Ryzyka prawne dla banków wynikające z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Ryzyka prawne dla banków wynikające z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej
Fot. Stock.Adobe.Com/Victor Moussa
W swoich założeniach rola Trybunału UE jako organu sądowego dokonującego wykładni przepisów unijnych jest słuszna. Problematyczna jest jednak praktyka orzecznicza samego TSUE, działania polskich sądów oraz instrumentalne wykorzystywanie pytań prawnych jako dźwigni biznesowej i marketingowej przez podmioty pozywające banki.
Piotr Szwechłowicz
Radca Prawny
Wspólnik zarządzający
JNS Legal Jaśkowiak Szwechłowicz sp.k.

Piotr Szwechłowicz
Radca Prawny
Wspólnik zarządzający
JNS Legal Jaśkowiak Szwechłowicz sp.k.

Kojarzone przez wiele lat głównie z tematyką sporów frankowych wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) oddziałują obecnie na cały segment obsługi konsumentów przez sektor bankowy. Nawet pojedyncze orzeczenia TSUE – a czasem już sama perspektywa ich wydania – wykorzystywane są w medialnej, sądowej i biznesowej walce z sektorem bankowym. Ten artykuł powstaje w czasie, w którym zainteresowanie Trybunału sprawami związanymi z polskim sektorem bankowym osiągnęło swój szczyt (a przynajmniej tak się wydaje).

Aktualnie na rozpoznanie przez TSUE oczekuje kilkadziesiąt(!) pytań zadanych przez polskie sądy dotyczących przede wszystkim takich zagadnień, jak kredyty walutowe, sankcja kredytu darmowego i kredyty złotowe oprocentowane w oparciu o wskaźnik WIBOR.

Najpoważniejsze źródło ryzyka prawnego dla banków

Stawiam tezę, że orzecznictwo Trybunału jest obecnie najpoważniejszym źródłem ryzyka prawnego dla banków. Wynika to z szeregu czynników. Zakres pytań prejudycjalnych, którymi zajmuje się Trybunał, bardzo luźno ograniczony jest unijnymi aktami prawnymi, których wykładnią powinien on, co do zasady, się zajmować. Trybunał w swoich orzeczeniach często odwołuje się do „celu ochrony konsumenta”, „celu dyrektywy” i innych nieostrych pojęć, przez pryzmat których oceniane są konkretne przepisy krajowe, i to nierzadko o zupełnie podstawowym znaczeniu, jak np. przedawnienie, potrącenie, odsetki ustawowe za opóźnienie, koszty sądowe. Kwestie te nie są uregulowane na poziomie unijnym, a jednak Trybunał na podstawie ogólnych reguł interpretacyjnych odnosi się do nich, i to często w sposób sprzeczny z dotychczasową praktyką obrotu gospodarczego.

Rezultatem jest tworzenie się odrębnego porządku prawnego dotyczącego relacji banki – konsumenci opartego przede wszystkim na orzecznictwie Trybunału, a nie na normach prawa stanowionego (ustawy, rozporządzenia). Jest to stwierdzenie nieintuicyjne, ponieważ dominuje przekonanie, że w polskim systemie prawnym podstawowe znaczenie mają kodeksy, ustawy i rozporządzenia. Rzadko porusza się kwestię, w jak dużym zakresie uprawnienia TSUE ograniczają kompetencje krajowego legislatora. Polskie rozwiązania prawne, nawet powszechnie i długotrwale społecznie akceptowane, mogą być podważone przez TSUE (np. stosowanie wskaźnika referencyjnego WIBOR, oprocentowanie kredytowanych kosztów). Trybunał, co wielokrotnie podkreślał, rozpatrując sprawy konsumenckie, nie uwzględnia krajowego kontekstu prawnego, tradycji, zwyczajów i co gorsza skutków swoich orzeczeń dla szeroko pojętej gospodarki i ekonomii. Przy masowej skali spraw sądowych przeciwko bankom ma to skutki również dla podmiotów, których wyrok TSUE teoretycznie w ogóle nie powinien dotyczyć.

