Marek Lusztyn o niewykorzystanym potencjale polskich banków dla finansowania zrównoważonego wzrostu dobrobytu Polski

Marek Lusztyn o niewykorzystanym potencjale polskich banków dla finansowania zrównoważonego wzrostu dobrobytu Polski
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
"Czy faktycznie mamy powody do niezmąconego optymizmu co do stanu sektora bankowego?, zastanawia się Marek Lusztyn, adiunkt w Instytucie Bankowości, Kolegium Ekonomiczno-Społeczne SGH, wiceprezes mBanku, w artykule " Sytuacja polskiego sektora bankowego. Niewykorzystany potencjał dla finansowania zrównoważonego wzrostu dobrobytu Polski " zamieszczonym na stronach "Gazeta SGH życie uczelni". Artykuł prezentujemy za zgodą Autora i portalu Uczelni.

Polski sektor bankowy w 2023 r. odnotował znaczący wzrost zysków w porównaniu z 2022 r. Wzrosła stabilność sektora bankowego, oceniana poprzez wskaźniki adekwatności kapitałowej i płynności, zaś jakość aktywów kredytowych nie uległa pogorszeniu mimo trudnego otoczenia zewnętrznego.

Postępowało zwiększanie przez banki rezerw i odpisów, rosnących głównie z powodu rezerw na ryzyko prawne portfela walutowych kredytów hipotecznych. Ekspozycja polskiego sektora bankowego na obligacje skarbowe pozostaje proporcjonalnie jedną z najwyższych w Unii Europejskiej.

Budzi to pytania znane z kryzysu zadłużenia państwowego krajów południa Europy, przywołane ponownie kryzysem 2023 r. banków regionalnych w USA. Olbrzymim wyzwaniem rodzimej gospodarki jest skala jej emisyjności.

Banki komercyjne nie są obecnie w stanie udźwignąć koniecznej do transformacji skali finansowania. Konieczny jest wzrost ich wielkości, by w pełni wykorzystać potencjał polskiej gospodarki.

2023 – rok rekordowych wyników

Nagłówki artykułów podsumowujących stan polskiego sektora bankowego w 2023 r. dają dużo powodów do optymizmu. Media informują, że odnotował on znaczący wzrost zysków w porównaniu z 2022 r. Wzrosła jego stabilność, oceniana poprzez wskaźniki adekwatności kapitałowej i płynności, zaś jakość aktywów kredytowych nie uległa pogorszeniu mimo trudnego otoczenia zewnętrznego.

Wynik finansowy netto sektora na koniec października 2023 r. wyniósł 24,3 mld zł i był wyższy o 14,4 mld zł (146% r/r) od wyniku osiągniętego w analogicznym okresie ubiegłego roku. Podstawowy wskaźnik rentowności – zwrot na kapitale (ROE) – wzrósł z 3,62% na koniec października 2022 r. do 13,12% na koniec października 2023 r.

Poziom funduszy własnych zwiększył się z poziomu 214 mld zł na koniec września 2022 r. do 245 mld zł na koniec września 2023 r., w efekcie czego łączny współczynnik kapitałowy (TCR) wzrósł w tym okresie z 18,28% do 21,97%. Również poziom nadwyżek kapitału ponad wymagane normy nadzorcze zwiększył się w minionych czterech kwartałach.

Rok do roku poprawiły się też miary płynności – wskaźnik płynności krótkoterminowej (LCR) wzrósł w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku i osiągnął wartość 205%, zaś wskaźnik stabilnego finansowania (NSFR) wyniósł 163%. Wszystkie banki spełniały obie te normy nadzorcze.

Czytaj także: Czy banki mogą sprostać zapotrzebowaniu polskiej gospodarki na kredyt?>>>

Ale czy jest się z czego cieszyć?

Czy faktycznie mamy powody do niezmąconego optymizmu co do stanu sektora bankowego?

Na koniec października 2023 r. łączna strata wykazana przez banki komercyjne, które nie zdołały osiągnąć zysku, wyniosła aż 6,3 mld zł. To 25% zysku netto całego sektora. Tak duże straty mogą napawać niepokojem z perspektywy środków dostępnych w BFG, istotnie uszczuplonych przymusową restrukturyzacją Getin Banku w 2022 r., w kosztach której partycypowało dodatkowo osiem największych polskich banków (SOBK).

