Kolejne Państwo w kolejce?

portugalia.01.150x

Portugalia zdaje się podążać śladem Grecji. Specyfika sytuacji obu krajów nie pozwala jednak jednoznacznie stwierdzić, że los Portugalii jest już przesądzony.

Reakcja na niedawną decyzję agencji S&P o „częściowym bankructwie“ („selective default“) Grecji wyraźnie pokazuje sentyment rynków finansowych do niezwykle trudnej sytuacji w Atenach. Wśród europejskich polityków podniósł się krzyk na agencje ratingowe, zaczęły pojawiać się opinie, że są to raczej instytucje polityczne, a nie ekonomiczne, a EBC podjął już nawet decyzję o nieuwzględnianiu ocen dokonywanych przez agencje ratingowe przy udzielaniu pakietów pomocowych zagrożonym państwom (tudzież ich bankom). Podobne głosy pojawiły się także po decyzji agencji Moody’s, która to 6 lipca br. obniżyła rating Portugalii o 4 poziomy, z Baa1 do śmieciowego Ba2, z perspektywą negatywną. Czym Państwo z Półwyspu Iberyjskiego zasłużyło sobie na taką ocenę?

Poprzednia zmiana ratingu Portugalii miała miejsce w kwietniu 2011 roku, kiedy to został on obniżony o jeden poziom do Baa1. Od tego czasu wiele się tam wydarzyło. Przede wszystkim MFW i UE przyznały Portugalii pakiet pomocowy w wysokości 78 mld euro. Podobnie jak w przypadku bail-out’u dla Grecji oraz Irlandii, pomoc została uzależniona od wprowadzenia przez rząd w Lizbonie szeregu rygorystycznych reform.

Chodzi tu głównie o program szeroko zakrojonych reform fiskalnych, przy czym ważniejsze i bardziej efektywne w długim okresie wydaje się ograniczenie wydatków niż zwiększenie przychodów państwa poprzez podniesienie podatków. Moody’s w swoim raporcie podkreśla niezwykle trudne zadania stojące w przyszłości przed Lizboną.

Drastyczne cięcia wydatków, podnoszenie podatków oraz zdecydowane zwiększenie wzrostu gospodarczego to trzy elementy niezbędne do powrotu Portugalii na rynki finansowe, których jednak jednoczesne spełnienie jest mało realne. Wskazują na to m.in. dane z ostatnich lat: w ciągu dekady portugalska gospodarka rozwijała się ze średnią prędkością zaledwie 1% rocznie, przy deficycie budżetowym utrzymywanym często na poziomie 10%.

Jednak nawet w świetle tak słabych danych Portugalia jest w lepszej sytuacji niż wspomniana wcześniej Grecja. Z greckiej gospodarki nie dość, że płynęły bardzo słabe dane, to dodatkowo były one fałszowane, co w myśl zasady „nawet najgorsze wiadomości są lepsze od ich braku“ stanowi swoiste samobójstwo dla wiarygodności kredytowej kraju na rynkach finansowych.

Nietrudno wskazać problemy, z którymi od lat boryka się gospodarka portugalska i które w efekcie doprowadziły do przyznania pakietu pomocowego ze strony UE i MFW. Wyróżnić trzeba głównie niską wydajność i efektywność pracy, bardzo słabą konkurencyjność eksportu oraz wspomniany już powolny rozwój.

Niska wydajność pracy jest niestety cechą inherentną peryferyjnych gospodarek strefy euro i w szybkim tempie (czyli takim, w jakim de facto musi działać zagrożona Portugalia) nie da się z tym zbyt wiele zrobić.

Utrzymywanie poprawnego bilansu handlowego jest jednym z podstawowych elementów warunkujących rozwój gospodarki. W przypadku Portugalii musi on zostać wzmocniony poprzez otwarcie na nowe rozwijające się gospodarki z całego świata (np. kraje BRICS), jednak trzeba pamiętać, że głównym partnerem Portugalii w handlu zagranicznym jeszcze przez wiele lat pozostanie Hiszpania, która sama ma teraz problemy. Co więc można zrobić w tej sytuacji?