Problem ten uwidacznia się w trakcie prowadzonych obecnie prac legislacyjnych nad tzw. ustawą frankową i nową ustawą o kredycie konsumenckim. Znaczna część zastrzeżeń do projektów tych ustaw opiera się na argumencie ich rzekomej sprzeczności z orzecznictwem TSUE. W realiach tak daleko posuniętej niepewności prawnej trudno jest przyjąć przepisy, które nie będą w przyszłości kwestionowane.

Ryzyka związane z tym, że Trybunał orzeka bez uwzględnienia krajowych uwarunkowań, mogą skutkować brakiem harmonizacji między prawem unijnym a krajowym, co utrudnia ich stosowanie i interpretację. Dodatkowo orzeczenia TSUE mogą być postrzegane jako nieadekwatne względem lokalnych realiów i potrzeb społecznych, co może wywoływać niezadowolenie i być traktowane jako niezrozumiałe narzucanie wykładni prawa.

Niedoskonałość orzecznictwa TSUE

Jeśli orzecznictwo TSUE w sprawach konsumenckich potraktować jako specyficzne źródło prawa (a tak w praktyce często stosują je polskie sądy), to jest to źródło wysoce niedoskonałe ze względu na sam sposób redagowania orzeczeń TSUE, których styl językowy często jest po prostu niezrozumiały. Skutkuje to tym, że orzeczenia TSUE, które same w sobie powinny wyjaśniać i upraszczać, zazwyczaj są przedmiotem skomplikowanych analiz i niejednokrotnie wzajemnie wykluczających się opinii prawników. Ta ogromna wada orzecznictwa TSUE uwidacznia się w późniejszym stosowaniu orzeczeń przez sądy krajowe, które odmiennie interpretują te same wyroki Trybunału. Zamiast porządkować otoczenie prawne, jego działalność często prowadzi do pogłębienia niejasności.

Bardzo częsty jest zabieg, zgodnie z którym TSUE formułuje jedynie ogólne zalecenia i pozostawia otwartą ścieżkę do interpretacji przez sąd krajowy. Przykładem jest formuła językowa stosowana często przez Trybunał: „ocena skutków uznania postanowienia umownego za niedozwolone należy do sądu krajowego”. Natomiast w praktyce często wyroki TSUE się uogólnia, wyprowadza z nich wnioski uniwersalne i pomija to, jak orzeczenie TSUE zastosował konkretny sąd zwracający się z pytaniem prejudycjalnym.

Wsteczne działanie wyroków TSUE

Główna i największa wada stosowania wyroków TSUE polega jednak na tym, że są one całkowicie oderwane czasowo od momentu powstania źródła sporu. Aktualnie zawisłe przed TSUE pytania prejudycjalne dotyczą stanów faktycznych i prawnych sprzed kilku, kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat. Trybunał ograniczył zarazem możliwość powoływania się przez przedsiębiorców na zarzut przedawnienia roszczeń konsumentów. Oznacza to, że jego wyroki wydawane obecnie mają automatyczny wsteczny skutek prawny, i to w praktyce bez żadnych ograniczeń czasowych. Taki wsteczny skutek w systemie prawnym stanowi wyłom od znanej każdemu zasady, że prawo nie działa wstecz. Automatyczna moc wsteczna wyroków TSUE idzie dalej niż skutek orzeczeń polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który może ograniczyć czasowo skutki czasowe uznania przepisu za sprzeczny z Konstytucją. Cezurą czasową nie jest nawet moment przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, bo wyroki TSUE oddziałują również na postępowania dotyczące zdarzeń prawnych z lat 2000-2004.

