Prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych o malejącej atrakcyjności GPW dla spółek akcyjnych

Prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych o malejącej atrakcyjności GPW dla spółek akcyjnych
Mirosław Kachniewski, Fot. T. Kulesza,
Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych Mirosława Kachniewskiego bycie spółką publiczną coraz częściej się nie opłaca, a notowanie akcji przynosi więcej kosztów niż korzyści.

Z danych Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych wynika, że w latach 2016–2025 łącznie zniknęły z warszawskiej giełdy 363 spółki (po korekcie o migracje z NewConnect na rynek główny GPW), a delistingów netto było 149 (po uwzględnieniu 101 debiutów na GPW i 162 na NewConnect).

Na początku 2026 r. na Głównym Rynku GPW notowanych jest 399 spółek, a na NewConnect 357. Dla porównania 10 lat wcześniej, w 2016 roku, na rynku głównym GPW było 487 spółek, a na NewConnect 406 małych firm.

„Niezależnie od interpretacji, to jest dramat – tym bardziej, że nie mówimy o dekadzie kryzysu, lecz o okresie solidnego wzrostu gospodarczego. Skala rynku jest zbyt mała jak na ciężar regulacyjny, który dźwiga” – ocenia w rozmowie z PAP Biznes prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych Mirosław Kachniewski.

Kilka powodów wypisywania się spółek z GPW

„Jeśli nie przywrócimy korzyści z bycia notowanym, trend celowych delistingów będzie trwał – nawet w dobrej koniunkturze” – dodał.

Zdaniem prezesa SEG kluczowym powodem przewagi zejść nad wejściami jest „ujemna wartość” notowania dla wielu emitentów.

„Zdecydowana większość zejść to delistingi celowe. Jeżeli bycie notowanym dawałoby przewagę, nikt nie wchodziłby w trudny prawnie i technicznie proces wycofania” – mówi.

Jak dodaje, w minionej dekadzie spółki rzadko korzystały z podstawowej przewagi rynku publicznego, czyli dostępu do kapitału w drodze emisji akcji.

„Skoro nie ma ‘new money’, a po drugiej stronie są koszty i ryzyka, bilans staje się ujemny” – wskazuje, odwołując się do struktury ofert publicznych opisanej przez KNF – wysoki udział sprzedaży istniejących akcji wobec małej liczby nowych emisji.

W ocenie Kachniewskiego największym problemem po stronie kosztowej nie są wyłącznie wydatki finansowe związane z notowaniem na giełdzie, lecz kumulacja dolegliwości regulacyjnych i informacyjnych.

„To compliance, otwartość informacyjna utrudniająca negocjacje biznesowe oraz ryzyko regulacyjne, m.in. wynikające z niepewności interpretacyjnej przepisów MAR. Ekstremalnie ‘gumowa’ definicja informacji poufnej zniechęca, bo przedsiębiorca nie wie, jak zostanie oceniony ex post” – powiedział.

Czytaj także: Prezes GPW o przyszłości Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie

Giełdy w Unii Europejskiej też tracą na atrakcyjności dla spółek

Prezes SEG zaznacza, że problem nie ogranicza się do Polski, jednak w naszym kraju jest bardziej dotkliwy.

„Na zachodnich rynkach te same obowiązki rozkładają się na większe podmioty, a koszty względne są niższe. U nas – chociaż jesteśmy najmniejszym funkcjonalnie rynkiem w UE – odczuwalność tego ciężaru jest wyższa” – ocenia.

Europejskie instytucje – ESMA oraz EBC – od kilku lat sygnalizują spadek atrakcyjności publicznych rynków akcji w UE i rosnącą lukę względem USA. Między 2010 a 2022 r. liczba spółek notowanych w UE spadła o ok. 15 proc., a w 2023 r. sam Euronext zanotował 110 delistingów, przy słabej liczbie IPO w kolejnych kwartałach.

Kachniewski akcentuje też czynniki popytowe. Jego zdaniem obecna architektura regulacyjna w praktyce utrudnia funduszom inwestycyjnym udział w małych, niepłynnych emisjach.

„Zarządzający funduszami inwestycyjnymi boją się ex post oceny. Małe oferty nie mieszczą się w limicie koszt–korzyść, a sam detal nie udźwignie emisji. W efekcie spółki ‘niebankowalne’ bywają zarazem ‘niefunduszowalne’” – powiedział, odnosząc się do popularnego wniosku, że na giełdę chcą wchodzić spółki niewielkie, które nie mogą liczyć na finansowanie swojej działności przez banki.

W odniesieniu do alternatywnego rynku Mirosław Kachniewski dodaje: „NewConnect miał być mniej wymagający regulacyjnie, a w praktyce zrównał się ciężarem z rynkiem regulowanym. Funkcja inkubacyjna w dużej mierze zniknęła”.

Dane statystyczne GPW potwierdzają, że mimo relatywnie dużej liczby podmiotów na NC kapitalizacja i obroty pozostają niewspółmiernie niskie względem rynku głównego.

Prezes SEG zwraca uwagę na brak „strefy ryzyka” na rynku publicznym.

„Pomiędzy w miarę bezpieczną giełdą a hiperryzykownym krypto nie ma legalnej, dobrze oznaczonej przestrzeni dla inwestorów, którzy akceptują wyższe ryzyko, i dla spółek, które jej potrzebują. Część kapitału odpływa więc poza rynek regulowany, gdzie nie ma żadnych gwarancji” – powiedział.

Pytany o rozwiązania, Kachniewski odrzuca pomysł prostego „cięcia” obowiązków. Proponuje serię działań przywracających proporcjonalność i przewidywalność.

„Po pierwsze, trzeba odblokować popyt instytucjonalny na małe emisje. Przydałby się safe harbour dla TFI inwestujących w spółki small‑cap i niepłynne oferty – z jasno opisanymi limitami i wytycznymi nadzoru. Bez tego zarządzający nadal będą bali się oceny po fakcie” – mówi.

Jego zdaniem uzupełnieniem mogłaby być czasowa obniżka opłat giełdowo‑depozytowych dla emisji do określonej wartości oraz mechanizmy współfinansowania udziału funduszy. Zwraca przy tym uwagę, że UKNF już w 2024–2025 r. publikował stanowiska interpretacyjne dot. prospektów i wyjątków – w podobny sposób można by zakreślić zasady proporcjonalności dla ekspozycji TFI w małych spółkach.

„Po drugie, potrzebny jest segment wysokiego ryzyka na rynku regulowanym – z prospektem light, szybszą ścieżką dopuszczenia i wyraźnym oznaczeniem ryzyka dla inwestora. To nie deregulacja, lecz proporcjonalność. Spółki mogłyby awansować na rynek główny po spełnieniu jasnych KPI (free float, płynność, IR)” – powiedział prezes SEG.

„Po trzecie, kluczowa jest przewidywalność nadzoru i interpretacji. Przydałyby się cykliczne casebooki MAR i Q&A oraz mechanizm no‑action letters dla pilotażowych rozwiązań w raportowaniu i IR. To obniża koszt kapitału – także percepcyjny” – dodał, odwołując się do unijnej dyskusji o atrakcyjności publicznych rynków akcji.

Czwarty kierunek dotyczy kosztów raportowania.

„Nie chodzi o ograniczanie przejrzystości, tylko o tańsze jej wytwarzanie. E‑faktury i dane transakcyjne można wykorzystać do automatycznego generowania zestawu wskaźników operacyjnych – spółka zamiast kompilować dziesiątki tabel, zatwierdzałaby automatycznie policzone wskaźniki. Dla inwestorów to bardziej świeży sygnał niż kwartalniki publikowane z poślizgiem” – wskazuje Kachniewski.

Prezes SEG wskazuje, że obowiązek e‑faktur jako unijny standard tworzy ku temu warunki techniczne, a w ostatnich latach UKNF często posługiwał się formułą stanowisk i wytycznych wspierających wdrożenia nowych reżimów informacyjnych.

„Po piąte, warto wyrównać pole gry po stronie przejrzystości. Duże spółki niepubliczne powinny mieć roczne, ustandaryzowane minimum informacyjne (finanse, łańcuch dostaw, środowisko). Zmniejszy to motywację do delistingu i poprawi jakość informacji w gospodarce” – powiedział.

W Unii Europejskiej trwają prace nad zwiększeniem atrakcyjności rynków publicznych (m.in. Listing Act, zmiany prospektowe, rozwój crowdfundingu).

„W polskich realiach, obok rozwiązań unijnych, kluczowe są praktyczne kroki: odblokować fundusze na małe emisje, stworzyć segment wysokiego ryzyka, ułożyć przewidywalność nadzoru i zredukować realne koszty raportowania. To może odwrócić bilans korzyści i przywrócić ‘dodatnią wartość’ notowania” – powiedział Mirosław Kachniewski.

Źródło: PAP BIZNES