Wpływ opodatkowania banków na możliwość finansowania gospodarki
W dyskusji, moderowanej przez Agnieszkę Wachnicką, wiceprezes ZBP, uczestniczyli: Bożena Graczyk, wiceprezes zarządu ING Banku Śląskiego; Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej i prof. SGH dr hab. Mariusz Jan Radło, kierownik Katedry Globalnych Współzależności Gospodarczych w SGH.
Punktem wyjścia do dyskusji było pytanie, czy zamiast selektywnych podwyżek CIT nie należałoby w pierwszej kolejności uszczelnić poboru tej daniny w dotychczasowej formie?
O ile banki płacą rzetelnie CIT niezależnie od tego czy dominuje w nich kapitał krajowy, czy zagraniczny, to w innych segmentach gospodarki nie brak przypadków optymalizacji, sprowadzających się do faktycznego unikania opodatkowania przez firmy z kapitałem zagranicznym.
Agnieszka Wachnicka zwróciła uwagę na 53 podmioty, których obroty przekraczają 50 mln euro, a które na przestrzeni ostatnich sześciu lat nie wpłaciły ani grosza do polskiego budżetu.
Do propozycji uszczelnienia systemu jednoznacznie pozytywnie odniosła się Bożena Graczyk. W dalszej części dyskusji wskazała ona, iż już obecnie łączna suma obciążeń podatkowych i parapodatkowych sektora osiągnęła już poziom 45%, co jest wyjątkiem na tle innych państw UE.
Mariusz Jan Radło i Ludwik Kotecki krytykowali koncepcję wybiórczego opodatkowania określonych sektorów, wskazując na potrzebę zapewnienia trwałej równowagi dochodów i wydatków państwa.
W tle pojawiła się obawa o procykliczność: wraz z wygasaniem koniunktury i spadkiem stóp zwrotu – ROE sektora może zejść poniżej kosztu kapitału, co osłabi zdolność banków do kredytowania gospodarki.
Dodatkowy kontekst regulacyjny tworzy efektywna stawka obciążeń sektora, zdaniem panelistów rekordowo wysoka na tle innych państw europejskich. Jest to polityka tym bardziej niezrozumiała, jako że banki, w przeciwieństwie do wielu branż, nie optymalizują CIT i płacą go w sposób przejrzysty.
Wątpliwości co do konstytucyjności selektywnego podwyższenia CIT dla banków (i efektu na akcję kredytową) łączyły się z apelem o przewidywalność polityki podatkowej państwa; krótkoterminowe nakładanie obciążeń tam, gdzie w danej chwili osiągane są dobre rezultaty, jest tymczasem zaprzeczeniem takowej.
Podatek bankowy czyli „podatek od kredytu”
Przedmiotem krytyki ze strony panelistów była też sama koncepcja tzw. podatku bankowego, bazująca na aktywach. Wiceprezes ZBP Agnieszka Wachnicka określiła ją jako „podatek od kredytu”, który skłania banki do większego angażowania się w zakup skarbowych papierów dłużnych, wyłączonych z podstawy opodatkowania.
W efekcie sektor bankowy nabiera charakteru bardziej inwestycyjnego, niż kredytowego, co jest niekorzystne; na ten problem wskazywał m.in. przewodniczący KNF.
Bożena Graczyk dodała konkrety: 53 pb. przewagi marżowej obligacji nad kredytem stanowi istotna przewagę inwestycji w papiery dłużne, zwłaszcza w okresie kolejnych obniżek stóp procentowych.
Konsekwencja jest łatwa do przewidzenia: przy niskim poziomie inwestycji i wskaźniku kredytów do depozytów poniżej 70% nadpłynność naturalnie przekierowana jest na skupowanie papierów skarbowych.
To rodzi ryzyko koncentracji bilansów na jednym emitencie i większą wrażliwość kapitałów na wahania rentowności oraz ratingu; zwiększające się zadłużenie Polski może odbić się na ratingu naszego kraju, a w konsekwencji również na rentowności obligacji.
W dyskusji wybrzmiewał też wątek potencjalnego konfliktu interesów: państwo jest tym samym podmiotem, który kształtuje konstrukcję podatku, emitentem długu i beneficjentem popytu na obligacje.
