Idzie do nas bieda, ale można dać jej odpór

Idzie do nas bieda, ale można dać jej odpór
Jan Cipiur Fot. Autor
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
W tematyce ekonomicznej miejsce na łamach rezerwowane jest dla autorytetów, najlepiej dla profesorów zasłużenie znanych w świecie. W kontekście unikania niedowidzenia co się dzieje w Polsce dobrym przykładem może nam jednak poświecić również student, i nie musi być od razu z Business School w Harvardzie, stwierdza Jan Cipiur wspominając o I. nagrodzie za pracę pt. „Polska jako państwo opiekuńcze a długookresowe perspektywy w obliczu czarnych łabędzi” w XI Konkursie Młody Ekonomista, którą zdobył Kacper Tokarczyk.

Kacper Tokarczyk, studiujący wówczas finanse i rachunkowość w Państwowej Szkole Wyższej Zawodowej w Nowym Sączu (teraz pracuje na magisterium na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie) ocenił siedem ostatnich lat w Polsce.

Nie ma w ekonomii tak, żeby coś nie wynikało z czegoś i wszystko się razem ze sobą nie wiązało

Wnioski nie są napastliwe. Uznał, że „(rząd) w wielu przypadkach zachował zimną krew i słusznie zadecydował (…)  natomiast, w przeważającej liczbie sytuacji partia rządząca nie umie przyznać się do błędu i zmienić kierunku działania”.

Propozycje dla rządu

Dużo poczytał, sam popracował na danych. Chciałby na tej podstawie przede wszystkim wprowadzenia oszczędności budżetowych opartych na redukcji wydatków oraz zasady, że kolejne roczne wydatki powinny być korygowane tylko o wskaźnik inflacji, aż do momentu ustabilizowania sytuacji finansowej Polski.

Sądzi, że konieczna jest reforma bądź likwidacja programu 500+, ponieważ pieniądze z takich rozwiązań mają trafiać (jedynie) do najuboższych.

Chciałby zaprzestania wyprowadzania wydatków z budżetu państwa z jednoczesnym wprowadzeniem reguły wydatkowej opartej na metodologii unijnej.

Zauważył, co dla chcącego jest dziecinnie łatwe, narastającą bardzo szybko różnicę między wysokościami tzw. państwowego długu publicznego (PDP) i liczonego wg metodologii unijnej EDP ujmującej łączne zadłużenie instytucji rządowych i samorządowych. W 2006 roku różnica ta wynosiła statystycznie pomijalne 0,7 mld zł, w 2019 roku urosła do 55 mld zł, a przez ostatnie trzy lata poszybowała na obecną wysokość 262 mld zł.

Ekwilibrystyka statystyczna

Szalbierstwo sprawozdawcze ma jednak krótkie nogi. Ekspert makroekonomiczny Janusz Jankowiak pokazał dane Ministerstwa Finansów przekazywane do Eurostatu, wg których zadłużenie tzw. general government, czyli liczone wg metodologii EDF, wzrosło w Polsce od 2018 roku do końca 2021 roku o 375 mld zł, a w samym 2022 roku urośnie (plan) o kolejne 150 mld zł.

Tym samym zadłużenie państwa polskiego wzrośnie z 1 036 mld zł w 2018 roku, kiedy stanowiło 48,7 proc. PKB do 1 560 mld zł (51,7 proc. PKB).

Posłańcy przynoszący złe wiadomości dostają po głowach, a nawet je tracą, ale co mi tam. Powiadam zatem, że jeśli tak dalej pójdzie, to młodzi ludzi, w tym Kacper Tokarczyk z Nowego Sącza,  nie będą musieli sięgać do książek historycznych – sami doświadczą jak to jest klękać przed Klubem Paryskim, czy też Londyńskim, MFW i Bankiem Światowym, zanosząc błagania o odpuszczenie długów.

Czytaj także: NBP: obecne spowolnienie będzie dłuższe niż to wywołane pandemią; prognozy sytuacji ekonomicznej firm historycznie złe

Dokąd pędzi polityka rządu?

Na razie nie jest aż tak niebezpiecznie. Ale w połączeniu z coraz gorszym stanem gospodarki i mniejszym zaufaniem zagranicy do jej zdolności nic dziwnego, że odsetki płacone wierzycielom państwa (rząd i samorządy) wzrosną z po ok. 30 mld zł rocznie w latach 2018‒2021 do prawie 53 mld zł w tym roku.

Gospodarki rosną gwałtownie niemal wyłącznie wtedy, gdy zaczynają z bardzo niskich poziomów lub gdy spinają się w sobie po wojnach i wiekopomnych kryzysach. Wiekopomnych trudności sobie nie życzymy i jeśli za rok wykażemy się przy urnach roztropnością, takich unikniemy.