Patrząc na wysoką dynamikę zysków polskiego sektora bankowego, nie zapominajmy o efekcie bazy. W II i III kwartale 2022 r. na banki spadła lawina specyficznych dla naszego kraju ryzyk politycznych skutkujących dotkliwymi jednorazowymi obciążeniami. Moratoria kredytowe dostępne dla wszystkich kredytobiorców (bez względu ma ich sytuację majątkową) pomniejszyły przychody sektora o około 15 mld zł, dodatkowa wpłata na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców wyniosła 1,4 mld zł, a finansowe konsekwencje utworzenia Systemu Ochrony Banków Komercyjnych wiązały się z kontrybucją w wysokości 3,5 mld zł.

Przekazujemy naszym studentom niekwestionowaną przez główny nurt nauk ekonomicznych wiedzę, że sektor bankowy odgrywa kluczową rolę w rozwoju gospodarczym kraju. Odpowiada za mobilizację oszczędności i przeznaczanie ich na inwestycje produkcyjne, co w efekcie prowadzi do akumulacji kapitału i postępu technologicznego. Dobrze rozwinięty sektor bankowy może także pomóc w przyciąganiu kapitału zagranicznego, a w konsekwencji dodatkowo pobudzić wzrost gospodarczy.

A jak wygląda to w praktyce w Polsce? Polski sektor bankowy jest jednym z najmniejszych w Europie pod względem relacji aktywów do PKB. Polska, biorąc pod uwagę tę proporcję, zajmuje jedno z ostatnich miejsc wśród krajów Unii Europejskiej.

Portfel kredytów operacyjnych przedsiębiorstw niefinansowych w październiku 2023 r. spadł o 9,7% r/r. Z kolei portfel kredytów inwestycyjnych przedsiębiorstw niefinansowych wzrósł zaledwie o 3,2% r/r. To wolniej od inflacji. Wolumen kredytu inwestycyjnego ostatnio kurczy się w ujęciu realnym. To istotna zmiana w stosunku do dość żwawego wzrostu z ostatnich co najmniej 10 lat.

Portfel złotowych kredytów mieszkaniowych brutto dla gospodarstw domowych w październiku 2023 r. przyrósł zaledwie o 2,3% r/r. Podobnie portfel kredytów konsumpcyjnych brutto zwiększył się jedynie o 3,2% w stosunku do analogicznego miesiąca 2022 r. Dla obu tych kategorii oznacza to również realny spadek, biorąc pod uwagę stopę inflacji.

Polski system bankowy, podobnie jak banki w strefie euro, skorzystał ze wzrostu stóp procentowych. Wynik odsetkowy po 10 miesiącach 2023 r. był wyższy o blisko 33% r/r (20 mld zł). Jednak nie przełożyło się to na proporcjonalny wzrost wyników netto. Dlaczego?

Powodem tego było dalsze zwiększanie przez banki rezerw i odpisów, rosnących głównie z powodu rezerw na ryzyko prawne portfela kredytów hipotecznych w CHF, które już w 2022 r. istotnie obciążały rezultaty sektora.

Również wzrost współczynników kapitałowych sektora nie powinien być jednoznacznym powodem do radości, jeśli weźmiemy pod uwagę, że łączna kwota ekspozycji na ryzyko spadła, w wyniku obniżenia ekspozycji na ryzyko kredytowe. W ujęciu realnym, tj. z uwzględnieniem inflacji, ta negatywna zmiana jeszcze się pogłębia, co powinno tym bardziej niepokoić w kontekście malejącego udziału polskiego sektora bankowego w finansowaniu polskiej gospodarki.

Nie jest to tylko wewnętrzna percepcja. Przypomnieć należy, że w listopadzie 2022 r. agencja ratingowa Moody’s obniżyła perspektywę dla polskiego sektora bankowego ze stabilnej do negatywnej, wskazując na ograniczone możliwości rozwoju lokalnych kredytobiorców.

Negatywne konsekwencje nadpłynności sektora bankowego

Sektor bankowy pozostaje istotnie nadpłynny. Relacja kredytów do depozytów na koniec października 2023 r. obniżyła się o blisko 9,5 p.p. r/r do poziomu 62,3%. W dwa lata nastąpił spadek o ponad 15 p.p.

