Coraz większe problemy z amerykańskimi funduszami private credit
Rynek private credit, jeden z najszybciej rosnących segmentów globalnych finansów, znalazł się pod lupą inwestorów i regulatorów, pisze Witold Gadomski.
Rynek private credit, jeden z najszybciej rosnących segmentów globalnych finansów, znalazł się pod lupą inwestorów i regulatorów, pisze Witold Gadomski.
Już od paru dekad amerykańskie i europejskie banki komercyjne nie mają monopolu na rynku kredytów dla przedsiębiorstw. Ustępują pola potentatom finansowym określanym nazwami „private credit” i „fintech”.
Według nowego raportu Moody’s Ratings europejski rynek kredytów prywatnych (private credit market) rośnie szybciej niż rynek amerykański. Chodzi o segment rynku finansowego, w którym kapitał jest udostępniany bezpośrednio przez inwestorów lub instytucje finansowe, a nie przez tradycyjne banki.
Firmy ubezpieczeniowe w Ameryce mają coraz częściej nowych właścicieli rekrutujących się spośród funduszy private equity (PE). Fundusze nie chcą bynajmniej wciskać ludziom i firmom polis, pożądają gotówki z ich sprzedaży, pisze Jan Cipiur.
Powszednieją opinie, że sektor bankowy jest jak żaba wrzucona do garnka z zimną wodą, pod którym zaraz włączą grzejnik. Inni widzą jednak świetną ciągle przyszłość banków, pisze Jan Cipiur.
Agencja ratingowa Moody’s patrzy na rok 2024 w globalnej bankowości przez przyciemnione okulary. Jej eksperci sądzą, że mimo spodziewanych kolejnych obniżek stóp procentowych, warunki dostępu do środków finansowych pozostaną niełatwe, co przełoży się na wzrost PKB wolniejszy w porównaniu z trendem.
Zmierzchu tradycyjnej bankowości to nie zwiastuje, ale rośnie bankom konkurencja w postaci „kredytu prywatnego” (private credit). Biznes rozwija się zwłaszcza w USA oraz w Europie Zachodniej, ale kiedyś umościć się może także w Polsce, pisze Jan Cipiur.
Globalny przemysł bankowy będzie miał pod górę. Tkwi w gęstym otoczeniu procesów i zdarzeń, więc dość łatwo przeoczyć lub zlekceważyć zmiany dokonujące się wokół niego. Najtrudniej zresztą dostrzec przemianę tym, którzy są jej świadkami, podkreśla Jan Cipiur.