Wyższy CIT dla banków wszedł w życie, wątpliwości ekonomiczne i prawne pozostały

Wyższy CIT dla banków wszedł w życie, wątpliwości ekonomiczne i prawne pozostały
Fot. Nuthawut/stock.adobe.com
Już od stycznia komercyjne instytucje finansowe zapłacą CIT według nowej, 30-procentowej stawki, a w przypadku banków spółdzielczych i SKOK-ów wymiar podatku wyniesie 27%. W kolejnym roku opodatkowanie sektora ma zostać obniżone odpowiednio do 26% dla bankowości komercyjnej oraz 23% dla instytucji lokalnych; docelowe stawki dla sektora od roku 2028 wynosić mają 23% dla banków komercyjnych i 21% w przypadku banków spółdzielczych i SKOK-ów. Te korekty udało się wypracować na etapie prac senackich.

Skumulowane obciążenie dla sektora banków spółdzielczych w perspektywie 10 lat obniży się – w porównaniu z pierwotną propozycją rządu – z poziomu 3756 mln zł do 2210 mln zł. Oznacza to łączne zmniejszenie obciążeń podatkowych o ok. 1,55 mld zł względem rozwiązania bazowego” – wskazują przedstawiciele Związku Banków Polskich, który zainicjował redukcję pierwotnie proponowanej stawki CIT dla bankowości spółdzielczej oraz objęcie preferencją całego segmentu, a nie – jak rozważano na pewnym etapie – wyłącznie najmniejszych banków, rozliczających się dotąd 9-procentową stawką CIT.

Bankowcy wskazują, że po obniżeniu stawki CIT banki lokalne i SKOK-i będą odpowiadać za nieco ponad 10% łącznej kwoty podatku odprowadzanego z tego tytułu przez polski sektor bankowy do budżetu państwa – co, jak podkreślono w stanowisku ZBP, „mieści się już w granicach uznawanych za proporcjonalne z punktu widzenia konstrukcji podziału obciążeń w sektorze bankowym”. Ta istotna korekta nie zmienia jednak faktu, że sama koncepcja podwyżki budzi poważne zastrzeżenia – nie tylko wśród banków.

Dlaczego tylko banki?

Zastrzeżenia budzi nie tylko poziom daniny i jej realny wpływ na zdolność finansowania polskiej gospodarki w momencie, gdy akurat w szczególnym stopniu potrzebuje ona dostępu do pieniądza. Równie niepokojąco brzmią argumenty odnośnie do możliwej kolizji uchwalonych przepisów z ustawą zasadniczą, a to z uwagi na ich selektywny charakter. – Trudno zrozumieć, dlaczego inne branże, według danych giełdowych znacznie bardziej rentowne i zyskowne od sektora bankowego, nie mają być dodatkowo i solidarnościowo opodatkowane na tak istotny cel jak obronność – podkreślał jeszcze przed uchwaleniem nowych stawek dr Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich.

Podobne wątpliwości mieli prawnicy z senackiego Biura Legislacyjnego; w opinii prawnej zaznaczyli, iż nowe przepisy „dokonują podwyższenia stawek podatku dochodowego od osób prawnych wyłącznie w odniesieniu do niektórych podatników tego podatku, których zakres został ustalony w oparciu o kryterium niespełniające wymogu jednakowego traktowania podmiotów w obrębie określonej kategorii”. Senaccy legislatorzy podnosili trafny argument, że uzasadnianie tak istotnego obciążenia wyłącznie jednej branży „bezprecedensowymi zyskami” osiąganymi w obecnych realiach gospodarczych jest wątpliwe – zwłaszcza wobec porównywalnych, a niekiedy nawet wyższych dochodów generowanych przez inne sektory (gdzie, w przeciwieństwie do banków, zdarza się również skuteczne unikanie opodatkowania – przyp. red.).

Uzasadnienie projektu opiniowanej ustawy nie zawiera powodów wyłączenia z zakresu przewidzianych podwyżek innych ‹podmiotów podobnych›, w szczególności innych podatników podatku od niektórych instytucji finansowych” – podkreślono w opinii Biura Legislacyjnego Senatu.

A co o zmianach w opodatkowaniu sektora sądzą eksperci z dziedziny ekonomii? O komentarz poprosiliśmy kilku z nich.

Dr Krzysztof Kil, zastępca dyrektora Instytutu Finansów, Katedra Bankowości i Globalnego Systemu Finansowego, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie:

Podpisana 27 listopada 2025 r. przez Prezydenta RP „Ustawa o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych i ustawy o podatku od niektórych instytucji finansowych” wprowadza od 2026 r. istotne zmiany w modelu kształtowania obciążeń podatkowych sektora bankowego w Polsce, zwiększając obciążenia z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych, przy częściowej redukcji podatku od niektórych instytucji finansowych. Przyjęta regulacja wpisuje się w obserwowany w niektórych krajach w ostatnich latach trend wzrostu obciążeń fiskalnych nakładanych na banki, w tym tzw. podatków od zysków nadzwyczajnych.

Działania tego rodzaju, podejmowane ad hoc, w świetle dotychczasowych doświadczeń uznawane są za silnie kontrowersyjne i podlegają konstruktywnej krytyce naukowej i instytucjonalnej. Konsekwencje związane z implementacją tego typu obciążeń fiskalnych zostały w sposób pogłębiony omówione m.in. w raporcie „Budowanie rentowności sektora bankowego w Polsce jako determinanta poprawy jego zdolności do finansowania gospodarki w kontekście głównych wyzwań regulacyjnych i materializacji ryzyka prawnego” (Kil, Miklaszewska, Ciukaj, Idzik, Balawejder). Kluczowe wyniki badań wskazują, że wprowadzone ad hoc dodatkowe obciążenia fiskalne dla sektora bankowego w warunkach wyższej rentowności ograniczają przewidywalność otoczenia biznesowego (na co zwracał uwagę również Europejski Bank Centralny) i wykazują negatywny wpływ na dostępność kredytu, przede wszystkim przez kanał zmniejszenia możliwości akumulacji kapitału przez instytucje kredytowe. Wyniki badań ilościowych potwierdzają także, że podatki nadzwyczajne są statystycznie związane z wyższym poziomem kosztów kredytów i innych usług oferowanych przez banki.

Znaczenie podatków w działalności banków w Polsce jest szczególnie widoczne w strukturze ich kosztów. Łączne koszty CIT i podatku bankowego stanowiły ponad 44% wszystkich obciążeń regulacyjno-fiskalnych ponoszonych przez sektor w latach 2015-2024. Dodatkowe obciążenia fiskalne obniżają zdolność banków do absorpcji ryzyka, co w dłuższym okresie pogarsza warunki kredytowania.

Z perspektywy ekonomicznej selektywne podwyższanie CIT wyłącznie dla banków jest rozwiązaniem silnie kontrowersyjnym. W literaturze międzynarodowej wskazuje się, że nadmierne opodatkowanie sektora finansowego prowadzi do zjawiska credit crunch (Devereux, Sørensen), zwiększa koszty kapitału i utrudnia akumulację buforów kapitałowych, szczególnie oczekiwaną w fazie dobrej koniunktury (IMF, Maneely, Ratnovski). Niestandardowe formy opodatkowania są przesłanką spadku zaufania do państwa, co wpływa na zachowania klientów i inwestorów (uwidocznione zostało to w szczególności w wycenie akcji banków notowanych na GPW w momencie ogłoszenia założeń zmian fiskalnych i wykazuje trend w dłuższej perspektywie).

Ekonomicznie uzasadnione jest zatem dążenie do stabilnego i przewidywalnego systemu podatkowego, który nie zaburza funkcji alokacyjnych sektora bankowego. Zgodnie z teorią ekonomii podatków, selektywne podwyższanie obciążeń fiskalnych w jednym sektorze (w tym przypadku bankowym) prowadzi do zakłóceń alokacyjnych i wzrostu kosztów finansowania dla całej gospodarki, zamiast efektywnego zwiększenia dochodów budżetowych. Podzielić należy ponadto zasadność stanowiska ZBP przedstawionego w ramach konsultacji projektu zmian w modelu opodatkowania, wskazującego m.in., że nadwyżkowe zyski powinny być alokowane do kapitału poprzez mechanizmy antycykliczne, a nie podatkowe. Stabilne, przewidywalne ramy podatkowe są kluczowe dla planowania inwestycyjnego banków i minimalizowania ryzyka regulacyjnego.

Zaplanowana w ustawie ewaluacja wdrożonych rozwiązań w perspektywie okresu trzyletniego będzie prawdopodobnie istotnym źródłem informacji, że zwiększone obciążenia fiskalne nakładane na sektor bankowy w warunkach trendu obniżania stóp procentowych oraz oczekiwanej redukcji marż odsetkowych, nie realizują zakładanego celu fiskalnego, a jednocześnie stanowią czynnik szczególnie niekorzystny dla sytuacji banków spółdzielczych (nawet mimo częściowego uwzględnienia w regulacjach zasady proporcjonalności).

Marcin Zieliński, prezes zarządu i główny ekonomista, Forum Obywatelskiego Rozwoju:

Rząd, lansując propozycję wprowadzenia domiaru dla banków, żerował na nieświadomości dużej części społeczeństwa. Pierwszym elementem są tutaj nagłówki o rosnących w bezprecedensowym tempie i rekordowych zyskach sektora bankowego. Takie przedstawienie sprawy pomija kluczową przy ocenie wysokości zysków kwestię rentowności. Żeby stwierdzić, czy jakieś przedsiębiorstwo faktycznie zarabia dużo, musimy porównać wielkość zysku z kapitałem, jaki został w nie zainwestowany. Obecna rentowność kapitału własnego polskiego sektora bankowego nie jest szokująco wysoka ani w porównaniu z innymi branżami gospodarki, ani w porównaniu z innymi krajami. Rekordowe zyski banków są obecnie takie tylko dlatego, że przez wiele lat – z racji różnych czynników (wynikających z polityki fiskalnej, regulacyjnej i pieniężnej) – były z różnych powodów bardzo niskie, a ­rentowność przez długi czas pozostawała niższa niż koszt kapitału, czyli oczekiwana przez inwestorów stopa zwrotu.

Drugim elementem jest ignorowanie kwestii akcjonariuszy największych polskich banków. Wszystkie duże banki komercyjne są notowane na warszawskiej giełdzie, a ich akcje trafiają do portfeli inwestorów indywidualnych oraz funduszy inwestycyjnych, w tym funduszy i programów emerytalnych, jak OFE czy PPK (łącznie ok. 50% akcji banków należy do funduszy i drobnych akcjonariuszy). Po zapowiedzi wprowadzenia przez rząd domiaru OFE (reprezentujące ponad 14 mln przyszłych emerytów) straciły ponad 8 mld zł na posiadanych przez siebie akcjach banków. Przeciętny członek OFE stracił 567 zł.

Trzeci element to pomijanie tego, że banki już wcześniej były przeciążone fiskalnie. Mimo że podstawowa stawka CIT wynosi nominalnie 19%, to według raportu Grant Thornton w latach 2012-2023 banki notowane na GPW płaciły go na średnim poziomie 31% swojego dochodu brutto. W 2024 r. wśród 10 największych płatników tego podatku było sześć banków, a sektor łącznie z tego tytułu odprowadził do budżetu 13,4 mld zł. Dodatkowo banki płacą podatek bankowy (5,9 mld zł w ub.r.).

Akcjonariusze zawsze jako pierwsi płacą za nowe podatki i regulacje. W dłuższym okresie jednak firmy próbują przerzucać podatki na swoich klientów. W przypadku banków mowa o posiadaczach rachunków i kredytobiorcach. Jednym z najbardziej odczuwalnych efektów wprowadzenia podatku bankowego był w 2016 r. wzrost marży kredytów. Trudno zawczasu stwierdzić, jakie decyzje podejmą zarządy banków i na co pozwoli im konkurencja. Nie zmienia to faktu, że za domiar zapłacą Kowalski z Nowakową – albo utratą wartości swoich oszczędności emerytalnych, albo dodatkowymi opłatami lub wyższą marżą kredytów.

Dr hab. Mariusz-Jan Radło, profesor Szkoły Głównej Handlowej, kierownik Katedry Globalnych Współzależności Gospodarczych:

Asymetryczny CIT jest elementem narastającego selektywnego fiskalizmu, który wypacza architekturę bodźców w polskiej gospodarce. Zamiast wspierać inwestycje i produktywność, system podatkowo-regulacyjny premiuje pasywne lokowanie kapitału w dług publiczny, czyniąc sektor bankowy, w dużej mierze oparty na kapitale krajowym, zakładnikiem krótkookresowych potrzeb fiskalnych państwa.

Neutralny mechanizm alokacji kapitału został zastąpiony regulacyjnym układem bodźców. Konstrukcja podatku bankowego od 2016 r. wypchnęła banki w stronę finansowania długu Skarbu Państwa, premiując obligacje kosztem kredytu obarczonego ryzykiem rozwojowym, a selektywne podnoszenie CIT dla sektora bankowego utrwala ten schemat. Równolegle narasta asymetria opodatkowania między sektorami: banki, jako jedne z najbardziej transparentnych płatników podatków, ponoszą relatywnie najwyższe obciążenia, podczas gdy wiele branż zdominowanych przez międzynarodowe korporacje skutecznie minimalizuje opodatkowanie w Polsce.

Problem ten narasta w obliczu skali przyszłych wyzwań inwestycyjnych. Do 2040 r. Polska musi sfinansować inwestycje przekraczające 4 bln zł w energetykę, cyfryzację, obronność i infrastrukturę, przy czym od trzech dekad należy do krajów o najniższej akumulacji kapitału rzeczowego w UE. Wartość zakumulowanego kapitału to ok. 2,5-krotność PKB, wobec ponad czterokrotności PKB średnio w Unii, a niska stopa inwestycji przedsiębiorstw ogranicza zdolność do podejmowania nowych inwestycji i zwiększa podatność gospodarki na zewnętrzne źródła finansowania.

Ryzyka te są dodatkowo wzmacniane przez przyjętą niedawno „Strategię zarządzania długiem sektora finansów publicznych”, która nie zakłada istotnego obniżenia relacji długu do PKB, a jednocześnie przewiduje wzrost kosztów jego obsługi do 2,6-2,7% PKB w 2029 r. Banki finansują dziś ponad połowę potrzeb pożyczkowych Skarbu Państwa, a niemal jedną czwartą aktywów sektora stanowią instrumenty dłużne Skarbu Państwa lub gwarantowane przez państwo. W takich warunkach pogorszenie stanu finansów publicznych może uruchomić procykliczny mechanizm ryzyka systemowego: wzrost rentowności obligacji oznacza spadek ich wyceny, osłabienie kapitałów własnych banków, ograniczenie akcji kredytowej i pogłębienie spowolnienia.

Państwo, stojąc wobec presji fiskalnej, naturalnie sięga po największych i najbardziej przewidywalnych płatników, jednak dalsze przeciążanie sektora bankowego, już obciążonego CIT i podatkiem od aktywów, grozi ograniczeniem kredytu, inwestycji oraz zdolności do finansowania transformacji gospodarczej.

Potrzebna jest zmiana kierunku: korekta struktury opodatkowania przy zachowaniu neutralności fiskalnej, eliminacja branżowych asymetrii oraz odbudowa zdolności sektora bankowego do finansowania inwestycji rozwojowych. Odpowiedzialność fiskalna jest konieczna, lecz nie może oznaczać projektowania systemu, który osłabia zdolność gospodarki do inwestowania i wzrostu. Jeśli architektura bodźców podatkowych i regulacyjnych premiuje finansowanie długu publicznego kosztem inwestycji produktywnych, państwo samo ogranicza swoją długookresową odporność. Stabilność finansów publicznych wymaga nie tylko dochodów, lecz także silnego sektora finansowego, zdolnego finansować rozwój i bezpieczeństwo kraju.

Źródło: Miesięcznik Finansowy BANK