Poszukiwanie konsensusu w sprawie modelu gospodarczego

Poszukiwanie konsensusu w sprawie modelu gospodarczego
Dr. hab. Łukasz Hardt – polski ekonomista, profesor nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse. Pracuje na Uniwersytecie Warszawskim, jest wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, doradcą Przewodniczącego KNF. W kadencji 2016-2022 członek Rady Polityki Pieniężnej. Fot. PAP / Rafał Guz
Polskie banki potrzebują w bilansie więcej ryzyka, więcej kredytów dla firm – mówi profesor Łukasz Hardt w rozmowie z Pawłem Jabłońskim.

Co jest największym zagrożeniem dla dalszego szybkiego rozwoju naszej gospodarki?

– Żeby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba wrócić do tego, jaki był model rozwoju polskiej gospodarki w ostatnich dwóch-trzech dekadach. W tym okresie nasz rozwój gospodarczy był szybki w relacji do innych krajów europejskich. W efekcie w ciągu ostatnich dwóch dekad rozmiar polskiej gospodarki zwiększył się dwukrotnie. Również udział eksportu w polskim PKB zwiększył się prawie dwukrotnie. Historycznie Polska pod względem PKB na mieszkańca liczonym według parytetu siły nabywczej jest dziś tak blisko gospodarczego jądra Zachodu, jak nigdy w swojej historii. Ten sukces wynikał z wielu różnych czynników, m.in. udanej transformacji ustrojowej i integracji z Unią Europejską, mieliśmy dobrze wykształconą i tanią siłę roboczą. Przez wiele lat dynamika wzrostu produktywności pracy w polskiej gospodarce przewyższała dynamikę wzrostu mediany realnych wynagrodzeń. Ta różnica była najwyższa w krajach OECD.

Istotną przewagą polskiej gospodarki w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwudziestego pierwszego wieku były relatywnie dobre moce wytwórcze, jeśli chodzi o energię elektryczną. Ceny prądu w Polsce były niższe niż w wielu innych krajach Europy. Od kilku lat to się zmienia. Wynagrodzenia rosną szybciej niż produktywność. Zasoby siły roboczej się kurczą, mamy kryzys demograficzny, ceny energii elektrycznej są wysokie. Dotychczasowy model rozwoju właśnie się wyczerpuje i wymaga korekty.

A skoro pan pyta o największe zagrożenie dla naszego rozwoju gospodarczego, to moim zdaniem jest nim groźba, że polskie państwo i jego elity nie będą w stanie osiągnąć konsensusu politycznego w sprawie nowego modelu rozwoju. Będzie on wymagał m.in. wyższej stopy inwestycji, także tych publicznych. Budżet państwa powinien mocniej wspierać inwestycje, a mniej konsumpcję. Należy zahamować przyrastanie długu publicznego. Badania z zakresu ekonomii politycznej pokazują, że w warunkach silnej polaryzacji politycznej będzie to bardzo trudne.

Nasza gospodarka od dawna ma problem z inwestycjami, które zwłaszcza ze strony prywatnego kapitału są zbyt niskie. Czy możliwa jest zmiana tej sytuacji?

– Od prawie trzech stuleci próbujemy się modernizować i doścignąć ten nieco mityczny Zachód. W tym czasie mieliśmy różne projekty modernizacyjne, które były przerywane przez zabory i wojny. Ale część z tych projektów modernizacyjnych kończyła się niepowodzeniem, ponieważ polskie elity, sprawujące rządy w danym okresie, nie były w stanie konsekwentnie ich prowadzić. Nie umiały przejść z modelu opartego na pracochłonnym uprzemysłowieniu do modelu bazującego też na uprzemysłowieniu, ale bardziej kapitałochłonnym. Problem ze zbyt niskimi inwestycjami to nie jest jakieś zupełnie nowe zjawisko.

Czyli Polska musi iść w stronę rozwoju bardziej kapitałochłonnego i na pewno bardziej innowacyjnego. Ale jak to zrobić?

– W polskiej gospodarce w zeszłym roku stopa inwestycji wynosiła 16,9% PKB. Tymczasem średnio w Unii Europejskiej w zeszłym roku ten wskaźnik wynosił 21,2%. Na te nasze 16,9% składają się inwestycje firm prywatnych, jak również inwestycje publiczne. W zeszłym roku stopa inwestycji prywatnych w Polsce wynosiła 9,1%, a np. w Czechach 15,8%.

Pewne jest, że nasza stopa inwestycji jest zbyt niska jak na wyzwania, które przed nami stoją. Biorąc pod uwagę to, że w polskiej gospodarce dominują małe i średnie firmy, to dotychczas ta niska stopa inwestycji nie była barierą dla naszego rozwoju. Natomiast w sytuacji, kiedy świat jest już inny, kiedy koszty pracy są wyższe, kiedy koszty energii są wyższe, to tak niska stopa inwestycji będzie coraz bardziej blokowała nasz rozwój.

Co zatem blokuje u nas inwestycje?

– Inwestycje w Polsce nie są blokowane przez brak dostępnego finansowania. One są blokowane przede wszystkim przez niepewność.

A system finansowy, przecież bez niego inwestycji nie będzie?

– Nasz system finansowy jest relatywnie niewielki – relacja aktywów krajowego systemu finansowego do PKB w roku wynosiła 122,4%, podczas gdy w Unii Europejskiej 477,8%. Sektor finansowy większy niż w Polsce jest również w Czechach, na Węgrzech i na Słowacji. Jednym z tego powodów jest prawie dwukrotnie niższa stopa oszczędności polskich gospodarstw domowych niż średnia europejska. Polacy, jeśli w ogóle akumulują kapitał, to najczęściej w nieruchomościach i na kontach bankowych.

Żeby podnieść stopę inwestycji, musimy po pierwsze spróbować podnosić stopę oszczędności, próbować mobilizować kapitał i wzmacniać system finansowy.

Potrzebujemy też więcej ryzyka na polskim rynku finansowym. Nie wzywam do spekulacji i nieodpowiedzialności. Chodzi o to, żeby polskie instytucje finansowe miały większą gotowość do podejmowania uzasadnionego i skalkulowanego ryzyka inwestycyjnego. Proszę zobaczyć, jak wyglądają aktywa polskich banków. W tym momencie mamy w nich więcej obligacji Skarbu Państwa i przez Skarb gwarantowanych niż kredytów inwestycyjnych dla firm. Dlatego polskie banki potrzebują w bilansie więcej ryzyka, więcej kredytów dla firm. Również na rynku kapitałowym potrzebujemy więcej ryzyka i bardziej rozwiniętego prywatnego segmentu rynku.

Jak wprowadzić wymienione przez pana postulaty? I jak to zrobić, żeby za dwa lata nie przyszedł inny rząd i nie zaczął wprowadzać kolejnych zmian?

– Musimy szukać konsensusu, również politycznego, wokół potrzeby zmiany modelu wzrostu. Wybrzmiało to mocno na ostatnim Kongresie Ekonomistów Polskich, który odbył się na początku grudnia w Poznaniu. Tam było widać, że wszyscy dostrzegają, że obecny model wzrostu polskiej gospodarki się wyczerpuje. Potrzebujemy ponadpolitycznej strategii rozwoju.

Czyli ekonomiści zgodnie widzą, że kończy się pewna epoka, ale nie mają wspólnego poglądu na to, jak powinna wyglądać następna i jak do niej przejść?

– Większość ekonomistów podpisałaby się pod tym, że istnieje potrzeba wyższej stopy inwestycji oraz konieczność zwiększenia dobrze rozumianego ryzyka na rynku finansowym. Jest chyba też zgoda co do konieczności przeprowadzenia odpowiedzialnej transformacji energetycznej i cyfrowej.

