Od kryzysu 2009 r. do superaplikacji – prorozwojowe impulsy i kosztowne bariery
Jak ewoluowało otoczenie makroekonomiczne, regulacyjne i technologiczne w minionych kilkunastu latach, i jaki miało to wpływ na kształtowanie się rynku finansowego w Polsce? Które z czynników można uznać za prorozwojowe, a które miały charakter hamulców lub barier?
– Minione kilkanaście lat to okres wyjątkowo dynamicznych i często turbulentnych zmian – zarówno w sektorze bankowym, jak i w krajowym oraz globalnym otoczeniu gospodarczym. Punktem wyjścia był kryzys finansowy, zapoczątkowany w 2009 r., który stał się jednym z największych testów stabilności dla systemów finansowych na świecie. Choć polski sektor bankowy – ze względu na swoją konserwatywną strukturę i ograniczoną ekspozycję na ryzykowne instrumenty – nie został bezpośrednio dotknięty samym kryzysem, to jednak nie oznacza to, że pozostał wobec niego obojętny. Polska była wówczas często określana mianem „zielonej wyspy”, co w dużej mierze było uzasadnione makroekonomicznie. Niemniej sektor bankowy odczuł skutki kryzysu w sposób pośredni – niejako rykoszetem.
Kluczowym problemem systemowym okazały się kredyty indeksowane i denominowane do franka szwajcarskiego. Ich duża popularność w latach poprzedzających globalny kryzys finansowy wynikała z ówczesnych uwarunkowań makroekonomicznych: znaczącej różnicy pomiędzy stopami procentowymi w Polsce i w Szwajcarii, relatywnie stabilnego kursu franka oraz ograniczonej dostępności długoterminowego finansowania złotowego o stałym lub przewidywalnym koszcie. W tych warunkach kredyty walutowe były postrzegane – zarówno przez klientów, jak i przez rynek – jako rozwiązanie pozwalające na istotne obniżenie kosztu obsługi zobowiązania i poprawę dostępności kredytu mieszkaniowego.
Dopiero późniejsze zdarzenia, w szczególności gwałtowne umocnienie franka – spotęgowane decyzją banku centralnego Szwajcarii o uwolnieniu kursu – doprowadziły do materializacji ryzyk, które wcześniej miały charakter przede wszystkim teoretyczny. W konsekwencji problem ten przybrał skalę systemową, a jego skutki sektor bankowy ponosi do dziś i będzie ponosił jeszcze przez kolejne lata.
W mojej ocenie właśnie ten obszar stanowił jeden z najpoważniejszych czynników antyrozwojowych ostatnich lat. Nie tylko ze względu na olbrzymie koszty finansowe, które mogłyby zostać przeznaczone na rozwój oferty, technologii czy innowacji, bądź też na rozwój skali działalności, lecz także z uwagi na długofalowe skutki społeczne i regulacyjne. Spór wokół kredytów frankowych ukształtował bowiem określone oczekiwania społeczne dotyczące relacji bank-klient oraz kosztu kredytu, prowadząc momentami do przekonania, że finansowanie powinno być de facto pozbawione ryzyka i kosztów.
Ten sposób myślenia znajduje dziś odzwierciedlenie także w części inicjatyw regulacyjnych, czego przykładem są choćby propozycje przepisów implementujących dyrektywę o kredycie konsumenckim. Proponowane rozwiązania regulacyjne zmierzają do uczynienia kredytu darmowym w sytuacjach, w których ewentualne naruszenia po stronie banku dotyczą obowiązków informacyjnych niemających realnego wpływu na zakres zobowiązania klienta ani na jego zdolność do świadomej oceny warunków umowy. Takie podejście pozostaje w sprzeczności nie tylko z zasadą proporcjonalności, ale także z ugruntowanym, prokonsumenckim, orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które konsekwentnie wskazuje, że sankcje powinny pozostawać w adekwatnym związku z wagą i skutkami naruszenia.
Jednocześnie nie sposób pominąć istotnych czynników prorozwojowych. Polska gospodarka na przestrzeni ostatnich dekad jest jedną z najszybciej rozwijających się w Unii Europejskiej, a sektor finansowy – mimo licznych obciążeń – jest beneficjentem tego wzrostu. Banki w Polsce nieprzerwanie inwestują w innowacje, konkurują jakością usług i skutecznie odpowiadają na potrzeby klientów. Widać to również w porównaniach międzynarodowych – w rozmowach z przedstawicielami federacji bankowych w innych krajach, w tym państwach Unii Europejskiej, często słyszymy, że poziom usług oraz relacji z klientami w polskiej bankowości należy do najwyższych w Europie, choć w kraju nie zawsze jest to należycie doceniane.
