Wywiad ze znanym czeskim ekonomistą Michalem Valentíkiem

valentik.michal.01.150x217Rozmowa porusza w interesujący sposób tematy takie jak perspektywy konkurencyjne czeskiej gospodarki, przyczyny obecnej hossy na giełdach światowych a także zmiany, które instytucjonalne, które należałoby przeprowadzić aby wzrost w strefie Euro miał bardziej stabilne podstawy.

Co Pana myśli na temat rozwoju gospodarki, – co najbardziej niepokoi a jakie są pozytywy?

Naszej gospodarce najbardziej szkodzi brak przejrzystości w sektorze publicznym i związana z tym korupcja. Europa jest w recesji i do kraju nie napływają nowe inwestycje. W dużej mierze wpływ na to ma także reputacja naszego kraju. Innym negatywem jest brak pracowników technicznych i związane z tym łączenie instytucji edukacyjnych i spółek. Tutaj moglibyśmy powielać model niemiecki. Może się również stać tak, że za kilka lat zniknie nasza przewaga konkurencyjna nad innymi krajami i oprócz pozycji konkurencyjnego środkowoeuropejskiego kraju nie będziemy mogli zaoferować inwestorom nic wartego uwagi.    

Pozytywne jest zobowiązanie do przestrzegania polityki fiskalnej. Mam nadzieję, że kolejne rządy będą się starały i nie będą ciągle wskazywać na państwa zachodu, w których poziom długu do PKB jest większy niż w Republice Czeskiej i nie będą starały się do nich zbliżyć  zadłużając kolejne pokolenia.  Pozytywem jest także nasz sektor bankowy, który jest relatywnie dobrze skapitalizowany.

Banki centralne drukują pieniądze na potęgę a od dłuższego czasu zmniejsza się ryzyko wysokiej inflacji. Dlaczego tak się dzieje i kiedy możemy się spodziewać inflacji, a jeżeli się nie doczekamy, to dlaczego?

Najpierw należy zdefiniować, co to jest inflacja. Jest nią? poziom cen lub zwiększenie podaży pieniądza. Trzymając się mainstreamovej ekonomii, do eskalacji inflacji tak naprawdę nie dochodzi. Jest to spowodowane faktem, że pieniądze nie dostają się realnej gospodarki tylko pozostają w bilansach banków komercyjnych. Spółki nie są zainteresowane pożyczkami, ponieważ nie mają rynku zbytu, banki komercyjne także nie chcą udzielać pożyczek chcąc poprawić swoje bilanse, które po kryzysie w 2008/09 były/są w żałosnym stanie. Gdy nie ma popytu, spółki nie podnoszą cen swoich produktów a skupiają się raczej na kosztach. Następnie zwiększą marzę brutto i osiągną zysk. 

Wyższej inflacji należy spodziewać się w momencie ożywienia gospodarczego. Następnie spółki zwiększą swoje marże poprzez wyższe ceny, a to znajdzie odzwierciedlenie we wskaźniku cen konsumpcyjnych – czyli przyczyni się do wzrostu inflacji.

Czy dzisiejszą sytuację w globalnej gospodarce można nazwać stanem kryzysowym, czy jest to nowy rodzaj normalności? Kiedy według Pana dojdzie do zmiany i co wpłynie na tą zmianę, ewentualnie, co należy zrobić, aby do tej zmiany doszło?

Obojętnie jak to nazwiemy. Zależy czy patrzymy na tę sytuację, jako optymiści czy pesymiści. Cały świat żyje na kroplówkach banków centralnych. Do zmiany dojdzie, gdy światowa gospodarka ruszy. Ważnym elementem jest środowisko. Patrząc na USA, Japonię czy Europę widać mnóstwo regulacji, podatków, zakazów, ogłoszeń, ograniczeń, zarządzeń itd. Jedyne, czego gospodarka potrzebuje to deregulacja, uwolnienie z ograniczeń, likwidacji biurokracji. Zachodni świat powinien przejść od „socjalizmu“ do gospodarki wolnorynkowej. Moim zdaniem jest to sposób na przywrócenie gospodarki do zdrowego stanu.

Jest Pan zwolennikiem wspólnej europejskiej waluty, ale czy uważa Pan, że będzie ona jeszcze istniała za dziesięć lat? Jeżeli nie, dlaczego? Co będzie ostatecznym czynnikiem rozpadu unii walutowej?

Nie jestem zwolennikiem wspólnej waluty. I to nie dlatego, że euro przeżywa teraz kryzys. Był/Jest to projekt polityczny, który z definicji związany jest tylko z kosztami. To nieefektywne. Optymalnie unia walutowa może zadziałać na terenach, gdzie istnieje: A) elastyczność cen i płac w obu kierunkach (w Europie nie jest to możliwe z powodu oporów i socjalistów) B) swobodny przepływ kapitału i pracy (Hiszpan nie przeprowadzi się do Finlandii za pracą, a może  powinien?) C) podobny cykl gospodarczy (w Niemczech wzrost, reszta Europy w recesji) D) transfery fiskalne.

Nie mam kryształowej kuli, dlatego nie mogę przewidzieć, co będzie głównym czynnikiem rozpadu unii walutowej. Mogę tylko powiedzieć, że gdyby to nie był projekt polityczny, to podmioty gospodarcze nigdy dobrowolnie nie zgodziłyby się płacić jedną walutą na tak dużym terytorium.

Rynki akcyjne, w szczególności ten największy w USA, są w odróżnieniu od wskaźników makroekonomicznych na szczycie. Rynki akcyjne oderwały się od realnej gospodarki, a ich wzrost w dużej mierze spowodowany jest rekordowym wolumenem kredytów na inwestycje.  Jak długo taka sytuacja może się utrzymywać, (ponieważ nie jest ona normalna) i co spowoduje znaczący długoterminowy spadek (dozwolona jest spekulacja)?

Zasadniczo akcje są wciąż interesujące. Wystarczy spojrzeć na wyniki spółek w indeksie S&P500. Zyski są na historycznych poziomach, dlatego też indeksy też są na maksimum. Obserwowanie jedynie danych makro nie jest do końca poprawne. Z drugiej strony prawdą jest, że optymizm jest również na ekstremalnym poziomie, przejawia się to także we wzroście obrotów na kredyt. Dlatego do korekty może dojść w każdej chwili i w ogólnie nie byłaby ona zaskakująca, wręcz odwrotnie.

Taka sytuacja będzie trwać dopóki, dopóty banki centralne nie zakręcą kurka z płynnością. 

Mając na uwadze liczne pesymistyczne prognozy, gdzie Pana zdaniem powinni klienci inwestować, jeżeli interesują ich akcje (sektory, regiony), ewentualnie, jakie alternatywy w stosunku do akcji mogą być interesujące dla inwestorów?

Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie. Każdy klient jest inny. Ważne jest, jaki klient/ inwestor ma stosunek do ryzyka, czego oczekuje od inwestycji i jaki ma horyzont inwestycyjny. Bez tych podstawowych informacji nie można odpowiednio doradzić. Jednak spróbuję trochę odpowiedzieć na to pytanie. Inwestor długoterminowy (tj. 10 lat i więcej) może postawić na akcje, które są w stanie generować pozytywny cash flow nawet w trudnych czasach. Chodzi o globalne marki, które obejmują cały świat. Nie jestem zwolennikiem start-upów, technologicznych nowinek lub spółek z krótką historią

Czy podatek od transakcji finansowych, który zatwierdziła UE, może mieć w przyszłości niekorzystny wpływ na płynność na rynkach?

Tak może. Ludzie chyba nigdy nie zaczną uczyć się na błędach z przeszłości…

Praska giełda ma problemy z płynnością już teraz, zainteresowanie inwestorów czeskimi akcjami jest minimalne. Jaki jest powód tak znaczącego spadku płynności? Co może ten niekorzystny trend zmienić, o ile to w ogóle możliwe?

Największy wolumen na praskiej giełdzie posiadali zagraniczni inwestorzy instytucjonalni. Najwięcej zamówień przychodziło z Londynu. Podczas kryzysu finansowego w 2008/09 nasze region opuścili niektórzy gracze, wielu zaczęło szukać oszczędności w kosztach, a praska giełda była w tym czasie droga. Dlatego zagraniczne konta omijały Pragę i handlowały bezpośrednio, nie potrzebując do tego pośrednika.

Kolejną przyczyną jest fakt, że Praga nie ma, co zaoferować. Telekom można kupić gdzie indziej, ČEZ z powodu elektrowni Temelin i antyenergetycznych koncepcji UE dużo stracił. Erste Bank jest spółką podwójnie notowaną. Jedyne, co zasługuje na uwagę to Komerční Banka. Inne pozycje dla instytucjonalnego inwestora są nieistotne.

Czy metale szlachetne są ciekawą inwestycją (nie tylko złoto, chociaż o nim mówi się najczęściej), czy ich dni na szczycie są policzone?

Złoto powinno służyć przede wszystkim przechowywaniu wartości, a nie spekulacjom. To jest to, co czyni złoto złotem. Dlatego ten, kto chce wzbogacić się za pomocą wzrostu ceny złota, ten według mnie wybiera złą strategię. Jednakże, jeżeli chce chronić swój majątek, wtedy złoto jest odpowiednim instrumentem.

Jak jest przyczyna zróżnicowanego zachowania inwestorów w stosunku do „papierowych” metali szlachetnych (w ostatnim czasie masowe wyprzedaże) i metali fizycznych (gorączka zakupów, która zapoczątkowała rekordowy spadek cen)?

Papierowe metale szlachetne straciły przede wszystkim za sprawą krótkoterminowych graczy. Przekroczony został techniczny poziom 1500 USD/uncję, który zapoczątkował falę obowiązkowych wyprzedaży. Niektórzy podnieśli marże, większość spekulantów nie wytrzymała i musiała sprzedać. Było to doskonale widać gdy podczas otwierania poszczególnych giełd od Japonii przez Europę, po USA, cenę złota dotknął efekt domino. Z rynku, a przede wszystkim z największego EFT GLD odpłynęła rekordowa ilość złota. Głównie amerykańskie fundusze pozbywają się złota, a niektóre fundusze hedgowane „shortują“ złoto (spekulacje spadku).

Z drugiej strony panuje ekstremalny popyt na fizyczne złoto. I tutaj można zobaczyć prymarną funkcję złota – przechowywanie wartości. Złotem się nie najemy, nie generuje ono żadnego cash flow. Ale jego ogromną zaletą jest to, że jest ograniczony ilościowo, i przez to jest w stanie zachować ponadczasową wartość.

Myśli Pan, że w dzisiejszych czasach mógłby funkcjonować złoty standard?

Tak. Ale jestem realistą i wiem, że nigdy do tego nie dojdzie. Władza przywykła do nieograniczonego przepływu pieniędzy, a to jest możliwe tylko w systemie „fiat money“

Jeżeli mógłby Pan polecić klientowi jakiś produkt waszej spółki, co by to było i dlaczego? Co jest najsilniejszą stroną waszych produktów, jaka jest ich przewaga nad konkurencją?

Jesteśmy czwartą największą spółką w Republice czeskiej i największą nie bankową spółką inwestycyjną w Czechach. Jesteśmy w stanie zaproponować szeroką gamę produktów zarówno dla drobnego inwestora chcącego zainwestować kilkadziesiąt złotych, jak i kwalifikowanego inwestora z milionami.

Biorąc pod uwagę „przeciętnego“ Czecha, optymalnym wariantem jest Fundusz Obligacji Korporacyjnych. Jest to jeden z najlepszych funduszy w Republice Czeskiej, który co roku zdobywa nagrody. Stopa zwrotu za ostatnie 10 lat to ok. 6 procent p.a. Tym wynikiem spokojnie przekracza inflację. Dodatkowo jest to fundusz zabezpieczony walutowo, a jego zmienność jest relatywnie niska. Średnie duration wynosi około dwóch lat, dlatego stopy procentowe i ryzyko reinwestycyjne jest niskie a ryzyko kredytowe jest minimalizowane poprzez wybór wysokiej jakości emitentów i posiadaniu około pięćdziesięciu obligacji w portfelu.

Ludzie wciąż myślą, że o ich emeryturę zadba państwo. Co przyczynia się do takiego błędnego myślenia, co trzeba zrobić żeby to zmienić?

Jest to ciągła „socjalizacja“ ze strony państwa. Państwo bierze na siebie coraz to większą odpowiedzialność. Zarządza, reguluje i kontroluje prawie wszystko. Przez to ludzie nie są czujni. Nie interesują się w wystarczającej mierze swoją przyszłością i przez to tracą także wolność. Gdy przez budżet publiczny przepłynie 40% PKB a dzień wolności podatkowej wypada w połowie roku, to gdzie jest swoboda w podejmowaniu decyzji co zrobić ze swym dochodem?

Należy przeprowadzić reformę emerytalną, a młodsze roczniki zupełnie wyłączyć z obecnego systemu. Wyłączyć z wyimaginowanej obietnicy, że będą mieli prawo do emerytury.

Myśli Pan, że warto przeprowadzić reformę emerytalną w chwili, gdy brak jest woli politycznej (przynajmniej z jednej strony)? Jak miałaby wyglądać taka reforma?

W obecnej sytuacji nie ma sensu tego robić. Dowodem na to jest także małe zainteresowanie i mała liczba osób, którzy przystąpili do drugiego filaru.

Nie jestem ekspertem w sprawie reformy emerytalnej i nie mam w zanadrzu żadnego prostego rozwiązania. Jednak im dłużej będziemy jako społeczeństwo to opóźniać, tym więcej problemów będziemy mieli w przyszłości.