Rozumiem zatem, że już jest nawet jakiś wstępny konsensus w sprawie przyszłego modelu gospodarczego. Co w takim razie należy zrobić, żeby się znaleźć w tym następnym modelu?

– Często rozumiemy gospodarkę jako system, który można odgórnie zaprogramować i którym możemy sterować. Tymczasem gospodarka jest w dużej mierze autonomiczna, choć reaguje na pojawiające się bodźce. Teraz widzimy np., że wiele firm dokonuje substytucji pracy kapitałem. Jeśli rosną wynagrodzenia, rosną ceny energii, to naturalnym działaniem przedsiębiorstw jest podejmowanie inwestycji w mniej energochłonne i pracochłonne procesy produkcji. Często nie doceniamy tego adaptacyjnego potencjału gospodarki.

Jako ekonomiści wierzymy w to, że podmioty gospodarcze są racjonalne i reagują na bodźce. Bodźce są bardzo różne, mogą być np. kulturowe, inne są tworzone przez regulacje. Dobrym tego przykładem jest podatek bankowy, który spowodował, że banki bardzo chętnie inwestują w bezpieczne, dobrze oprocentowane obligacje skarbowe, a mniej chętnie udzielają kredytu.

Warto zmodyfikować podatek bankowy?

– Tak, on już spełnił w dużej mierze swoje zadanie – więcej polskiego długu jest w polskich rękach.

Warto się zastanowić, czy w tym momencie, kiedy w bilansach banków jest tak dużo papierów skarbowych, nie powinniśmy ostrożnie i stopniowo iść w kierunku zwalniania z podatku bankowego aktywów związanych z nowymi kredytami dla przedsiębiorstw. Wszelkie modyfikacje tego podatku powinny być jednak neutralne fiskalnie, to jest nie mogą one prowadzić do spadku wpływów z tytułu tego podatku do budżetu państwa.

Ograniczenie podatku bankowego to byłby jakiś konkret idący w kierunku nowego modelu gospodarczego. Czy są możliwe jakieś inne działania w tym kierunku?

– Jeśli patrzymy na niską stopę oszczędności, to takie programy jak Pracownicze Programy Kapitałowe wymagają wzmocnienia. Jeśli ktoś mnie zapyta, jaką będzie miał emeryturę za 20, 30 czy 40 lat, to moja odpowiedź zawsze będzie bardzo prosta – emerytura będzie taka, jaki będzie stan polskiej gospodarki za te 20, 30 czy 40 lat. Nie mówię, że kształt systemu emerytalnego nie ma znaczenia, ale najważniejsze będzie to, jakie dzisiaj zbudujemy fundamenty dla gospodarki za te 20 ,30 czy 40 lat.

Kolejna sprawa to wydatki na naukę i edukację. Jeśli chcemy rzeczywiście rozwijać się w długim okresie, to musimy je istotnie zwiększyć.

Co pan rozumie pod pojęciem wzmocnienie planów kapitałowych? Nowe ulgi, nowe instrumenty?

– Przede wszystkim system emerytalny wymaga spokoju i umacniania w Polakach przekonania, że jest stabilny. Wielu Polaków w jego stabilność nie wierzy.

Pan się temu dziwi? Po tym co się stało z OFE, po tym jak inflacja z lat dziewięćdziesiątych zjadła różne ubezpieczenia posagowe.

– Parafrazując Arystotelesa, powiedziałbym, że najbardziej finezyjną formą ruchu jest bezruch. W wielu obszarach działania naszego państwa takiego bezruchu potrzebujemy. Dobrze, że aktualnie rządzący kontynuują program PPK i go wzmacniają.

Wróćmy jeszcze do Kongresu Ekonomistów Polskich. Czy pokazał on jakąś ich jednomyślność?

– Kongres, po raz jedenasty, zorganizowało Polskie Towarzystwo Ekonomiczne. Tradycja kongresów sięga końca dziewiętnastego wieku.

