania. Warto też zastanowić się, dlaczego zagraniczny kapitał tak chętnie inwestował w polski sektor bankowy. Działo się tak dlatego, że było to wysoce opłacalne. Do dzisiaj mamy do czynienia z sytuacją, w której stopa zyskowności funduszy własnych w bankach, rok po roku, bez względu na to, czy jest kryzys, czy nie, przekracza 20 proc. Ponadto warto zauważyć, że często następuje sprzeczność interesów pomiędzy polityką macierzystego banku, który przecież decyduje również o polityce swojej córki w Polsce, a interesami naszej gospodarki, tj. interesem narodowym. Można mieć również wątpliwości co do sposobu wspierania czy też przeciwdziałania upadłościom przedsiębiorstw. Dobrym przykładem w tym zakresie jest gwałtowne zaostrzenie polityki kredytowej banków w Polsce w 2008 r.

Czy oddzielenie nadzoru bankowego od struktur NBP i likwidacja Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego były dobrym rozwiązaniem?

– Działaniu temu przyświecała chęć skupienia wjednej organizacji całości nadzoru i kontroli. Z pewnością nie można było tych przesłanek lekceważyć. Trzeba pamiętać, że banki jednak były i są uczestnikami rynku kapitałowego, również i w Polsce. Ponadto w ostatnich latach pojawiły się również nowe instrumenty finansowe stosowane przez banki. Przede wszystkim różnego rodzaju derywaty, w coraz mniejszym stopniu związane z procesami w realnej gospodarce. To również wiązało się z rynkiem kapitałowym. W mojej ocenie dotychczas nie ujawniły się jakieś ujemne skutki decyzji dotyczących skupienia nadzoru w jednej organizacji, jaką jest Komisja Nadzoru Finansowego.

A regulacje ostrożnościowe, które w bankach obowiązują, są pomocą czy przeszkodą?

– To zależy z jakiego punktu widzenia patrzymy. Na pewno będą pomocne przy unikaniu destabilizacji systemu bankowego. Niektórym uczestnikom systemu bankowego mogąjednak przeszkadzać. Przeszkadzają np. bankom spółdzielczym w spełnieniu określonych wymogów dla zapewnienia stabilności działalności.

Z pewnością sprawiają i będą sprawiały pewne trudności także kredytobiorcom. Muszę jednak powiedzieć, że bez względu na zakres tych regulacji, są pewne granice swobody udzielania przez banki kredytów. Sądzę, że tradycyjna zasada, która kiedyś była w bankowości odnośnie wkładu własnego kredytobiorcy, powinna być nadal utrzymywana. Dlatego przychylam się np. do obecnych rozwiązań odnośnie wzrostu wymaganego poziomu wkładu własnego przy kredytach mieszkaniowych w kolejnych latach do 20 proc. Kredyty ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na BANK.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI