RPP jak Fed
Choć od ostatniej obniżki stóp procentowych minęły niespełna trzy miesiące, już trwają dywagacje, kiedy może rozpocząć się ruch w przeciwnym kierunku.
Choć od ostatniej obniżki stóp procentowych minęły niespełna trzy miesiące, już trwają dywagacje, kiedy może rozpocząć się ruch w przeciwnym kierunku.
Słabe dane z rynku pracy przemawiają za przedłużeniem QE przez Fed (obecnie lekko może je zakłócać government shutdown). Teraz jednak w centrum uwagi nadal pozostaje pat w Kongresie USA, spychając publikacje danych na drugi plan. Zawziętość polityków może spowodować, że rok 2013 zapisze się w historii Stanów Zjednoczonych, jako pierwszy w 224 letnich dziejach Kongresu, kiedy brak kompromisu doprowadził do niewypłacalności (technicznej) kraju.
Nadzieje na czasowe odsunięcie terminu osiągnięcia przez USA ustawowego limitu zadłużenia, a być może nawet na całkowite zakończenie kryzysu budżetowe, wspierają nastroje na rynkach globalnych.
Na taką sesję na GPW jak wczorajsza w połączeniu ze wzrostami złotego inwestorzy nastawieni byczo do rynku czekali od kilkunastu sesji. Akumulacja akcji, z którą mamy do czynienia od dłuższego czasu zaczyna więc przynosić efekty. Jednakże najważniejsza batalia o zmianę trendu WIG20 z horyzontalnego na wzrostowy jest jeszcze przed nami.
Zamiast nakazu przewalutowania kredytów po kursie z momentu zaciągania, czy podejmowania prób długoletnich procesów w celu udowodnienia bankom spekulacyjnych zamiarów, należałoby wreszcie skłonić banki do pomocy w zmianie nieruchomości kupionej za frankowy kredyt, tak aby klient nie ponosił przy tym gigantycznych strat.
Inwestowanie z myślą o dodatkowej emeryturze to na ogół długi proces. Wraz z upływem czasu, stopniowo zmienia się profil inwestycyjny oszczędzającego, a to wymaga dokonywania odpowiednich zmian w portfelu inwestycyjnym. Ale nie trzeba troszczyć się o to samemu, są fundusze, które zrobią to za nas.
Nadzieje na czasowe odsunięcie terminu osiągnięcia przez USA ustawowego limitu zadłużenia mogą w czwartek wspierać nastroje na rynkach finansowych. Pomagać będzie też nominacja Janet Yellen na nowego szefa Fed.
Od początku roku średnia stopa zwrotu fundusze polskich obligacji korporacyjnych wynosi już 3,3 proc. Jeśli tempo wzrostu utrzyma się, najlepsze z nich na koniec roku będą mogły pochwalić się zyskami rzędu 6-7 proc.
Wczorajszy dzień nie przyniósł przełomu w trwającym pacie fiskalnym w USA. Obserwując wypowiedzi amerykańskich polityków można postawić tezę, iż obecnie nie ma większych szans na szybkie porozumienie w sprawie budżetu na 2014 rok oraz na podniesienie limitu zadłużenia.
Silny spadek notowań EUR/USD, ale też i wzrost awersji do ryzyka po wczorajszej silnej wyprzedaży na Wall Street, ma negatywne konsekwencje dla złotego. Nie pomaga mu natomiast informacja o nominacji Janet Yellen na szefa Fed, co dziś nieco tonuje nienajlepsze nastroje na rynkach.
Spór o budżet i brak zgody na podniesienie limitu zadłużenia federalnego USA trwa. Obawy o negatywne tego konsekwencje prowadzą do powstania precedensu na: dwaj najwięksi wierzyciele USA (Chiny i Japonia) po raz pierwszy w historii upominają Stany Zjednoczone w kwestii podniesienia limitu zadłużenia.
Zjawisko medialne, które od jakiegoś czasu pojawia się pod hasłem „czyszczenie BIK”, zawiera fałszywy przekaz, który polega na budowaniu wśród konsumentów przeświadczenia, że można usunąć negatywne wpisy w BIK, a co za tym idzie podwyższyć lub przywrócić zdolność kredytową.
Złoty przez większość dnia zyskiwał do głównych walut. Wsparciem dla niego był wzrost EUR/USD oraz podwyższenie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) prognoz gospodarczych dla Polski. Nie zaszkodziły mu natomiast słabe dane z Niemiec. Osłabienie przyszło dopiero w końcówce notowań. Jego źródeł trzeba szukać na Wall Street.
Coraz częściej widuje się reklamy i ogłoszenia zawierające hasła: „Czyszczenie BIK” „Napraw historię kredytową” czy „Odzyskaj wiarygodność finansową”.
Złoty podobnie jak i inne waluty regionu, pozostaje pod wpływem rynków globalnych. Nastroje na tych rynkach są natomiast kształtowane przede wszystkim przez doniesienia z USA, gdzie trwają polityczne przepychanki wokół budżetu oraz podwyższenia ustawowego limitu długu.
Indeksy na głównych giełdach są bliskie rekordów, zaś notowania surowców rolnych znajdują się zaledwie 20-50 proc. wyżej niż w czasie dołka z 2009 r. Powszechny charakter trwających od dwóch lat spadków cen wskazuje, że nie chodziło tu o klęskę urodzaju, lecz skutki dekoniunktury gospodarczej. W ostatnich miesiącach sytuacja jednak wyraźnie się poprawia.
W zeszłym tygodniu w USA doszło do blokady wydatków rządu federalnego po raz pierwszy od 1995 roku po tym jak liderom politycznym nie udało się wypracować kompromisu, który pozwoliłby na dalsze działanie rządu do momentu uchwalenia przyszłorocznego budżetu.
Ubiegły tydzień był bogaty w wydarzenia rynkowe. Polityczny pat w kongresie skutkujący brakiem uchwalenia ustawy budżetowej doprowadził do pierwszego od 17 lat zamknięciem administracji rządowej. W następstwie tych zdarzeń nie został opublikowany piątkowy raport na temat amerykańskiego rynku pracy. W opinii wielu analityków brak wrześniowych danych z rynku pracy oznacza przesunięcie prawdopodobieństwa pierwszego ograniczenia QE z października na listopad lub grudzień.
Na rynku coraz więcej niepokoju w związku z przeciągającym się impasem w Kongresie USA. Indeks dolarowy wyhamował spadki, a rynkowy indeks „strachu” odbija w górę, po tym jak pod koniec września notował najniższe poziomy od blisko miesiąca.
Weekend nie przyniósł przełomu w USA ws. negocjacji budżetowych. Strony sporu tkwią na swoich stanowiskach, a kryzys trwa nadal, co nie poprawia nastrojów na rynkach finansowych. Szczególnie że czas biegnie nieubłaganie, a 17 października zbliża się dużymi krokami.