Łączymy siły, by skutecznie wspomagać najbardziej potrzebujących
„Z Banku do Banku” – pod takim hasłem realizowana była ostatnia kampania wsparcia Banku Żywności SOS przez sektor bankowy. Co, poza podobieństwem nazwy obu form działalności, skłoniło państwa do połączenia sił z polskim sektorem finansowym, by w ten sposób finansować zakup żywności dla najbardziej potrzebujących?
– Można powiedzieć, że nasza misja w dużej mierze pokrywa się z tym, czym na co dzień zajmują się banki. Tak jak sektor finansowy gromadzi depozyty, by z tych środków udzielać finansowania osobom i podmiotom gospodarczym potrzebującym kapitału, analogicznie bank żywności deponuje żywność, którą następnie wydaje osobom potrzebującym. Mieliśmy już zresztą pewne doświadczenie w zakresie współpracy z bankami, choć akurat nie chodziło o finansowanie naszej działalności. Swego czasu, wspólne z Santander Bankiem Polska, prowadziliśmy projekt edukacyjny. W ramach tego przedsięwzięcia uczyliśmy pracowników tej instytucji, jak przeciwdziałać marnotrawstwu żywności, by następnie wyjść z tym przekazem do młodzieży. Na podstawie doświadczeń pozyskanych m.in. podczas realizacji tego projektu doszliśmy do wniosku, że sektor bankowy powinien dobrze zrozumieć nasze potrzeby, ponieważ realizuje w jakiejś mierze podobną misję, tylko dedykowaną innego rodzaju odbiorcy.
Warto podkreślić, iż inicjatywie tej udzielił patronatu Związek Banków Polskich, co w jakiejś mierze uczyniło ją przedsięwzięciem o zasięgu sektorowym…
– Jak najbardziej. Patronat ZBP uwiarygadnia nasze działania w oczach poszczególnych instytucji finansowych. Dlatego chcielibyśmy, by docelowo sprzymierzyły się one z nami w jakże istotnym i szczytnym celu, jakim jest dostarczanie żywności, zwłaszcza tej długoterminowej, osobom, które tego naprawdę potrzebują.
Na czym w takim razie polegało zaangażowanie instytucji finansowych w kampanię „Z Banku do Banku?”
– Celem akcji było zasilenie naszej działalności strumieniem finansowym, który pozwoliłby na zakup produktów spożywczych o długoterminowej ważności, których w Banku Żywności SOS brakuje w największym stopniu. Najczęściej bazujemy na zasobach żywności z krótkim terminem przydatności do spożycia, co utrudnia stabilne działanie – nigdy do końca nie wiemy, co dostaniemy, bo wpływają do nas głównie te towary, które producentom zalegają w magazynach. Istnieje natomiast ogromne zapotrzebowanie na podstawowe produkty, takie jak mąka, olej, mleko itp., z długimi terminami przydatności do spożycia. Liczymy na to, że sektor finansowy w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu wesprze nas finansowo, byśmy byli w stanie uzupełnić te braki. W ramach kampanii „Z Banku do Banku” proponowaliśmy naszym partnerom z sektora finansowego wsparcie naszej działalności darowizną w kwocie 10, 20 lub 40 tys. zł. Warto podkreślić, że nawet ta najniższa kwota pozwala dostarczyć sześciokilogramowe paczki aż do 137 potrzebujących!
Można sobie wyobrazić dalszy rozwój tak owocnej współpracy, choćby poprzez uświadamianie przez banki kredytowanych podmiotów z branży rolno-spożywczej, jak łączyć działalność charytatywną z przeciwdziałaniem marnotrawstwu. Przepisy odnośnie do oceny tzw. kryteriów niefinansowych przy udzielaniu kredytów pozwalają poprawić rating, jeśli ktoś przekazuje dobrą żywność na rzecz potrzebujących zamiast ją utylizować. Nierzadko mogą być to produkty z długim terminem przydatności do spożycia – np. wszystkie słodycze ze świętym Mikołajem po Bożym Narodzeniu są tylko problemem dla producentów/dystrybutorów.
– Jak najbardziej. To bardzo ciekawy i wartościowy pomysł na dalszą naszą współpracę z sektorem bankowym. Przedsiębiorcy nierzadko patrzą na te wymogi w zakresie raportowania niefinansowego jedynie w kategoriach dodatkowej, biurokratycznej uciążliwości, w tym przypadku mogliby bezpośrednio dostrzec korzyści, płynące z odpowiedzialnego prowadzenia biznesu i wspierania potrzebujących.