W związku z tą sytuacją depozytowy kanał transmisji impulsów polityki pieniężnej jest mniej efektywny niż w bardziej zrównoważonych pod tym względem gospodarkach. Powiększanie się strukturalnej nadpłynności sektora, zwłaszcza biorąc pod uwagę specyfikę konstrukcji podatku bankowego, stanowi obecnie raczej dodatkowe obciążenie dla sektora bankowego, niż przyczynia się do wzrostu jego bezpieczeństwa.

W konsekwencji doprowadziło to do alokacji nadwyżek środków klientowskich w obligacje Skarbu Państwa, zwolnione z podatku bankowego liczonego od aktywów. Ekspozycja polskiego sektora bankowego na obligacje skarbowe osiągnęła w pandemii COVID-19 rekordowe wartości i do dziś pozostaje proporcjonalnie jedną z najwyższych w Unii Europejskiej.

Budzi to pytania znane z kryzysu zadłużenia państwowego krajów południa Europy sprzed ponad dekady (ang. sovereign debt crisis), a mianowicie o poziom bezpiecznej ekspozycji polskiego sektora bankowego na ryzyko obligacji Skarbu Państwa. Wzrost ich udziału w aktywach sektora sprawił bowiem, że zwiększyła się wrażliwość funduszy własnych banków na szoki cenowe na rynku obligacji. Upadłości banków regionalnych w USA w roku 2023 pokazały, że nie jest to tylko hipotetyczne ryzyko.

W tym kontekście pozytywną informacją jest, że NBP nie zamierza aktywnie niczego robić z portfelem obligacji skupionych w trakcie pandemii. Ich sprzedaż – wzorem innych banków centralnych – w ocenie prezesa NBP załamałaby polski rynek finansowy.

Powodem szczególnej troski jest zaś to, że potrzeby pożyczkowe Polski rosną w bezprecedensowym tempie. W 2024 r. zaplanowano je na rekordowym poziomie ponad 420 mld zł brutto, niemal 2,5 razy większym niż w rekordowym roku 2020, kiedy trzeba było sfinansować koszty zatrzymania gospodarki w związku z pandemią. Nie można wykluczyć, że w 2024 r. Polska zostanie objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu.

Ryzyko prawne

Na funkcjonowanie niektórych banków, obciążając perspektywy całego sektora, dramatyczny wpływ ma ryzyko prawne. W ostatnich trzech latach niektóre podmioty z tytułu rezerw na ryzyko prawne związane z walutowymi kredytami hipotecznymi odpisały kwoty większe niż całkowita wysokość kapitałów niezbędnych do prowadzenia ich obecnej działalności.

Dwa lata temu jako zagrożenie wskazywałem konsekwencje możliwego unieważnienia ponad 700 tys. zawartych umów, o wartości przewyższającej połowę budżetu polskiego państwa i będących jednymi z najdłuższych umów funkcjonujących w polskim obrocie gospodarczym i prawnym.

Obecnie widzimy materializację tych ryzyk. Żądania frankowiczów i widoczna aktualnie w sądach linia orzecznicza nie służą przywróceniu równowagi w stosunkach stron, o której mówi unijna dyrektywa. Stwierdzenia, że niektóre zapisy w umowach kredytowych były abuzywne, są wykorzystywane instrumentalnie w dążeniu do uniknięcia ich skutków, które stały się dotkliwe dla klientów (nie z powodu ewentualnej abuzywności, ale m.in. w związku ze zmianami na rynku walutowym) i były powodowane różnicami w polityce pieniężnej Polski i Szwajcarii oraz sytuacją geopolityczną.

Polskie banki w oczywisty sposób nie miały wpływu na te czynniki. Wbrew obiegowym opiniom wzrost liczonych w złotych obciążeń klientów posiadających kredyty frankowe nie jest tożsamy z zyskami banków.

Obecna linia rozstrzygnięć sądowych w rażący sposób faworyzuje posiadaczy kredytów frankowych względem tych klientów, którzy brali w tym samym czasie analogiczne kredyty w złotym. Trudno zatem uznać za zgodne z zasadami współżycia społecznego przekazywanie frankowiczom tak nadmiernych korzyści.

Niepokojące jest to, że rozwój sytuacji frankowej zwiększa ryzyko instrumentalnego wykorzystywania ochrony konsumenta ponad jej społeczno-gospodarcze przeznaczenie tylko po to, by umożliwić uchylanie się od negatywnych ekonomicznych skutków własnych, obarczonych ryzykiem, decyzji konsumenckich.

W ekonomii nazywa się to „pokusą nadużycia”, powodując, że podmiot chroniony przed ryzykiem może zachowywać się inaczej, niż gdyby był w pełni na nie eksponowany.

