Wieści ze świata
Amerykanie odwracają pokryzysowe reformy
Amerykanie odwracają pokryzysowe reformy
Obecnie wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, czy lepiej zainwestować na rynku akcji w USA, czy w Europie Zachodniej. Naszym zdaniem lepsze perspektywy mają przed sobą rynki europejskie. Dlaczego? Przyjrzyjmy się nieco bliżej obu kierunkom inwestycyjnym.
Złoty podtrzymał zyski wypracowane w pierwszych godzinach handlu po wyborach we Francji, a rynki akcji wpadły w prawdziwie euforyczne nastroje. Czy wygasający impuls gry pod stymulację fiskalną Trumpa zastąpi handel z wysokim apetytem na ryzyko na bazie oddalenia groźny rozpadu Unii pod przywództwem Macrona? W dłuższym terminie jest to mało realne, choć jeszcze dziś wzrosty cen akcji będą kontynuowane.
Zwycięstwo Emmanuela Macrona w pierwszej turze wyborów prezydenckich we Francji istotnie ograniczyło ryzyko inwestycyjne. Jednym z największych beneficjentów jest złoty. Mocno traci natomiast szwajcarski frank, japoński jen i złoto.
Jeśli prześledzimy globalne przepływy kapitału pomiędzy funduszami ETF zauważymy, że od kilku tygodni trwa wyhamowanie napływów na amerykański rynek akcji. W ostatnich dniach mieliśmy nawet do czynienia z odpływem kapitału z USA. To znacząca zmiana, ponieważ od wyboru Donalda Trumpa w listopadzie ubiegłego roku aż do lutego, popyt na amerykańskie akcje był bardzo silny. Głównym powodem wycofywania kapitału z USA jest rozczarowanie inwestorów tempem realizacji reform przez gabinet prezydenta Trumpa (ostatnia porażka w Kongresie w sprawie reformy „Obamacare”). Gospodarka USA jest bowiem wciąż w dobrej kondycji.
Szczyt amerykańsko-chiński nie przyniósł żadnych przełomowych ustaleń. W trakcie rozmów prezydenci znaleźli wspólny język na wielu płaszczyznach. Xi Jinping zaprosił nawet Donalda Trumpa na rewizytę. Dziś rynki w azjatyckie odnotowują plusy, z wyjątkiem chińskich indeksów. Zarówno Nikkei225 jak australijski ASX200 zyskały o 0,7% natomiast FTSE China50 traci 0.2%.
Ceny złota i ropy gwałtownie wzrosły, umocnił się japoński jen, dolar jest słabszy, a nastroje na giełdach gorsze po ataku odwetowym USA na bazę lotniczą w Syrii. To obecnie temat numer jeden na rynkach finansowych.
Starą prawda na rynku jest fakt, że najlepsze transakcje pojawiają się wtedy, gdy aktywa są błędnie wycenione, a sytuacji tej towarzyszy niska płynność. Im bardziej błędna wycena, tym większy oczekiwany zwrot.
Notowania złota zakończyły miniony tydzień na remis. Uncja zamknęła handel w piątek lekko poniżej 1250 dolarów. „Winowajcą” okazał się drożejący dolar, który odreagował zeszłotygodniową przegraną Donalda Trumpa w amerykańskim Kongresie. Światowy popyt na złoto w nadchodzących tygodniach powinien pozostawać jednak mocny, ze względu na rozpoczęcie rozwodu Wielkiej Brytanii z Unią Europejską oraz nadchodzące wybory prezydenckie we Francji.
Tytuł tegoroczej edycji Kongresu Rynku Instrumnetów Pochodnych i Kongresu MIFID to Koniec świata jaki znamy. Można go interpretować na dwa sposoby – bardziej pesymistyczny i optymistyczny.
Dolar przerywa swą nienajlepszą passę, umacniając się we wtorek do koszyka walut. Tym samym ostatni rajd na złotym został przerwany. Nie ma jednak jeszcze sygnałów jego zakończenia.
Niewielkie spadki, które obserwowaliśmy na rynkach w zeszłym tygodniu, nie powinny zmieniać pozytywnego nastawienia do akcji w tym roku. Korzystny trend na światowych giełdach, który trwa od wyborów w USA, cały czas jest silny.
Problemy z przeprowadzeniem przez Kongres ustawy zdrowotnej to definitywny koniec gry pod rozbudzenie koniunktury za pomocą łagodnej polityki fiskalnej (tzw. Trump trade). Oznacza to spadek rynkowych stóp procentowych, odwrót od akcji, powrót do bezpiecznych obligacji oraz spadki na rynkach surowcowych. W tym środowisku nie najlepiej radzą sobie aktywa krajów wschodzących, dlatego złoty w najbliższych tygodniach odczuwalnie straci na wartości.
Coraz słabszy dolar i spadki na Wall Street windowały ceny metali szlachetnych w minionym tygodniu. Kurs złota poszedł w górę o ponad procent i zamknął handel w piątek niewiele poniżej 1250 dolarów za uncję. Dwukrotnie mocniej podrożało srebro, które kosztuje już blisko 18 dolarów za uncję. Tymczasem polskie media obiegła informacja o rekordowej sprzedaży złota w 2016 roku.
Pro-inwestycyjne zapowiedzi Donalda Trumpa w ciągu ostatnich tygodni pozytywnie wpływały na amerykańskie rynki. Natomiast wczoraj wśród inwestorów zaobserwowano – po raz pierwszy od dłuższego czasu – zdziwienie. Na Wall Street coraz częściej słyszy się pytanie, czy Stany Zjednoczone nie padną ofiarą zbyt dużego protekcjonizmu oraz deregulacji.
Po tym jak Fed oraz inne banki centralne przedstawiły swoje stanowiska, uwaga inwestorów skupia się przedstawionym wczoraj projekcie amerykańskiego budżetu na rok 2018. Zapowiadane cięcia w wielu rządowych programach, w tym także pomocy żywnościowej dla najuboższych, na korzyść wojska – nie uchodzą za sprzyjające przedsiębiorczości. Inwestorzy są jednak optymistycznie nastawieni w stosunku do deklaracji dotyczącej zmniejszenia podatków.
Indeksy pikują po trwającej od wczoraj przecenie na rynku ropy naftowej. Od grudnia obserwujemy starcie wschodu z zachodem. Z jednej strony mamy USA, które konsekwentnie zwiększą zapasy, a z drugiej kraje OPEC ograniczające wydobycie w celu reedukacji nadpodaży. Dotychczas USA wychodzi z tej walki jako zwycięzca. Dziś możliwa jest korekta kursu, jednak granica 50 dolarów USA za baryłkę jest znacząca, spadek kursy poniżej tego progu oznacza jasne wątpliwości inwestorów. „Byki” będą dziś grać na średni kurs z ostatnich 200 dni, natomiast niedźwiedzie skupią się na pułapie 44 USD.
Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do hossy w USA. Trwa już prawie 8 lat, a teraz dodatkowo została przedłużona przez oczekiwania inwestorów dotyczące planów gospodarczych Donalda Trumpa i „odbicie” zysków spółek. A jakie wygląda sytuacja w Europie Zachodniej?
Zbliżające się wybory prezydenckie we Francji są źródłem niepokoju dla inwestorów na całym świecie. Obawiają się oni nagłej niespodzianki, tak jak miało to miejsce w przypadku wyborów w USA. Jeśli podobny scenariusz zmaterializowałby się nad Sekwaną, stery nad piątą pod względem wielkości gospodarką na świecie przejąłby populistyczny polityk. Istotnie, Marine Le Pen może obecnie liczyć na znaczną przewagę w sondażach. W ostatnich tygodniach skorzystała ona ze skandalu „Penelopegate” oraz rosnącego niezadowolenia na francuskich przedmieściach.
We wtorek w centrum uwagi znajdą się m.in. amerykańskie dane o PKB oraz nocne przemówienie prezydenta Donalda Trumpa w Kongresie. Dane o polskim PKB będą natomiast wydarzeniem na krajowym rynku walutowym.