Politycy popełniający niewymuszone błędy są karani przez rynki

Z tego wniosek płynie wszakże bardzo przykry, że z kryzysu takiego sobie, w jaki się obecnie pchamy na życzenie rządu, a zwłaszcza jego politycznego zaplecza, wydobywać się nam przyjdzie długo.

Cień nadziei w młodych

Ludzie bardzo w sile wieku, żeby nie powiedzieć starzy, najlepiej pamiętają co było przed pół wiekiem i jeszcze dawniej. Dlatego przychodzą mi do głowy cytaty z lat wczesnoszkolnych w rodzaju: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…”

Dlatego tak dobrze było usłyszeć i poczytać rozsądne oceny i wnioski pana Kacpra Tokarczyka. Być może przed nim także inne laury. Na razie, zdaniem Towarzystwa Ekonomistów Polskich, które ten doroczny konkurs organizuje, za pracę pt. „Polska jako państwo opiekuńcze a długookresowe perspektywy w obliczu czarnych łabędzi” zasłużył na I nagrodę w XI Konkursie  Młody Ekonomista.

Nagrodzony został także m.in. uczeń Zespołu Szkół Ekonomicznych w Częstochowie Stanisław Stasiura (III miejsce), który z dobrym (dla nas niedobrym) wynikiem zadał sobie trud oceny, „Jak polityka gospodarcza po 2015 r. wpływa na perspektywę długofalowego rozwoju gospodarczego Polski?”. A więc nie trzeba być nawet studentem, żeby rozumieć skąd zmierza do nas bieda.

Czytaj także: MFW obniża prognozę wzrostu PKB Polski i spodziewa się wyższej rdr inflacji w 2023 roku

Niewymuszone błędy polityków

Nieopierzeni jeszcze badacze nie wezmą mi zapewne za złe, jeśli odwołam się na koniec do rozmowy, komentatora ekonomicznego New York Timesa Petera Coy z Bradem Setserem, ekspertem od handlu międzynarodowego i przepływów kapitałowych z amerykańskiego Council on Foreign Relations.

W jej trakcie Peter Coy usłyszał, że dzisiejszy kryzys brytyjski „jest przypomnieniem, że nawet rozwinięte gospodarki nie mogą liczyć na nieograniczone finansowanie zagraniczne”.

Peter Coy przywołał także wypowiedź byłej ekonomistki Fed, która podkreśliła na użytek serwisu semafor.com, że „Wielka Brytania jest teraz jak kopalniany kanarek” (zdychający, gdy rosło stężenie metanu, co ostrzegało górników przed śmiertelnym niebezpieczeństwem). Claudia Sahm dodała zaraz, że „USA otrzymują od Wielkiej Brytanii ostrzeżenie docierające za Atlantyk z odpowiednim wyprzedzeniem, że politycy popełniający niewymuszone błędy są karani przez rynki”.

W tym miejscu warto jednak przestać słuchać Petera Coya, który sugeruje, że „niewymuszonym błędem” z wypowiedzi p. Sahm byłby brak zgody Kongresu na podniesienie pułapu zadłużenia USA (the federal debt ceiling). Chodzi mu o losy wielkich wydatków zaplanowanych przez prezydenta Joe Bidena, które mogą zostać zastopowane po ewentualnym przejęciu większości w Kongresie przez Republikanów po wyborach, które już na dniach.

W 1990 roku dług federalny USA wynosił 3,2 bln (3 200 mld) dolarów. Obecnie obowiązujący pułap został ustalony na 31,1 bln dolarów i zostanie osiągnięty w ciągu najbliższych miesięcy.

Trudno zaprzeczać potrzebie celowanych wydatków na cele społeczne, czy też sprzyjaniu rozwojowi edukacji (częściowe darowanie w Ameryce długów studenckich), jednak finansowanie ich za pomocą długu to ograbianie najmłodszych pokoleń. Trzeba zatem przeglądać sprawozdania wydatkowe i skreślać.

Wbrew pozorom, to co dzieje się na Wyspach, a zwłaszcza w Ameryce ma wielki wpływ na naszą sytuację. USA są jedynym krajem, który z racji dominacji dolara pożycza niemal „za bezdurno” (dopóty, dopóki trwa ta dominacja), ponieważ duża część dolarów emitowanych przez Fed trafia „pod poduchy” jako zaskórniaki całej reszty świata na czarną godzinę.

Nie trzeba zatem oddawać za te zachomikowane dolary własnych towarów i usług, czyli swojej pracy. Ponieważ dolary i funty oraz kilka innych tzw. walut światowych wypycha z rynku złotego, to musimy płacić więcej odsetek za nasze długi.

Nie ma w ekonomii tak, żeby coś nie wynikało z czegoś i wszystko się razem ze sobą nie wiązało.

Jan Cipiur

Źródło: aleBank.pl