Ludwik Kotecki zaznaczył, że taka konstrukcja była intencjonalna – miała zapewnić stały popyt na obligacje – co można określić jako rolowanie obligacji. Realizowane w ten sposób, krótkookresowe cele fiskalne mają długofalowe konsekwencje dla akcji kredytowej.
WFD może zwiększyć koszt kredytu hipotecznego?
Trzeci blok rozmowy zogniskował się na wskaźniku finansowania długoterminowego, wprowadzonym przez KNF. Jego celem jest by przynajmniej 40% finansowania hipotecznego było pokryte długoterminowymi papierami.
Bożena Graczyk oceniła koncepcję WFD jednoznacznie krytycznie: przy strukturalnej nadpłynności dokładanie w krótkim czasie około 100 mld zł długoterminowego finansowania, gdy możliwości emisji listów zastawnych są ograniczone, podbije koszt pasywów i – finalnie – kredytu hipotecznego.
Do momentu, w którym banki będą musiały sprostać wymogom w zakresie WFD, pozostało niewiele czasu (koniec 2026 roku), więc sektor musiałby rekordowo emitować pasywa, często za granicą, co drenowałoby marżę i kapitał.
W tle padał argument, że polskie depozyty – mimo ich krótkoterminowego charakteru – okazały się stabilne przez dwie dekady, więc obowiązek wykreowania dodatkowych, długich pasywów daje efekt niewspółmierny do ryzyka.
Agnieszka Wachnicka dorzuciła pytanie o rolę NBP jako potencjalnego „market makera” na rynku listów zastawnych, zaś Ludwik Kotecki zwracał uwagę, że transformacja oszczędności w pożyczki i kredyty to istota bankowości.
Co wpływa na słabość inwestycyjną polskiej gospodarki?
Równolegle paneliści diagnozowali szerszą słabość inwestycyjną gospodarki. Mariusz Jan Radło przypomniał, że udział inwestycji przedsiębiorstw jest niski, a dopóki dystrybucja środków unijnych odbywa się głównie w formule grantów „obok” banków, prywatny popyt na kredyt nie odbuduje się.
Bożena Graczyk potwierdziła: od dwóch–trzech lat sektor czeka na odbicie w kredycie inwestycyjnym, ale bariery to nie tylko stopy i demografia; równie silnie działa niepewność regulacyjno‑podatkowa oraz strukturalne rozdrobnienie MŚP (zbyt mało firm średnich, zbyt dużo mikro), które mają ograniczoną zdolność do skalowania i inwestowania.
Jej zdaniem nie osiągniemy oczekiwanego efektu wzrostowego koncentrując się tylko na dużych inwestycjach infrastrukturalnych i pomijając rozwój small biznesu.
Z tej perspektywy selektywna podwyżka CIT oraz kształt podatku bankowego nie tylko „karzą” banki, ale uderzają w finansowanie całej gospodarki. I to dokładnie tam, gdzie potrzebny jest dług długoterminowy i wzrost innowacyjności.
Czytaj także: Polskie banki mają więcej instrumentów dłużnych, głównie Skarbu Państwa, niż kredytów
W dyskusji najsilniej wybrzmiewały postulaty odnośnie stabilności i równego traktowania sektorów, ze wskazaniem na uszczelnienie bazy podatkowej zamiast podnoszenia stawek wyłącznie bankom.
W odniesieniu do podatku bankowego paneliści skłaniali się ku zmianom jego formuły, tak by nie zniechęcał on do rozwoju akcji kredytowej i nie premiował nadmiernej alokacji w dług skarbowy. Zmianom tym towarzyszyć musi świadomość, że korekty muszą być wprowadzane w sposób, który nie zaburza rynku obligacji.
W szerszym kontekście wnioski z debaty odczytać można jako zbiór kilku ważnych postulatów: włączyć banki w dystrybucję środków rozwojowych, zmniejszyć niepewność regulacyjną i przywrócić mechanizmy, które odbudują inwestycje przedsiębiorstw – inaczej sektor finansowy pozostanie pasywnym inwestorem w dług publiczny, zamiast aktywnie dostarczać kapitału dla sfery realnej gospodarki.
