Obawy o wzrost inflacji po ostatniej decyzji Fed
Obawy te wywołały duży spadek cen 30-letnich obligacji skarbowych i w konsekwencji ich rentowność wzrosła do wysokości widzianej ostatnim razem w 2007 roku, kiedy w Stanach i wkrótce na całym bez mała świecie wybuchł wielki kryzys finansowy.
Wzrost rentowności długoletnich obligacji ma, a przynajmniej może mieć, niedobre konsekwencje dla finansów federalnych.
Decyzja Fed nie uspokoiła rynku
Za niezmienianiem stopy był nowy szef amerykańskiego banku centralnego Kevin Warsh, który podczas konferencji prasowej po posiedzeniu potwierdził z naciskiem, że bank podtrzymuje swój główny cel, jakim jest zejście inflacji do 2 procent.
Tym oświadczeniem raczej dodał niepewności niż je rozwiał, bowiem stopa procentowa pozostała na swoim dotychczasowym miejscu, a inflacja mierzona cenami dóbr i usług konsumpcyjnych (CPI) jest wyraźnie wyższa od celu: w lipcu ’26 wyniosła 3,47 procent.
Znacznie bliżej celu jest za to wskaźnik tzw. Core CPI, który nie obejmuje cen żywności i energii Wynosi obecnie 2,57 proc., ale m.in. w warunkach wojny z Iranem i wyraźnej bezsilności USA w starciu z reżimem ajatollahów, rynek zdaje się sądzić, że Core CPI to niewłaściwy punkt odniesienia.
Cytaj także: Prezes Fedu: jest tylko jeden cel inflacyjny i wynosi 2 procent
Dlaczego spada/rośnie rentowność 30-letnich obligacji skarbowych
Mechanizm wzrostu rentowności „trzydziestolatek” (30Y) jest czytelny wyłącznie dla wyjadaczy. Laik musi wiedzieć przede wszystkim, że rentowność rośnie, gdy ceny obligacje spadają. Dzieje się tak, ponieważ kupon odsetkowy jest stały, więc gdy cena papieru jest mniejsza to kupon ma relatywnie większą wartość, czyli rentowność wzrosła. To proste: prawo do kuponu wartego stale np. 5 dolarów kupiliśmy nie za 100 dol. ceny nominalnej obligacji, lecz za np. 97 dolarów.
W przeciwnym kierunku ta sama matematyka działa, gdy rynkowe ceny obligacji rosną.
Gdy rynek sądzi, że Fed nie podniesie stóp, rośnie ryzyko inflacyjne, więc posiadacze „najdłuższych” obligacji są przekonani, że należy się im wyższa premia za ryzyko długookresowości (term premium) swego zaangażowania. Z powodu wielkiej niepewności odnośnie do dalekiej przyszłości, jest ono niepomiernie wyższe niż w przypadku inwestycji w obligacje krótkoterminowe.
Term premium to zatem dodatkowa premia, której inwestorzy żądają za trzymanie obligacji długoterminowych zamiast krótkoterminowych.
Ryzyka stojące za „trzydziestolatkami” to przede wszystkim niewiadoma odnośnie do inflacji w odległej przyszłości, a także polityki Fed za kiedyś, kiedyś…
Bank centralny może być „behind the curve”, co oznacza, że spóźnia się z podwyżkami stóp, co grozi wymknięciem się inflacji spod kontroli.
Dług federalny niepokoi inwestorów
Pod uwagę trzeba też brać, że rząd amerykański pożycza coraz więcej na długi czas i w obliczu wielkiego długu federalnego jest to obecnie niemal pewne.
Ryzyko z tego ostatniego powodu jest dość zagmatwane, więc zasługuje na wyjaśnienie. Jeśli rząd zalewa rynek nowymi emisjami obligacji skarbowych, to najczęściej popyt na nie jest mniejszy od podaży. To oznacza spadek ich cen, a zatem wzrost rentowności. Dla obecnych posiadaczy 30Y efektem jest strata kapitałowa. Zarobią, ale nie tyle, ile by mogli.
A dlaczego popyt na 30Y spada? Tak długie obligacje kupują głównie fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe i zagraniczne banki centralne. Wszystkie mają wpisane ograniczenia dotyczące struktury aktywów, a w pewnym momencie ich bilanse mogą już nie absorbować kolejnych aktywów tego rodzaju.
Jeśli „wodzireje” rynku długoterminowego długu przestają hasać, popyt zagregowany musi tąpnąć.
Tak właśnie jest teraz. Po pandemii i w związku z boomem na AI – emisja 30-letnich obligacji była rekordowa. Zadłużenie państwa wzrosło od 2007 roku do dziś siedmiokrotnie, z 4,5 bln (4 500 mld) do 31 bln (31 000) mld dolarów obecnie.
Rentowność 30Y nowych emisji wzrasta teraz w pewnych momentach ponad 5 proc. i budzić to musi niepokój. Po to żeby sprzedać długoletnie obligacje rząd musi oferować nabywcom duże upusty od ich ceny nominalnej. W poglądowym ujęciu papier o nominale 100 dolarów wycenia np. na 95 dolarów. Presja na zmniejszenie ceny jest tym większa, im mniejsze zaangażowanie wspomnianych wielkich inwestorów instytucjonalnych.
Okazuje się, że „trywialna” decyzja Fed może (choć nie musi) namieszać w finansach państwa.

Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.
Jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP).