Nasza gospodarka całkiem nieźle się rozpędza

Nasza gospodarka całkiem nieźle się rozpędza
Nasz rozmówca: Marek Marian Belka, profesor nauk ekonomicznych, nauczyciel akademicki i urzędnik w międzynarodowych instytucjach finansowych. Premier w latach 2004-2005. Wicepremier i minister finansów w 1997 r. w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza oraz w latach 2001-2002 w rządzie Leszka Millera. Od 2004 do 2005 r. przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej, zaś od 2010 do 2016 r. prezes Narodowego Banku Polskiego. W latach 2019-2024 poseł do Europarlamentu. Fot. Archiwum prywatne
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
Biorąc pod uwagę, że jesteśmy między wojną na Wschodzie a recesją na Zachodzie jest zupełnie nieźle. To jest dowód, że nasza gospodarka ma w sobie jeszcze sporo dynamiki – mówi prof. Marek Belka, były premier i prezes NBP, w rozmowie z Pawłem Jabłońskim w marcowym wydaniu Miesięcznika Finansowego BANK.

– Możemy być z siebie zadowoleni. Natomiast, jak zwykle, ekonomiści martwią się o przyszłość. Dziś mamy złą demografię, niskie inwestycje, słabe nastroje przedsiębiorców. Mam nadzieję, że to się wszystko poprawi, ale dziś jest o co się martwić. Mimo to, jeśli spojrzymy na to, co się dziś dzieje na świecie, można pogratulować Polsce jej gospodarki. Ona może nie dynamicznie, ale mimo to całkiem nieźle się rozpędza – podkreśla prof. Belka.

A czyją zasługą jest ten rozwój?
– Myślę, że pierwszą przyczyną jest nasz duch przedsiębiorczości. Nasi przedsiębiorcy czują, że ciągle jesteśmy krajem doganiającym inne i że jesteśmy na dorobku. Drugą przyczyną naszego wzrostu są znaczące inwestycje publiczne, wspomagane w części przez środki z Unii. Uważam też, że wbrew temu, co pewno myśli wielu – przede wszystkim drobnych przedsiębiorców – wspiera nas również dosyć korzystny kurs walutowy. Wprawdzie złoty realnie i nominalnie ostatnio się umocnił, ale nie sądzę, żebyśmy mogli powiedzieć, że jest on przewartościowany.

A jak nasza sytuacja gospodarcza wygląda z punktu widzenia przeciętnego Polaka, dla którego najważniejsze są ceny i zarobki?
– Wbrew temu co mówi NBP, inflacja wyhamowuje. Natomiast mamy oczywiście bałagan, który nam pozostawił poprzedni rząd w postaci kompletnego chaosu na rynku energii. No i teraz obecny rząd chce rozwiązać ten problem, ale jakby próbując łapać się lewą ręką za prawe ucho. Dziś rząd chce, żeby ludzie nie odczuli zbytnio jakiegoś szokowego wzrostu cen energii. Efekt działań obu tych rządów jest taki, że mamy jedne z najniższych w Unii Europejskiej cen energii dla gospodarstw domowych i jedne z najwyższych, jeżeli nie najwyższe, ceny dla przedsiębiorstw. Taka sytuacja nie jest dobra dla konkurencyjności naszego przemysłu. Niestety teraz trzeba zjeść tą żabę i w odpowiednim, dobrze wybranym momencie, całkowicie uwolnić ceny energii. Jak długo się tego nie zrobi i ta żaba będzie krążyć jak widmo, to zawsze prezes NBP będzie mógł mówić, że stopy muszą być wysokie, bo przecież czeka nas jeszcze skok inflacji.

To kiedy skończą się nasze kłopoty z inflacją. Czy wystarczy, że ceny energii zostaną urealnione?
– Myślę, że to jest czynnik najważniejszy. Wprawdzie inflacja jest napędzana jeszcze przez wysokie tempo wzrostu płac, ale ono jest prawdopodobnie statystycznie zawyżone. Dostępne dane nie uwzględniają bowiem wzrostu płac w sektorze mikroprzedsiębiorstw. Nie wiadomo do końca, co się dzieje w tych firmach, ale podejrzewam, że tam jest wolniejszy wzrost wynagrodzeń. Ważne, że część tych dodatkowych pieniędzy wynikających ze wzrostu płac idzie na odbudowę oszczędności.

Mamy więc taką sytuację, że relatywnie mocny złoty jest czynnikiem antyinflacyjnym. Natomiast wzrost cen wspiera polityka budżetowa państwa. Ona jest oczywiście bardzo ekspansywna, czyli wydatki rosną, ale jest pytanie, czy ta ekspansywność się zwiększa, czy wręcz przeciwnie? Inflacja rośnie, gdy stopień ekspansywności się zwiększa. Ale chyba się to teraz nie dzieje. Trzeba by to dokładniej analizować. Oczywiście z punktu widzenia stabilności finansów publicznych utrzymywanie wysokiego tempa wzrostu wydatków państwa jest bardzo niebezpieczne.

A mamy jakieś dobre pomysły rządu w sferze gospodarczej?
– Jedynym nowym pomysłem rządu jest deregulacja, i to jest bardzo dobre dla gospodarki. Pytaniem jest, czy ta deregulacja się uda? Myślę, że uda się tylko częściowo, ale to zawsze będzie jakiś sukces, choćby połowiczny. To będzie lepsze niż brak sukcesu i kompletna katastrofa.

Całą rozmowę z prof. Markiem Belką przeczytasz tutaj

Źródło: Miesięcznik Finansowy BANK