Oczekiwane spadki po wyprzedaży w USA
Europejskie indeksy mogą rozpocząć dzień od wyraźnie niższych poziomów po tym jak Wall Street zaskoczyła świat wyprzedażą na piątkowej sesji.
Europejskie indeksy mogą rozpocząć dzień od wyraźnie niższych poziomów po tym jak Wall Street zaskoczyła świat wyprzedażą na piątkowej sesji.
Po raz kolejny okazało się, że wydarzenia lub informacje uznawane za bardzo ważne i mogące przesądzić o losach rynków, wcale takimi się nie stają. Przełomu nie spowodowały ani czwartkowe posiedzenie EBC, ani piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Inwestorzy będą musieli poczekać więc na kolejne impulsy.
Wyjątkowo słabo prezentował się w czwartek nasz rynek, zarówno na tle głównych giełd, jak i parkietów regionu. Tym razem kiepskie nastroje dominowały we wszystkich segmentach. Warszawscy inwestorzy nie reagowali na popołudniowy wzrost optymizmu w najbliższym otoczeniu.
Głównymi hamulcowymi indeksu największych spółek były we wtorek banki, którym Goldman Sachs ściął ceny docelowe. Jest szansa, że dziś WIG20 odreaguje tę słabość, reagując na nowy rekord, ustanowiony przez S&P500. Coraz bardziej zasadne jednak staje się pytanie, czy Wall Street nie dojrzała do korekty. I jak na nią zareaguje nasz parkiet.
Inwestorzy kupują akcje mając nadzieję, na dalsze kroki banków centralnych oraz na wyjaśnienie sytuacji wokół Ukrainy.
Główną przyczyną porannych zniżek w Europie będzie zmiana nastrojów na Wall Street jaka dokonała się w ostatnich godzinach sesji. Oliwy do ognia dolał Barack Obama.
Wtorkowe notowania przyniosły na wielu rynkach nadzieję na poprawę sytuacji. Silne zwyżki nie miały jednak mocnego uzasadnienia fundamentalnego i należy je traktować na razie jedynie w kategoriach odreagowania niedawnych spadków. Dzisiejsze zachowanie giełd może przynajmniej częściowo przybliżyć odpowiedź na pytanie o kierunek ruchu w najbliższych dniach.
Kolejny spadek aktywności gospodarczej w Chinach oraz gorsze niż oczekiwano dane z niemieckiego i amerykańskiego przemysłu zdominowały w poniedziałek nastroje inwestorów. Indeksy europejskie i tak trzymały się nienajgorzej, do czasu rozpoczęcia handlu na Wall Street. Na tym tle nasze wskaźniki ucierpiały tylko nieznacznie. Ta odporność na negatywny wpływ otoczenia może się jednak okazać krótkotrwała.
W piątek rano nastroje na rynkach finansowych są o niebo lepsze niż jeszcze 24 godziny wcześniej. Krótkoterminowa zmiana sentymentów widoczna jest też na forexie, gdzie dolar koryguje ostatnie umocnienie.
W piątek, mimo braku istotnych wydarzeń i informacji makroekonomicznych, inwestorzy nie będą z pewnością narzekać na nudę. Wrażeń dostarczy wysyp publikacji raportów finansowych spółek oraz ustalenie kursu rozliczeniowego instrumentów pochodnych. Sądząc po czwartkowych ruchach na walorach wielu firm, ostatnia godzina może w pełni zasłużyć na miano godziny cudów.
Rynki gwałtownie zareagowały na wczorajsze wyniki posiedzenia Fed. Dolar się umocnił, akcje potaniały, a rentowności obligacji USA wzrosły. Czy dziś podobnie dynamicznie inwestorzy zareagują na wyniki posiedzenia SNB? Prawdopodobnie nie.
17 marca do księgarni w całej Polsce trafiła książka „Służebność. Utracone dziedzictwo Wall Street”. Autor przyczyn ostatniego kryzysu gospodarczego dopatruje się w odejściu przez instytucje finansowe od zasady służebności wobec klientów. Pierwotnie powoływane z misją dbania o interesy tych, którzy powierzyli im swój kapitał, dziś przestały pełnić funkcję pośrednika działającego na rzecz swych klientów, a zaczęły występować jako własny zleceniodawca. W pogoni za własnym zyskiem, ryzykują kapitał im powierzony. Taft pisze, jak ów chory system uzdrowić.
We wtorek obawy związane ze zbrojnymi incydentami na Ukrainie, skutecznie zniechęciły warszawskich inwestorów do kontynuacji rozpoczętego dzień wcześniej dynamicznego odreagowania niedawnych spadków. Zagrożenia nie dostrzegły nie tylko giełdy zachodnie, ale także te z naszego regionu, w tym Ryga, Tallin i Wilno. Indeksy mocno rosły także na Ukrainie i w Rosji.
Inwestorzy w Europie rozpoczęli dzisiejszy dzień w fatalnych nastrojach, po wczorajszej wyprzedaży na Wall Street i dzisiejszej w Azji, obawiając się jednocześnie o spowolnienie w Chinach i o konsekwencje ukraińsko-rosyjskiego sporu o Krym. Jednak kolejny raz się okazało, że początek wcale nie przesądza o końcu, a wyprzedaż może okazać się dobrą okazją do wypracowania zysków. I to jest jedyne w tej chwili pocieszenie, bo pomimo obserwowanego odreagowania nastroje generalnie nie są dobre, a ryzyko dalszej ucieczki od ryzykownych aktywów spore.
Wobec wciąż niepewnej sytuacji przed mającym się odbyć w weekend referendum na Krymie, rynki nie były w stanie odważyć się na niewielkie choćby odreagowanie ostatnich spadków. Na naszym parkiecie szczególnie niepokojąco wyglądała sytuacja w segmencie małych i średnich spółek, których indeksy traciły niemal cały dzień po 2-3 proc.
Przez długie godziny rynki opierały się pesymizmowi, ignorując niepokojące dane jakie dziś napłynęły z Chin. Strach wziął górę dopiero w końcówce aktywnego handlu w Europie.
Inwestorzy w Chinach kupowali akcje mimo rozczarowujących danych z lokalnego podwórka. Odwagi mógł dodać bank centralny Nowej Zelandii, który podniósł stopy procentowe.
W drugiej połowie dnia złoty zdołał częściowo odrobić poranne straty, jakie były następstwem wzrostu awersji do ryzyka wywołanego obawami o sytuację w chińskiej gospodarce. W czwartek ponownie doniesienia z Państwa Środka będą odgrywać pierwszoplanową rolę.
W piątek do południa na giełdach niewiele się działo. Inwestorzy czekali na dane zza oceanu. Na naszym kontynencie nieznacznie przeważały niedźwiedzie. Niepokoił jednak zniżkujący chwilami o ponad 1 proc. wskaźnik we Frankfurcie. Pod koniec dnia spadki przybrały na sile, głównie na parkietach naszego regionu. Tym razem Europa poszła swoją drogą, a Wall Street swoją, bowiem amerykańskie indeksy szły początkowo w górę.
W piątek na giełdy wrócił optymizm, a na rynku walutowym zapanował spokój. Do końca dnia prawdopodobnie ten rynkowy obraz niewiele się zmieni.