Polska odurzona długiem

Polska odurzona długiem
Fot. stock.adobe.com / Rochu_2008
Polska słania się pod ciężarem zadłużenia. Tak fatalnie jak za Gierka nie jest i raczej nie będzie, ale najbliższe lata będą trudne. Inni też są zadłużeni ponad wszelkie miary, ale ci inni są od Polski po wielokroć bogatsi, pisze Jan Cipiur.

W XXI wieku rządowe długi netto mierzone udziałem w PKB urosły w USA i Wielkiej Brytanii aż trzykrotnie, a we Francji i Japonii dwukrotnie.

Rynki finansowe w końcu nie zdzierżyły i podyktowały zadłużonym duży wzrost rentowności (oprocentowania) obligacji skarbowych. Wyższe koszty pożyczkowe od razu stały się na bogatym Zachodzie tematem czołówkowym.

Polska ponosi wyższe bieżące i długofalowe koszty erupcji zadłużenia publicznego, jest też biedniejsza, więc bardziej czuła na istniejące i potencjalne problemy gospodarcze. Jednak u nas włosy z głowy rwą wyłącznie czarnowidze, próbujący – szelmy – popsuć ludziom humor .

W niedzielę rano 27 września ’26 w pewnym w radio opanowanym przez aktywistów usłyszeć można było, że przekroczenie ustawowych progów zadłużenia państwa bardzo mocno uderzy Polaków: emeryci otrzymają mniejsze podwyżki, a administracja nie będzie miała ich wcale.

I tyle istotnych konsekwencji. No, rzeczywiście, Armaggedon!

Prawie nikt „szeptuchów” nie słucha. Sytuacja, wypisz-wymaluj, jak z „Konika polnego i mrówki” La Fontaine’a. Śmiechu nie ma: Francuz pisał bajki, my je odgrywamy.

Czytaj także: Inflacja pod kontrolą, ale dług przyspiesza

Greckie doświadczenie bardzo pouczające

15 lat temu synonimem klęski w następstwie rozrzutności i nieodpowiedzialności finansowej, była Grecja. Z olbrzymiej opresji wyciągać musiała ją za uszy niemal cała Europa.

Stało się wszakże w czerwcu 2026 roku, że Hellada otrzymała na rynku obligacji pożyczkę nieco taniej niż dumna Francja. Zdarzenie jest tak niespodziewane, że warte rozwinięcia.

10-letni papier grecki o symbolu GGB 2036 wystawiony został do sprzedaży z kuponem w wysokości 3,375 proc., ale jego rentowność wynosiła w dniu sprzedaży 3,799 proc., ponieważ obligacje te były sprzedawane z dużym upustem od ceny nominalnej, tj. po 96,53 euro, a nie po 100 euro.

Porównywalne francuskie dziesięciolatki są z emisji z 25 listopada 2025 roku, czyli z czasu sprzed gwałtownego wzrostu rentowności obligacji skarbowych na rynkach światowych.

Ich kupon był jednak nieco wyższy (3,70 proc.), podobnie jak rentowność (czytaj: koszty pożyczkobiorcy), która sięgnęła 3,899 proc. wobec 3,799 greckich. Francuskie papiery zostały sprzedane ze znacznie mniejszym dyskontem, tj. za 99,106 euro sztuka.

Suspens polega na tym, że Grecja ma rating inwestycyjny BBB, a Francja – AA.

Po skurczeniu się gospodarki aż o 25 proc., począwszy od 2015 roku, nowy rząd Grecji zabrał się za prawdziwą konsolidację fiskalną. Okazała się najgłębsza w historii Unii Europejskiej.

Wprawdzie kraj nie ma ciągle szans na świadectwo wiarygodności z czerwonym paskiem, to na jego cenzurkach pojawiły się już nawet „czwórki”.

Pożyczki zaciągnięte przez Grecję mają bardzo długą zapadalność wynoszącą średnio ponad 18 lat. Długi wielu innych wielkich państw Zachodu są „krótsze”. Średnia zapadalność polskich papierów skarbowych wynosi ok. 5 lat

Korzystna struktura terminowa w istotnym stopniu chroni Grecję (tak jak niekorzystna nie chroni Polski) przed negatywnymi skutkami obecnej fali wzrostów rentowności, ponieważ Grecy nie muszą tak często jak inne państwa rolować krótkoterminowego zadłużenia, co oznacza teraz o wiele większe odsetki do zapłacenia wierzycielom.