Spory między ekonomistami są naturalne, bo też nie ma ekonomii bez sądów wartościujących, a te spory często wychodzą poza ekonomię. Dobrymi przykładami są dyskusje o ewentualnym wejściu Polski do strefy euro i o podniesieniu wieku emerytalnego. Jako ekonomiści jesteśmy w stanie dokładnie powiedzieć, jakie będą konsekwencje ekonomiczne wyborów w tych trudnych, politycznych decyzjach. Warto w tych sprawach sięgać do ekonomii. Przy czym nie wszystko, co ekonomicznie korzystne, jest etycznie dopuszczalne, jak też nie wszystko, co służy ekonomicznej efektywności, jest zgodne z polską racją stanu. To dlatego polityka gospodarcza nazywana bywa sztuką ekonomii, która jednak potrzebuje nauki ekonomii.

Gdyby po Kongresie ekonomiści mieli pójść do rządu i powiedzieć, zróbcie dwie-trzy najważniejsze rzeczy, od których zależy nasza przyszłość, to co to by były za postulaty?

– Chciałbym przede wszystkim, żeby powstała długoterminowa, oparta na szerokim konsensusie, strategia rozwoju dla całej gospodarki. Chciałbym też wzmocnienia edukacji i nauki oraz odbudowy zaufania do instytucji państwowych. Chciałbym rzetelnej debaty nad europejską polityką klimatyczną i przemysłową. Chciałbym decyzji w polityce gospodarczej opartych na dowodach, a nie na emocjach, nie na logice politycznej polaryzacji.

Pewnie politycy chętniej by korzystali z rad ekonomistów, gdyby oni zamiast dywagować i analizować jednoznacznie powiedzieli, że np. trzeba podnieść wiek emerytalny. Czy w tej sprawie jest konsensus ekonomistów.

– Efektywny wiek emerytalny w Polsce powinien być wyższy. To znaczy, że ludzie powinni dłużej pracować. Ekonomiści spierają się, jak do tego doprowadzić. Są tacy, którzy mówią, że nie ma innej drogi i trzeba podnieść ustawowy wiek emerytalny. Są jednak i tacy, którzy mówią, dajmy ludziom wolny wybór i twórzmy takie bodźce, które będą podnosiły przyszłe świadczenie emerytalne, jeśli będziesz dłużej pracował. I to jest też moje stanowisko: jestem przeciwny ustawowemu podnoszeniu wieku emerytalnego, ale jestem za silnymi zachętami do dłuższej aktywności zawodowej.

Jest pan doradcą Przewodniczącego KNF. Jakie priorytety stawia przez sobą aktualnie Komisja?

– W tym roku będziemy świętowali 20. rocznicę powstania Komisji Nadzoru Finansowego. Przez te wszystkie lata nadzór nie tylko z sukcesem dbał o stabilność sektora finansowego, ale też wspierał wiele inicjatyw na rzecz jego rozwoju. Wśród aktualnych priorytetów nadzorczych istotne miejsce zajmuje zwiększanie odporności sektora finansowego na zagrożenia geopolityczne, hybrydowe i cyfrowe. Silny rynek finansowy wymaga silnego, będącego w dialogu z rynkiem, nadzoru i takim nadzorcą UKNF pozostanie.

Na koniec pytanie o ten rok. Co będzie najważniejszym wydarzeniem w polskiej gospodarce?

– Jeśli miałbym składać jakieś życzenie z obszaru gospodarki sobie i czytelnikom na 2026 rok, to chciałbym, żeby żadnych niepożądanych wydarzeń gospodarczych nie było. Chciałbym, żeby Polska na trwałe znalazła się w grupie G20, i żeby wśród naszych elit politycznych zaczął pojawiać się konsensus co do nowego modelu rozwoju. Jednocześnie chciałbym widzieć więcej działań zmierzających do stabilizacji sytuacji finansów publicznych.

Źródło: Miesięcznik Finansowy BANK