Należy spodziewać się, że będą rosnąć związane z tym koszty, bo takie ryzyko będzie musiało być uwzględnione przez banki w tworzeniu produktów bankowych i ustalaniu ich cen.

Co dalej?

Po słabym wzroście gospodarczym w 2023 r. pojawiają się „przebiśniegi” ożywienia gospodarczego. Prognozy wskazują na to, że rok 2024 będzie już lepszy. Ożywienie to jednak przede wszystkim mobilizacja istniejących zasobów, bez istotnego wzrostu zaangażowania sektora bankowego.

Jeśli chodzi o gospodarstwa domowe, w 2023 r. wzrost był hamowany na skutek spadającej konsumpcji prywatnej, którą ograniczała wysoka inflacja. W 2024 r. na mocnym rynku pracy i przy spadającej inflacji będą one korzystniej widziały swoją sytuację finansową, można spodziewać się wzrostu konsumpcji prywatnej. Gospodarstwa domowe będą wydawać nie tylko pieniądze zarabiane na bieżąco, ale także te, które mogłyby zostać zaoszczędzone. Do poprawy sytuacji finansowej gospodarstw domowych przykłada się też państwo, prowadząc ekspansywną politykę fiskalną, zwiększając deficyt budżetowy i zadłużenie.

Kolejnym spodziewanym źródłem wzrostu gospodarczego w 2024 r. jest wzrost inwestycji przedsiębiorstw. Będą to jednak środki pochodzące z funduszy, które były wcześniej dystrybuowane jako programy wsparcia podczas pandemii oraz z tych, które udało się wypracować w postaci wysokich zysków w czasie ożywienia i wysokiej inflacji. Żaden z tych elementów nie będzie trwały, a potrzeby inwestycyjne polskiej gospodarki, związane zwłaszcza z transformacją energetyczną i rynku pracy, są ogromne.

Olbrzymim wyzwaniem rodzimej gospodarki jest skala jej emisyjności i jej konkurencyjność klimatyczna. Polska jest bowiem drugim największym emitentem gazów cieplarnianych w UE, zaś emisyjność naszej gospodarki w przeliczeniu na jednostkę PKB jest ponad trzy razy wyższa od emisyjności gospodarki naszego zachodniego sąsiada.

Kluczowe dla utrzymania konkurencyjności międzynarodowej są silne wzrosty produktywności, a rynek pracy jako źródło relatywnie taniego czynnika produkcji nie spełnia już tej roli.

Istotnym problemem społecznym jest niedobór mieszkań; budowa nowych też jest wyzwaniem z perspektywy finansowania.

Środki unijne nie pokryją całości tych potrzeb, a w kraju instytucje prywatne, w tym banki, nie są w stanie udźwignąć takiej skali finansowania. Skąd zatem wziąć środki na finansowanie tych inwestycji?
Optymista powie, że zawsze możliwe jest wyjście na rynki finansowe w poszukiwaniu środków za granicą.

Pesymista przypomni, że historia gospodarcza Polski ma już rozdział, kiedy ekipa rządząca zaciągnęła ogromne kredyty w zachodnich bankach komercyjnych z przeznaczeniem na unowocześnienie polskiej gospodarki, co skończyło się straconą dekadą.

Wzrost roli sektora bankowego w dostarczaniu środków na finansowanie tych ogromnych inwestycji jest kluczowy, aby w pełni wykorzystać potencjał zrównoważonego rozwoju polskiej gospodarki, a nie pozostać trwale ze stopą wzrostu gospodarczego poniżej możliwości naszej gospodarki. 

Dr inż. Marek Lusztyn, adiunkt w Instytucie Bankowości, Kolegium Ekonomiczno-Społeczne SGH. Z bankowością związany od ponad 27 lat. Obecnie wiceprezes zarządu mBanku ds. zarządzania ryzykiem. Wcześniej w zarządzie Banku Pekao S.A. pełnił funkcję prezesa zarządu oraz wiceprezesa zarządu nadzorującego pion zarządzania ryzykiem. Przez 10 lat, pracując w Londynie, Monachium i Mediolanie, odpowiadał za globalne funkcje zarządzania ryzykiem w międzynarodowych strukturach Grupy Unicredit, poprzedniego głównego akcjonariusza Banku Pekao S.A.

Źródło: Gazeta SGH życie uczelni