Warto w tym kontekście wyraźnie podkreślić kluczową rolę sektora bankowego w cyfryzacji administracji publicznej w Polsce. Przełomowym momentem był rozwój Profilu Zaufanego, który przez pierwsze lata funkcjonowania rozwijał się relatywnie wolno i pozostawał rozwiązaniem o ograniczonej skali. Dopiero włączenie banków w proces potwierdzania tożsamości – poprzez tzw. ścieżkę bankową – umożliwiło jego masową adopcję. Obecnie z Profilu Zaufanego korzysta kilkanaście milionów obywateli, a zdecydowana większość profili została założona właśnie z wykorzystaniem tożsamości bankowej. Banki, dysponujące bezpiecznymi i powszechnie używanymi kanałami cyfrowymi, zapewniły skalę, wiarygodność i wygodę, których administracja publiczna nie była w stanie osiągnąć samodzielnie. Udostępnienie ścieżki bankowej stało się realnym impulsem do przyspieszenia cyfryzacji usług publicznych – umożliwiło obywatelom zdalny dostęp do coraz szerszego katalogu spraw urzędowych i położyło fundament pod dalszy rozwój e-administracji, w tym takich rozwiązań jak aplikacja mObywatel.
Dziś, wraz z rozwojem aplikacji mObywatel, rola banków w tym procesie naturalnie się zmienia, jednak nadal pozostają one kluczowym ogniwem systemu identyfikacji elektronicznej. Obecny poziom cyfryzacji państwa nie byłby możliwy bez aktywnego, systemowego zaangażowania sektora bankowego – dlatego warto uczciwie powiedzieć: sukces administracji publicznej w tym obszarze jest również sukcesem polskiej bankowości.
Wypada chyba dodać tu jeszcze niezwykłą odporność sektora na różne szoki, których w ostatnich pięciu latach raczej nie brakowało…
– To prawda. Ta odporność nie pojawiła się przypadkowo – była budowana konsekwentnie przez wiele lat. Zarówno polskie banki, jak i nadzór bankowy, od dawna przyjmują dość konserwatywne podejście do zarządzania ryzykiem, w tym do budowania buforów kapitałowych i płynnościowych na wypadek sytuacji nieprzewidzianych. Dzisiaj, w świecie permanentnej niepewności, to podejście okazuje się szczególnie trafne. Polski sektor bankowy wykazuje wysoką odporność zarówno w wymiarze kapitałowym, jak i operacyjnym – w tym w obszarze cyberbezpieczeństwa. To właśnie cyberbezpieczeństwo jest obecnie jednym z kluczowych wyzwań i wszystko wskazuje na to, że pozostanie nim również w kolejnych latach.
Specyfiką bankowości od lat była relacja z klientem. Jak bronić tej fundamentalnej wartości w czasach, gdy z jednej strony technologia zmierza ku kanałom zautomatyzowanym lub wręcz agentom AI, a z drugiej – idea ochrony konsumenta została wypaczona w kierunku przyznawania konsumentom bezrefleksyjnie racji, w czym spory udział mają tzw. firmy odszkodowawcze.
– Nie ma wątpliwości, że ochrona konsumenta – jako słabszej strony relacji gospodarczej – jest konieczna i uzasadniona. Problemem nie jest sama skala tej ochrony, lecz sposób jej kształtowania w ostatnich latach, który w coraz większym stopniu prowadzi nie tyle do wyrównania pozycji stron, ile do zachwiania równowagi na rzecz konsumentów. Ideą prawa konsumenckiego powinno być działanie tam, gdzie faktycznie naruszony został interes konsumenta. Prawo konsumenckie nie powinno prowadzić do sytuacji, w której jedna strona relacji uzyskuje przywileje kosztem drugiej. Dziś obserwujemy, niestety, zjawisko, w którym regulacje konsumenckie są wykorzystywane instrumentalnie, a wokół sporów bank-klient powstał cały model biznesowy, oparty na masowym podważaniu obowiązujących umów, często bez realnych przesłanek prawnych czy faktycznych. Zjawisku temu towarzyszy negatywna narracja wobec sektora bankowego, obecna w przestrzeni publicznej i niekiedy wzmacniana również przez klasę polityczną.