W relacji do PKB zadłużenie Grecji spada. Także dlatego, że Hellada ma w budżecie nadwyżki pierwotne, co oznacza, że saldo jej budżetu liczone z pominięciem kosztów obsługi zadłużenia jest dodatnie.

Przez kilka lat z rzędu (2016-19) nadwyżki pierwotne budżetu greckiego wynosiły od 3,5 proc. do 4,3 proc. PKB, a nominalnie w przedziale 7-9 mld euro rocznie.

Lekkomyślność zadłużonego bogatego świata

Powodzenie Aten na polu porządkowania gospodarki, w tym zadłużenia, oddaje zawołanie „Be Greek” z komentarza The Economist opatrzonego podtytułem „Rynki zaczynają dostrzegać lekkomyślność zadłużonego bogatego świata” (Markets are waking up to the rich world’s reckless borrowing).

Tygodnik ma rację. Już w 2025 roku za uplasowanie nowych emisji 10-letnich obligacji rządy musiały płacić „górką” aż dwa punkty procentowe więcej, niż płaciły dekadę temu.

Na podstawie danych urzędów odpowiedzialnych za zarządzanie ich długami publicznymi, można oszacować, że same tylko najbogatsze państwa z G7 sprzedały w 2015 roku obligacje 10-letnie o wartości nominalnej 500-600 mld dolarów.

W ich przypadku skok rentowności o 2 punkty procentowe przełożył się w 2025 roku na wzrost kosztów rolowania długów o 10 mld dolarów. Niby mało, jednak boli. Tym bardziej, że 10-latki to średnio tylko 20-25 proc. papierów skarbowych G7 w obiegu.

Trzy sposoby wychodzenia z długów a Polska

Sytuacja Polski jest znacznie gorsza. Bieżąca rentowność naszych dziesięciolatek wynosi obecnie 6,4 proc., greckich – 4,23 proc., brytyjskich – prawie 5,4 proc., estońskich – ok. 4 proc.

Widać wyraźnie, że – kto by się tego spodziewał – powinniśmy zacząć podążać śladami Grecji.

Z nadmiernego zadłużenia wychodzi się na trzy sposoby. Przez ograniczanie wydatków budżetowych, przez wyciskanie wyższych dochodów oraz wtedy, gdy wzrost gospodarczy jest wyższy od średniej rentowności długu istniejącego długu.

Trzeci przypadek można porównać do opróżniania ciężkiego plecaka w trakcie męczącej wędrówki.

Wg założeń, nominalny (realny + inflacja) wzrost PKB Polski miałby wynieść w 2027 roku 7-8 proc. Średni koszt obsługi wynoszący teraz ok. 4-5 proc. jest niższy, więc w zgodzie ze wzorem, głowa nie powinna nas z powodu długu publicznego boleć.

Jeśli rentowności będą jednak rosły, to wkrótce plecak zamiast zmniejszać swą wagę, będzie coraz cięższy.

W opinii o projekcie ustawy budżetowej na rok 2027 Rada Fiskalna podkreśliła, że „prezentuje on trwałą i głęboką nierównowagę finansów publicznych. Nie przedstawia działań, których wdrożenie zapewniłoby rozpoczęcie procesu konsolidacji, a Rada Ministrów nie wykorzystuje sprzyjających gospodarczych do ograniczenia deficytu.”

I dalej: „Obecna nierównowaga jest wynikiem kumulacji decyzji podejmowanych w dłuższym okresie, a nie załamania dochodów publicznych. Relacja dochodów do PKB jest wciąż historycznie wysoka, natomiast podstawowym źródłem pogłębienia deficytu pozostaje wzrost wydatków, wyraźnie przewyższający wzrost dochodów”.

To się nie zmieni dopóty, dopóki nie będzie powszechnej świadomości, że zadłużenie ponad rozmiary naszego kapelusza może zrzucić Polskę z siodła.

Jan Cipiur

Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 50-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS.

Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym. Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).

Źródło: Portal Finansowy BANK.pl