Pierwszym rozwiązaniem byłaby dewaluacja waluty, co jednak z oczywistych względów nie wchodzi w grę. Prawdopodobnie jedyną drogą do redukcji wysokiego zadłużenia zagranicznego (ponad 200% PKB) oraz poprawy eksportu netto jest zmniejszenie konsumpcji dóbr importowanych przez portugalskie społeczeństwo. Ze względu na pojawiające się niepokoje społeczne jest to jednak cel niezwykle trudny do osiągnięcia.

Bez wątpienia najważniejszym długoterminowym celem Lizbony powinna być polityka zmierzająca do wyrwania Portugalii z wieloletniej stagnacji gospodarczej. Idea opiekuńczego państwa dobrobytu nie miała prawa sprawdzić się w kraju, w którym zdecydowanie więcej się wydaje niż zarabia (co jest zresztą problemem większości peryferyjnych państw strefy euro znajdujących się obecnie w kłopotach). Wydaje się, że są dwie drogi na redukcję długu publicznego w Portugalii.

Pierwszym wyjściem jest wieloletnie produkowanie nadwyżki budżetowej, co jednak jest mało realne. Natomiast drugie wyjście to gwałtowne i długotrwałe przyspieszenie gospodarki, co da się osiągnąć, ale tylko poprzez zwiększenie konkurencyjności eksportu, zmniejszenie konsumpcji oraz radykalne cięcia wydatków. Prawdę mówiąc jest to jedyne możliwe wyjście z sytuacji, w której znalazł się portugalski podatnik. Te działania w długim okresie powinny skutkować większą dynamiką rozwoju i stopniowym zmniejszaniem się poziomu długu publicznego (w tej chwili jest to ponad 80% PKB).

Portugalia potrzebuje rewolucyjnej wręcz zmiany. Stopniowo wprowadzane powolne reformy nie zaowocują niczym innym, jak pogarszającą się sytuacją fiskalną w kraju. Zarówno działania zmierzające do konsolidacji fiskalnej, jak i ograniczenie importu powinny być wprowadzone jak najszybciej. Zresztą nowo wybrany Rząd w Portugalii z premierem Pedro Passosem Coelho na czele nie ma innego wyjścia. Lider centroprawicowej partii PSD ma tylko dwa miesiące na wprowadzenie szeregu reform, od których uzależniona jest wypłata pakietu pomocowego.

Premiera czeka – jak podkreśla się w raporcie Moody’s – niezwykle trudne zadanie, gdyż oprócz wspomnianych już zadań, dane mu będzie zmierzyć się z rekordowym 13 procentowym bezrobociem i opozycją, której pomoc będzie niezbędna przy wprowadzeniu wielu niezbędnych reform. Z pewnością Passosowi Coelho nie można odmówić determinacji i racjonalnego podejścia do trudnej sytuacji własnego kraju, jednak mocno wolnorynkowe podejście nowo utworzonego rządu może spotkać się z ostrym sprzeciwem ze strony przyzwyczajonego do swoich przywilejów społeczeństwa.

Portugalia przy ogromnym wysiłku jest w stanie wyjść z ciężkiej sytuacji w jakiej się znalazła. Na Grecji położono już czarną kreskę i jest to właściwie faktyczny, choć jeszcze nie formalny bankrut. Rynki finansowe zdyskontowały już w znacznej części restrukturyzację greckiego długu. Zatem dlaczego inne państwa miałyby nie skorzystać z okazji do ograniczenia swoich długów i spłaty zaledwie połowy swoich zobowiązań? Tzw. efekt zarażania działa w tym wypadku bezwzględnie i może mieć poważne konsekwencje dla stabilności europejskiego systemu finansowego.

W długim okresie może uda się ożywić portugalską gospodarkę, lecz zmiany potrzebne są w tym momencie. Czy to się jednak uda? UE i MFW nie może w nieskończoność finansować kilku gospodarek jednocześnie, a kiedy źródełko z pieniędzmi wyschnie, Portugalia musi zdobyć już tyle zaufania ze strony inwestorów, żeby spokojnie finansować swoje potrzeby po rozsądnej cenie.

Piotr Skoneczny