To nie my, to oni…

To nie my, to oni…
Andrzej Lazarowicz. Źródło: aleBank.pl
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
Teoretycznie charakteryzować się nią powinien każdy dojrzały człowiek. W praktyce jednak każdy jej unika jak ognia? O czym mowa? Jak to o czym – o odpowiedzialności, pisze w Miesięczniku Finansowym BANK Andrzej Lazarowicz.

Prawdę jednak powiedziawszy, zbytnio się temu nie dziwię. Nie żebym się od odpowiedzialności odżegnywał, ale dlatego, że jako naród ze sprytu znany możemy zapytać, co to właściwie takiego jest owa odpowiedzialność?

I tu mamy zagwozdkę – „Wielki słownik języka polskiego” podaje bowiem, co następuje: 1) cecha kogoś, kto jest obowiązkowy i zdolny do ponoszenia konsekwencji za swoje postępowanie; 2) obowiązek dopilnowania kogoś lub czegoś; 3) obowiązek odpowiadania za to, że stało się coś niekorzystnego, co nie powinno się zdarzyć.

Może ktoś zatem stwierdzić, że po pierwsze wcale nie jest obowiązkowy, a po drugie – że nie jest zdolny do ponoszenia czegokolwiek, po trzecie zaś, że nie może odpowiadać za to, co może się zdarzyć, bo nikt – może oprócz Pana Boga – nie wie, co może się zdarzyć. A na dodatek jedno z praw Murphy’ego powiada, że „jeśli coś może pójść źle, to pójdzie”.

Sytuację ratuje nieco „Słownik języka polskiego PWN”, powiadający, że odpowiedzialność to jest: 1) obowiązek moralny lub prawny odpowiadania za swoje lub czyjeś czyny; 2) przyjęcie na siebie obowiązku zadbania o kogoś lub o coś.

Bo choć ktoś może twierdzić, że nie przyjmował na siebie żadnego obowiązku, to jednak nie może zaprzeczyć, że jako osoba żyjąca tu i teraz – a więc w określonych uwarunkowaniach społeczno-gospodarczych – jakoś tam za swoje czyny odpowiadać musi.

Chyba że specjaliści uznają, że jest niepoczytalną. Jak bowiem stwierdził Éric-Emmanuel Schmitt w „Tektonice uczuć”: „Człowiek jest tak cudownie skonstruowany, że zawsze zrzuca winę na innych. Albo przynajmniej wynajduje sobie okoliczności łagodzące.”

Słowa te pasują idealnie do sytuacji, jaka zdarzyła się u nas w sierpniu. Mam na myśli zatrucie Odry, a dokładniej zachowanie włodarzy, którzy za zaistniałą sytuację winią wszystkich wkoło, najchętniej tych z opozycji, samym zaś sobie nie mają nic do zarzucenia. Zaiste świętą rację miał Stanisław Jerzy Lec mówiąc: „odpowiedzialność jest wygodna, spoczywa chętnie na takich, co są nietykalni.”

A przy okazji dowiedzieliśmy się, a przynajmniej ja, że u nas w kraju tak naprawdę są tylko dwie grupy społeczne – udacznicy i nieudacznicy. Ci pierwsi doskonale na wszystkim się znają, wszystko doskonale umieją i gdyby tylko nie przeszkadzali im ci drudzy, bylibyśmy państwem w dostatek i mądrość opływającym.

Mam nad niektórymi tę przewagę, że przyszło mi żyć w PRL-u, trzeciej i czwartej Rzeczypospolitej, zatem pewien dystans do tego, co słyszę, zachowuję. A ta sytuacja z udacznikami i nieudacznikami jako żywo przypomina mi przypadek podany przez Roberta Stillera w „Wielkim śmiechu po żydowsku”. Otóż: „rabin wywodzi, że cokolwiek Bóg stworzył, stworzył doskonale. Na to garbus: „A mnie?”. Rabin: „jak na garbatego, to bardzo dobrze”.

Wydaje mi się, że wszystkich tych odżegnujących się od odpowiedzialności zawstydza „Mały książę”. Cóż z tego, że to postać fikcyjna stworzona przez Antoine’a de Saint-Exupéry’ego, skoro potrafi myśleć i czuć lepiej od żyjących tu i teraz. Kto z nich byłby w stanie stwierdzić: „Wiesz… moja róża… jestem za nią odpowiedzialny. A ona jest taka słaba. I taka naiwna. Ma cztery nic nie warte kolce dla obrony przed całym światem.”

Stanisław Mackiewicz, pisarz i w latach 1954–1955 premier rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie, w „Zielonych oczach” zauważył: „Od konfederacji barskiej, której nie lubię i nie szanuję, od kiedy bliżej ją poznałem, narodem polskim można najłatwiej rządzić, jeśli się wszystko potępia, za żadną rzeczywistość nie bierze odpowiedzialności, zawsze się apeluje do uczuć niezadowolenia, krytyki, bezwzględnego potępienia. Anglicy mają nad nami tą wielką wyższość, że pytają zawsze: pan krytykuje, a co pan zrobiłby na ich miejscu? U nas takie pytanie nie jest konieczne. Nasze życie publiczne to ciągła premia za całkowite poczucie nieodpowiedzialności”.

Jako żywo ma rację. Dodam jedynie – za Molierem (Jean-Baptistą Poquelin) – że dziś nikomu nie chce się nawet myśleć o tym, że „jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to, co robimy, ale także za to, czego nie robimy”.

A wszystkie sytuacje, w których pozostawia się potrzebujących samym sobie, porównałbym do jednej z ulubionych tabliczek językoznawcy dr. hab. Michała Rusinka, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, opisaną w jego „Pypciach na języku”. „Jej treść jest efektem inicjatywy, by tak rzec, oddolnej i brzmi: «Awaria toalety. Prosimy załatwiać się na własną rękę».”

Nic dodać, nic ująć.

Andrzej Lazarowicz,

Miesięcznik Finansowy BANK.

Więcej informacji i artykułów we wrześniowym numerze Miesięcznika Finansowego BANK. Polecamy!

Źródło: aleBank.pl