Skoro wspomnieliśmy o biurokracji, bywa ona uważana za główną barierę dla wspierania działalności filantropijnej przez biznes. Wystarczy wspomnieć głośny przypadek piekarza, który został ukarany przez fiskusa, gdyż nie ewidencjonował we właściwy sposób chleba, przekazywanego pomocy społecznej. Czy udało się poprawić przepisy, a może w dalszym ciągu dostarczanie rzeczowego wsparcia dla potrzebujących jest dla donatorów rodzajem spaceru po regulacyjnym polu minowym?
– W roku 2019 weszła w życie ustawa o niemarnowaniu żywności, która uregulowała sferę jej przekazywania potrzebującym przez sklepy wielkopowierzchniowe. Firmy mają również pewne korzyści fiskalne z tytułu darowizn żywności dla takich organizacji jak nasza, dzięki czemu coraz więcej sieci handlowych, które są głównym adresatem tej ustawy, ale również producentów czy dystrybutorów zaczęło systematycznie współpracować z takimi organizacjami. Oczywiście rozwój tego partnerstwa wymaga od obu stron wysiłku, choćby w takich kwestiach jak przygotowanie tej żywności, jej oznakowanie czy przechowanie. W ten sposób wspólnie kreujemy dobre praktyki, które mają szanse na utrwalenie w sektorze detalicznym.
Staramy się dywersyfikować źródła dochodu, mamy zarówno darczyńców publicznych, biznesowych, jak i indywidualnych, którzy się składają na naszą działalność. Jak najbardziej jesteśmy otwarci na współpracę z biznesem, w tym sektorem finansowym, żeby nas po prostu w tej naszej misji mogli wspomóc. To właśnie prywatny biznes angażuje się w rozmaite działania społeczne.
Problem marnowania żywności dotyka nie tylko sklepów wielkopowierzchniowych, ale również niewielkich podmiotów. Dla nich biurokracja oznacza największy problem. Czy również w ich przypadku dało się zaobserwować poprawę nastrojów po wejściu w życie nowego prawa, by dobroczynność nie kojarzyła się z kontrolą podatkową?
– Obecne przepisy są na tyle czytelne, że nie powinny stanowić szczególnej bariery. Pewne obawy w tym zakresie są oczywiście obecne w środowisku małych firm, lecz jest to w dużej mierze efekt negatywnych doświadczeń z przeszłości. Rzecz w tym, że niektóre instytucje publiczne realizują stosowne programy wsparcia dla małych dostawców żywności w tym obszarze. Przykładem może być Urząd Miasta Stołecznego Warszawy, który przygotował dla branży gastronomicznej gotowe formularze, niezbędne do udokumentowania przekazania żywności. Sądzę, że aparat państwa dostrzega ową barierę mentalną po stronie firm i stara się ją minimalizować.
Skoro wspomniała pani o gastronomii, czy realizowane są jakieś inicjatywy dedykowane przekazywaniu żywności przez ten sektor? Sytuacja jest szczególnie złożona, bo chodzi z jednej strony o małe wolumeny, z drugiej o posiłki gotowe, które z reguły muszą być spożyte tego samego dnia…
– Oczywiście, staramy się odpowiedzieć i na takie zapotrzebowanie, choćby poprzez współpracę z Glovo. Staramy się włączyć kurierów w proces dostarczania posiłków, które po całym dniu zostają w restauracji, do osób potrzebujących. Właśnie teraz zaczynamy realizację projektu, dedykowanego tej kwestii. Jeżeli chodzi o mniejszych producentów, to cały czas staramy się docierać z naszą misją również do nich i działać lokalnie. Np. na warszawskiej Woli prowadzimy tzw. Punkt pod Parasolem, i staramy się zachęcić okoliczne lokale czy sklepy, żeby zechciały podzielić się z potrzebującymi mieszkańcami tym, czego im zbywa.
Wyzwaniem dla organizacji pomocowych jest pozyskiwanie wsparcia przez osoby, którym ono się nie należy. Mówi się o zjawisku, potocznie określanym jako wyłudzenia na „horom curkę” (pisownia autentyczna – przyp. red.), gdzie hochsztaplerzy udają samotne matki, by wyłudzać za darmo ubranka dla dzieci, zabawki czy wózki, a następnie sprzedają te rzeczy na portalach ogłoszeniowych. Jak państwo radzicie sobie, by unikać sytuacji, gdy pomoc trafia w niepowołane ręce?
– Współpracujemy z ponad setką organizacji pozarządowych, z których każda musi przedstawić nam do weryfikacji sposób kwalifikowania beneficjentów pomocy. Często są to osoby kierowane przez ośrodki pomocy społecznej, które mają swoje narzędzia weryfikacji, bądź też ludzie w kryzysie bezdomności, gdzie nie ma wątpliwości, że ta pomoc jest potrzebna. Generalnie każda osoba, która korzysta z darowizn Banku Żywności przez dowolną organizację, jest przez nią weryfikowana. To wymóg wynikający z naszych tutaj wewnętrznych przepisów i prawa ogólnego, w myśl którego wszelkie produkty desygnowane na cele dobroczynne muszą być na te cele spożytkowane, aby można to było udowodnić w razie kontroli.
Dystrybucja wsparcia dla potrzebujących, zwłaszcza w przypadku żywności, to nie tylko same towary, ale przede wszystkim cała logistyka: odpowiednio zabezpieczony łańcuch chłodniczy, magazynowanie, logistyka czy dostawy. Jak wygląda organizacja tak złożonego mechanizmu, jego finansowanie i czy banki mogą służyć wsparciem również w tym zakresie?
– Faktycznie, jest to ogromne wyzwanie logistyczne. Do prowadzenia działalności potrzebujemy przede wszystkim magazynu, który wynajmujemy na zasadach komercyjnych, co generuje niemałe koszty. Mamy flotę samochodów, która musi odebrać żywność od darczyńców i dostarczyć organizacjom, które nie dysponują własnymi środkami transportu przystosowanymi do przewozu żywności. Potrzebujemy wielu pracowników, od magazynierów po kierowców. Każdego roku deponujemy w naszym magazynie od 2 do 3 mln kilogramów żywności; daje to pojęcie o skali wyzwania. Oczywiście część organizacji, które z nami współpracują, odbiera żywność bezpośrednio z sieci handlowych, wówczas nie trafia ona do naszego magazynu, tylko jest ewidencjonowana w naszym systemie.
To wszystko wymaga gigantycznych nakładów finansowych. Staramy się dywersyfikować źródła dochodu, mamy zarówno darczyńców publicznych, biznesowych, jak i indywidualnych, którzy się składają na naszą działalność. Jak najbardziej jesteśmy otwarci na współpracę z biznesem, w tym sektorem finansowym, żeby nas po prostu w tej naszej misji mogli wspomóc. To właśnie prywatny biznes angażuje się w rozmaite działania społeczne. Dla przykładu – nasz punkt bezpośredniej dystrybucji żywności na warszawskiej Woli, tzw. Punkt pod Parasolem, właściwie w 100% finansowany jest ze środków prywatnych.
Sieci handlowe i małe sklepy dysponują nadwyżkami nie tylko żywności, ale również środków czystości, kosmetyków, a nawet odzieży. Czy Bank Żywności współpracuje z innymi organizacjami, które zajmują się dystrybucją tego rodzaju produktów i ich dostarczaniem potrzebującym?
– My staramy się koncentrować na żywności, to jest nasza specjalizacja, natomiast jeśli się zdarzają tego rodzaju darowizny, to zazwyczaj jesteśmy je w stanie rozdystrybuować, chociażby wśród naszych organizacji partnerskich, które prowadzą domy opieki, hospicja, czy miejsca pomocy dla osób w kryzysie bezdomności. To są zawsze rzeczy, które tego typu podmioty są w stanie zagospodarować. Możemy mówić o pewnej nieformalnej sieci wymiany informacji: jesteśmy połączeni w różnych komunikatorach, i jeżeli pojawia się jakaś darowizna spoza naszego obszaru zainteresowania, to jesteśmy w stanie przekazać tę informację dalej. Oczywiście, na pewno przydałyby się lepsze środki komunikacji, a najlepiej cały projekt poświęcony tym działaniom. Podkreślę, iż funkcjonujemy w tej sferze już 31 lat, cały czas realizujemy swoją misję i jesteśmy wiarygodnym partnerem dla różnych instytucji, w tym finansowych, dlatego zachęcam wszystkich do współpracy.