Instytucje państwa mogłyby lepiej służyć wzrostowi gospodarczemu Polski
Indeks wolności jest bardzo rozbudowany. Przypomnę, że najgorszy wynik zaliczyliśmy w kategoriach rozsądnie małego rządu i równie rozsądnie niskich podatków. Od lat doświadczamy także skutków niesprawności sądów i zbyt wątłej ochrony własności prywatnej
Brak wolności przekłada się na rosnące przeszkody regulacyjno-biurokratyczne i podatkowe. Stale rosnące rozmiary tych przeszkód zabierają czas i pieniądze z nadal małej puli przeznaczanej na prowadzenie dobrego biznesu i pospieszanie wzrostu.
Współpomysłodawcą i współautorem dorocznych edycji „Economic Freedom of the World”, dzieła Fraser Institute w Vancouver, jest Robert Lawson – na co dzień profesor ekonomii w Cox Business School w Dallas.
Robert Lawson zapamiętał w 2015 roku słowa innego profesora – Jeffreya Sachsa, który radził, żeby „cofnąć się do 1960 roku, wybrać dowolny miernik jakości instytucji i przekonać się, jak kiepskie są to prognostyki wzrostu w poszczególnych krajach.”
Z biegiem lat Jeffrey Sachs został prawie zapomniany w Polsce, choć robił długo za „czarnego luda z Ameryki”, wyszydzany jako ten, który po pożegnaniu z PRL popychał nas w stronę liberalizmu i wolnego rynku. Z czasem mu się odmieniło i odżegnuje się teraz od Miltona Friedmanna et consortes, ale to już inny temat.
Czytaj także: Polska z najgorszym od 1990 roku wynikiem w rankingu wolności gospodarczej
Indeks wolności a wzrost gospodarczy
Szydercza opinia Sachsa skłoniła Lawsona do podjęcia rękawicy. Chciał założyć się o to, że grupa 20 państw z wysokim i rosnącym wskaźnikiem wolności będzie po 20 latach cieszyć się wskaźnikiem wzrostu gospodarczego wyższym o przynajmniej 1 punkt procentowy niż równie liczna grupa państw z niskim indeksem wolności.
Wyzwanie spotkało się z milczeniem ekonomistów, ale profesor Lawson i tak sprawdził czy ma rację.
Dane nt. wzrostu gospodarczego per capita w okresie 2014-2024 miał z Banku Światowego. Wskaźniki dla poszczególnych państw są oczyszczone z inflacji i dla uniknięcia wpływu zmian kursów walutowych powstały na podstawie wielkości w walutach lokalnych.
Przeczucie graniczące z pewnością go nie zwiodło. Państwa z wysokimi i rosnącymi pozycjami w rankingu wolności, wśród których nie było oczywiście Polski, rosły per capita przez dekadę średnio o 2,24 proc. rocznie, zaś państwa z niskim i spadającym wskaźnikiem (uff, też bez Polski) – przeciętnie o 0,79 proc.
W drugiej grupie była Gujana, która wyróżnia się gigantycznymi wzrostami (średnio niemal 20 proc. rocznie), ale zawdzięcza to wyłącznie zagospodarowywaniu wielkich jak na ten malutki kraj zasobów ropy naftowej. Gdyby nie Gujana, wynik drugiej grupy byłby gorszy.
W grupie „wolnościowej” czarnymi owcami okazały się Zjednoczone Emiraty Arabskie i Jordania z ujemnymi wskaźnikami wzrostu per capita, w wysokości odpowiednio: minus 0,62 proc. i minus 0,64 proc.
Różnica między obiema grupami wyniosła 1,45 punktu procentowego, co było do wykazania.
A Polska?
„Podręczny” sprawdzian wykonany przez Roberta Lawsona nie stanowi, rzecz jasna, dowodu samego przez się. Potwierdza jedynie intuicyjne przekonanie, że wolność instytucjonalna ma, bo musi mieć, wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej i im większa, tym gospodarka ma się lepiej.
W ferworze mówi się o „kajdanach instytucjonalnych” krępujących polską gospodarkę, ale jest to jeszcze epitet na wyrost.
Właściwiej oddaje sytuację odwołanie się do jednostki chorobowej o nazwie ograniczenie ruchu kończyn górnych. Jak wyczytać można w kompendiach medycznych może być one spowodowane różnymi czynnikami, takimi jak urazy, choroby, czy stany przewlekłe.
W naszym przypadku doszło do połączenia wszystkich trzech czynników.