Tymczasem badania prowadzone wśród klientów pokazują wyraźną dychotomię: klienci bardzo wysoko oceniają swój własny bank, natomiast znacznie gorzej – sektor jako całość. To najlepszy dowód na siłę narracji, która nie znajduje potwierdzenia w realnym doświadczeniu klientów. Dlatego tak istotne jest, aby regulacje były projektowane w sposób odpowiedzialny i odporny na instrumentalne wykorzystanie, a ochrona konsumenta nie stawała się pretekstem do destabilizowania relacji bank-klient, ani podważania zaufania do całego sektora. Działalność banków prowadzona jest w ramach rygorystycznych regulacji i stałego nadzoru, a nie istnieją dziś obiektywne przesłanki uzasadniające tezę o systemowym charakterze rzekomych nieprawidłowości w sektorze.
Banki w Polsce nieprzerwanie inwestują w innowacje, konkurują jakością usług i skutecznie odpowiadają na potrzeby klientów. Widać to również w porównaniach międzynarodowych – często słyszymy, że poziom usług oraz relacji z klientami w polskiej bankowości należy do najwyższych w Europie, choć w kraju nie zawsze jest to należycie doceniane.
Jeśli chodzi o technologię, ona już dzisiaj w istotny sposób kształtuje relacje z klientem. Coraz większa grupa klientów korzysta z banku wyłącznie cyfrowo – znacznie częściej w telefonie niż w przeglądarce. Odpowiedzią sektora na te potrzeby są tzw. superaplikacje, które integrują usługi finansowe z innymi funkcjonalnościami, takimi jak e-commerce czy zakup usług i biletów. Relacja bank-klient w coraz większym stopniu budowana jest właśnie w tym środowisku.
Jednocześnie kluczowym elementem tej relacji pozostaje bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni. Systemy bankowe są dziś bardzo dobrze zabezpieczone, dlatego przestępcy coraz częściej koncentrują się na najsłabszym ogniwie – użytkownikach.
Stąd ogromna rola edukacji cyfrowej i uświadamiania klientom, że bezpieczeństwo środków finansowych jest w dużej mierze wspólną odpowiedzialnością. To jest bardzo ważna misja i wspólnie z sektorem bankowym realizujemy ją i będziemy realizować dalej. Trzeba przy tym pamiętać, że mamy do czynienia z nieustannym wyścigiem technologicznym. Rozwój sztucznej inteligencji ułatwia nie tylko ochronę, ale również działania przestępcze – od generowania fałszywych obrazów, po imitację głosu. Dlatego edukacja, prewencja i współpraca sektora bankowego z instytucjami publicznymi pozostaną w tym obszarze kluczowe.
Poczesną rolę w kreowaniu wizerunku polskiej bankowości odegrał Związek Banków Polskich. Które obszary dotychczasowej jego aktywności warto szczególnie wspomnieć, i jakie są perspektywy dla jego rozwoju?
– Związek Banków Polskich pełni przede wszystkim rolę kluczowej platformy dialogu pomiędzy sektorem bankowym a decydentami publicznymi – zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim. Jest naturalnym reprezentantem sektora w procesach legislacyjnych i regulacyjnych, ale jego działalność wykracza daleko poza funkcję stricte reprezentacyjną. W ramach ZBP – w radach, komitetach, grupach i zespołach roboczych – prowadzone są systematyczne prace eksperckie, w których wypracowywane są stanowiska sektora w kluczowych obszarach działania banków. To właśnie na forum ZBP powstają rekomendacje, standardy i wytyczne, które następnie są wdrażane przez banki i przekładają się na realne, spójne działania całego sektora. To pod auspicjami ZBP dokonuje się samoregulacja sektora bankowego.
Rola Związku ma charakter wielowymiarowy: łączy funkcję reprezentacyjną, ekspercką i koordynacyjną. Sektor bankowy – z natury zróżnicowany pod względem modeli biznesowych, skali działalności, profilu ryzyka etc. – potrzebuje organizacji parasolowej, która potrafi agregować różnorodne perspektywy instytucji finansowych i przekuwać je w spójne, wyważone i praktyczne działania. Bez takiej platformy zdolność sektora bankowego do prowadzenia dialogu z otoczeniem regulacyjnym oraz wypracowywania wspólnych odpowiedzi na wyzwania systemowe byłaby znacząco ograniczona.
Znaczenie ZBP będzie w kolejnych latach nadal rosło, zwłaszcza w obszarze legislacyjno-prawnym. Skala, złożoność i tempo zmian regulacyjnych – zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym – sprawiają, że rola ekspercka, analityczna i koordynacyjna ZBP staje się coraz bardziej kluczowa. To naturalny kierunek ewolucji organizacji w odpowiedzi na wyzwania, przed którymi stoi dziś sektor bankowy.