Polska specjalność

Zadawanie pytań prejudycjalnych do TSUE stało się specjalnością polskich sądów. W latach 2020-2025 polscy sędziowie zadali ponad 1/3(!) wszystkich pytań, jakie trafiły do TSUE w zakresie dyrektywy w sprawie nieuczciwych warunków konsumenckich, dyrektywy w sprawie umów o kredyt konsumencki i dyrektywy w sprawie kredytów hipotecznych. Jest to zadziwiająca nadreprezentacja polskich spraw przed TSUE. Pytania dotyczące konkretnych zagadnień są często dublowane, parafrazowane, aż wreszcie wycofywane, co nie ułatwia orientacji w orzecznictwie TSUE. Niektórzy sędziowie wręcz wyspecjalizowali się w zadawaniu pytań do Trybunału, co budzi wątpliwości, czy rzeczywiście wszystkie skierowane do niego pytania są niezbędne, czy też niektórzy sędziowie nadużywają swojego uprawienia.

Pojawia się też zagadnienie, na ile stany faktyczne i prawne spraw są zawsze przedstawiane TSUE w pełni rzetelnie, czy też jednak konkretny sędzia, posiadając już wyrobiony pogląd na sprawę, formułuje pytanie i jego uzasadnienie w taki sposób, aby ukierunkować TSUE na uzyskanie zakładanej odpowiedzi. Taka praktyka niewątpliwie występuje i należy ją ocenić negatywnie, ponieważ zadanie pytania prejudycjalnego powinno być uwarunkowane rzeczywistymi wątpliwościami interpretacyjnymi sądu, a nie głównie chęcią potwierdzenia swojego rozumowania przez sędziego. Podstawa prawna kierowania do TSUE pytań prejudycjalnych jasno wskazuje, że muszą być one niezbędne do wydania wyroku, a nie powinny stanowić elementu taktyki procesowej czy być uzewnętrznieniem zwykłej ciekawości sędziego.

Wykorzystywanie orzeczeń TSUE do  marketingu

Postępowania przed TSUE są też wykorzystywane przez podmioty obsługujące roszczenia konsumentów jako dźwignia marketingowa i biznesowa. Każde kolejne pytanie prawne, zbliżający się wyrok czy już wydane orzeczenie są szeroko komentowane, często w sposób oderwany od treści wyroku. Zadawanie pytań prejudycjalnych często stanowi też rezultat inicjatywy sądowych przeciwników banków, którzy masowo składają do sądów wnioski o skierowanie kolejnych pytań prejudycjalnych. Pytania prejudycjalne stały się więc elementem taktyki procesowej, co stanowi wypaczenie ich roli.

Abdykacja Sądu Najwyższego

Niewątpliwie katalizatorem gwałtownego przyrostu liczby pytań prawnych do TSUE jest zmniejszająca się rola polskiego Sądu Najwyższego. W dobie wieloletniego oczekiwania na podejmowanie przez SN uchwał rozstrzygających istotne zagadnienia prawne, wątpliwości co do statusu prawnego sędziów czy wręcz wydawania z premedytacją sprzecznych ze sobą wyroków przez różne składy orzekające, TSUE jawi się jako instytucja stabilna organizacyjnie i nie unikająca rozpoznawania spraw. Usprawiedliwia to, w pewnej mierze, polskie sądy, które kierując pytania do TSUE, często nie mają widoków na to, że sporna kwestia prawna zostanie rozstrzygnięta przez Sąd Najwyższy.

Nieusuwalne ryzyko prawne

Niestety w aktualnych uwarunkowaniach ryzyko prawne generowane przez orzeczenia TSUE nie jest możliwe do usunięcia. Duże obawy budzi ukształtowana już praktyka polskich sądów, które z przesadną ochotą zwracają się do Trybunału z kolejnymi pytaniami, często o zaskakująco szerokim zakresie. Poza działaniami stricte procesowymi sektor bankowy może zabezpieczać się, próbując modyfikować ofertę produktową i postanowienia wzorców umownych, reagując jak najszybciej na pojawiające się pytania do TSUE i aktywnie tworzyć rezerwy na ryzyko prawne.

Źródło: Miesięcznik Finansowy BANK