Czesi mogą, ale nie chcą być w strefie euro

Czesi mogą, ale nie chcą być w strefie euro
Aleš Michl, prezes Česká národní banka, Źródło: ČNB,
Paradoks czeskiej polityki walutowej polega na tym, że kraj ten spełnia większość kryteriów z Maastricht, niezbędnych do przyjęcia euro, a mimo to konsekwentnie odkłada decyzję o wejściu do strefy wspólnej waluty, pisze Witold Gadomski.

W 2025 roku inflacja konsumencka w Czechach wyraźnie wyhamowała – w grudniu wyniosła 2,1 %, a średnio w całym roku około 2,5 %. Jeszcze lepiej wygląda wskaźnik HICP, który osiągnął poziom około 1,8 %, mieszcząc się w dopuszczalnym przedziale 1,5 pkt proc. względem trzech krajów UE o najniższej inflacji.

Długoterminowe stopy procentowe, mierzone rentownością 10-letnich obligacji skarbowych, kształtują się na poziomie około 4,5 %, a więc również nie przekraczają limitu +2 pkt proc. względem średniej krajów referencyjnych.

Dług publiczny Czech w 2024 roku wynosił około 43 % PKB i pozostaje wyraźnie poniżej progu 60 %, a deficyt sektora finansów publicznych w ostatnich latach utrzymywał się poniżej 3 % PKB.

Z ekonomicznego punktu widzenia Praga mogłaby więc stosunkowo szybko wejść do eurolandu.

Prezes banku centralnego i premier sceptyczni wobec euro

Mimo to czescy decydenci pozostają sceptyczni wobec wspólnej waluty. W czerwcu 2025 roku szef Narodowego Banku Czech Aleš Michl mówił podczas jednego z paneli dyskusyjnych wprost: „Nie ma potrzeby spieszyć się z przyjęciem euro. Powinniśmy pozostać krajem z silną koroną, niezależną polityką monetarną i solidnymi rezerwami walutowymi”.

Podkreślał także, że ostateczna decyzja nie należy do banku centralnego, lecz do rządu, co wyraźnie oddziela rolę instytucji monetarnej od decyzji stricte politycznych.

Negatywny sentyment wobec euro wzmocnił się po powrocie Andreja Babiša na stanowisko premiera w grudniu 2025 roku. Lider partii ANO zapowiedział publicznie, że nie tylko nie zamierza przyspieszać wejścia do strefy euro, ale chce również wpisać do konstytucji zapis o koronie jako jedynej obowiązującej walucie Czech. Taki krok wymagałby jednak poparcia trzech piątych głosów w obu izbach parlamentu, co czyni go politycznie trudnym do realizacji.

Počkej a uvidíš

Warto jednak zauważyć, że także poprzedni rząd centroprawicowej koalicji z Petrem Fialą na czele nie traktował euro jako priorytetu. Choć ówczesny minister ds. europejskich Martin Dvořák sygnalizował chęć rozpoczęcia poważnej debaty na temat wejścia do mechanizmu ERM II, czyli formalnej „poczekalni” do strefy euro, jego inicjatywy były blokowane wewnątrz koalicji.

Ostatecznie premier Fiala wycofał się nawet z części działań przygotowawczych, takich jak powołanie pełnomocnika rządu ds. przyjęcia euro.

Czeski sceptycyzm wobec wspólnej waluty ma także silne podłoże społeczne. Wielu obywateli obawia się wzrostu cen po zmianie waluty oraz utraty części suwerenności gospodarczej.

Politycy często podkreślają natomiast, że własna waluta daje Czechom większą elastyczność w reagowaniu na kryzysy – pozwala szybciej dostosowywać stopy procentowe i kurs walutowy do lokalnych warunków gospodarczych.

Nie oznacza to jednak, że temat euro w Czechach został definitywnie zamknięty. Praga przyjmuje raczej strategię „czekania i obserwowania”, uważnie śledząc doświadczenia innych państw regionu. Kluczowym testem może okazać się Bułgaria, która 1 stycznia 2026 roku przyjęła euro.

Jeśli ten proces okaże się sukcesem – bez gwałtownego wzrostu cen i napięć społecznych – może on stopniowo zmieniać nastroje także w Czechach. Taki scenariusz miałby znaczenie nie tylko dla Pragi, ale również dla Polski, gdzie debata o euro pozostaje równie politycznie wrażliwa.

Witold Gadomski
Witold Gadomski, publicysta ekonomiczny, od ponad 20 lat pracujący w Gazecie Wyborczej. Autor książki o Leszku Balcerowiczu, współautor Kapitalizm. Fakty i iluzje. Od 2020 roku współpracuje z portalem BANK.pl.
Źródło: BANK.pl