Europa nie potrzebuje euro. Jak polityczne myślenie życzeniowe doprowadziło nas do kryzysu Thilo Sarrazin
Europa nie potrzebuje euro - to tytuł nowej książki znanego z kontrowersji niemieckiego ekonomisty, byłego wiceszefa Deutsche Bundesbank, Thilo Sarrazina. Trzy lata temu Sarrazin wywołał w Niemczech burzę, publikując książkę pt. "Niemcy likwidują się same". Zarzucił w niej imigrantom, że przysparzają państwu więcej kosztów socjalnych, niż wynosi ich wkład w rozwój gospodarki.
W swojej kolejnej książce Europa nie potrzebuje euro twierdzi, że to politycy ulegli magicznemu myśleniu, że wspólna waluta wyrówna dysproporcje gospodarcze między krajami członkowskimi. Choć z punktu widzenia gospodarczego – bez wcześniejszego zbudowania zintegrowanego obszaru walutowego – nie było żadnych racji dla wprowadzenia euro jako wspólnej waluty. W zakresie realnej gospodarki w strefie euro powstały pogłębiające się nierównomierności między państwami północnymi i południowymi. Konkurencyjność tych ostatnich za sprawą wspólnej waluty wyraźnie spadła, zwłaszcza że wzrosły w tych krajach ponadprzeciętnie koszty i płace. Skutki spadku konkurencyjności w tych krajach to rosnące deficyty handlowe i płatnicze oraz osłabienie wzrostu gospodarczego. Dodatkowym obciążeniem stały się notoryczne deficyty budżetowe i wzrastające zadłużenie państwa – mówi Sarrazin.
Integracja Europy po drugiej wojnie światowej była niezaprzeczalnym osiągnięciem. Zapewniła pokój, rozwój gospodarczy, wzrost stopy życiowej, swobody obywatelskie. Czy do realizacji powyższych celów niezbędna była wspólna waluta? Według Sarrazina – nie. Mogła się ona wydawać praktyczna, ale konieczna nie. W swojej książce przeprowadza analizę, która pokazuje, że jednolita waluta europejska nie przyczyniła się ani do osiągnięcia realnych celów gospodarczych, ani też do zapewniania społecznego pokoju i swobody jednostki. Euro nie wykorzystano także do walki z bezrobociem i dla zapewnienia wzrostu stopy życiowej. Korzyści z wprowadzenia euro, jak choćby niskie stopy procentowe i dostęp do tanich kredytów zostały roztrwonione przez błędną politykę. Skutki są widoczne gołym okiem. Jeśli jakiś kraj nie może lub nie chce nagiąć się do dyscypliny wspólnej waluty, powinien powrócić do waluty narodowej. Jest to zresztą na dłuższą metę jedyna szansa dla Europy, która powinna być kontynentem państw narodowych, łączących swoje siły tam, gdzie to jest wskazane, a zachowujących indywidualną elastyczność tam, gdzie dany kraj sobie tego życzy. Różnorodne formy współpracy europejskiej i wspólna waluta to instrumenty polityki. Nie należy im jednak przypisywać wartości samej w sobie, która by wykraczała poza cel, jakiemu przyświecają. W przeciwnym razie byłaby to ideologia, a nie polityka – twierdzi Thilo Sarrazin
W całej tej dyskusji wokół ratowania zagrożonych państw, jak potwór z Loch Ness, pojawia się co pewien czas żądanie wprowadzenia euroobligacji. W polityce niemieckiej za euroobligacjami opowiadają się w większości przedstawiciele SPD, Zielonych i lewicy. Zdaniem Thilo Sarrazina przejawia się w tym głębokie niezrozumienie psychologicznych i obiektywnych podstaw solidnej polityki finansowej państwa a tym samym niemieckiego dobrobytu. Powoduje nimi ponadto bardzo niemiecki odruch, sprowadzający się do uznania, że wina Niemiec za II wojnę światową i Holocaust dopiero wówczas zostanie definitywnie zmazana, jeśli wszystkie nasze sprawy włącznie z naszymi pieniędzmi złożymy w europejskie ręce. – pisze autor w książce Europa nie potrzebuje euro.
Co dalej? Według Thilo Sarrazina przyszłość Europy nie zależy od tego, które kraje będą płaciły taką samą walutą i jak długo, a groźba zawarta w formule „Jeśli upadnie euro, upadnie także Europa” ma tylko charakter emocjonalny. Dobrobyt, wzrost gospodarczy i zatrudnienie mają wprawdzie wiele wspólnego ze stabilną walutą, ale nieważna jest przy tym wielkość obszaru walutowego, ani kwestia, czy chodzi tu o walutę narodową czy przykładowo euro. Najbliższy cel powinien polegać na respektowaniu ustaleń Traktatu z Maastricht, a Centralny Bank Europejski powinien powrócić do kursu, który skupiać się będzie na stabilizacji cen, a nie na pokrywaniu deficytu budżetów innych krajów. Dalszy transfer środków unijnych dla zadłużonych krajów eurolandu czy wzrost inflacji do poziomu trzech, czterech, a nawet pięciu procent – mogą okazać się niezwykle dotkliwe w skutkach dla całej wspólnoty. Unia Europejska powinna zaniechać udzielania pomocy finansowej dla poszczególnych krajów. Zamiast tego każde państwo powinno samodzielnie podejmować niezbędne kroki i porządkować swoje finanse. Wszystkie dźwignie dla tego posiada każde poszczególne państwo. Wówczas stanie się jasne, czy kraj potrafi pozostać w strefie euro. Te z nich, które w ciągu dłuższego czasu nie potrafią zapewnić stabilizacji swej sytuacji finansowej, należy zmusić do wystąpienia ze strefy euro, gdyż nikt nie będzie więcej chciał pożyczać pieniędzy tym krajom.” – mówi Thilo Sarrazin.
Źródło: Wydawnictwo Studio EMKA