Rejterada byków na Wall Street

Rejterada byków na Wall Street
Fot. stock.adobe.com/LuckyStep
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
Początek czwartkowej sesji za oceanem nie zwiastował wielkich wydarzeń. Jednak jej ostateczny bilans był fatalny dla posiadaczy akcji. Silne spadki objęły zdecydowaną większość spółek, a najmocniej ucierpiał sektor technologiczny, z jego dotychczasowymi liderami na czele. Zarówno zasięg, jak i skala przeceny, wskazuje na możliwość wystąpienia poważniejszej korekty. Nie ominie ona również naszego rynku.

Szczególnie mocno ucierpiał indeks spółek technologicznych, tracąc 3,1 proc., najmocniej od listopada 2011 r. Spośród firm wchodzących w skład Nasdaq100, notowania tylko jednej były na niewielkim plusie, zaś ponad połowa zniżkowała o więcej niż 3 proc. O ponad 5 proc. taniały walory Facebooka, papiery Amazon i Yahoo szły w dół po 4 proc. Podobnie było w przypadku zniżkującego o 2 proc. S&P500, gdzie przed przeceną uchroniły się akcje jedynie 21 firm. Dow Jones stracił 267 punktów, czyli 1,6 proc.

Masowa ucieczka od akcji, jak i skala przeceny potwierdzają, że możemy mieć do czynienia z początkiem większej korekty, na którą zanosiło się już od dawna. Sygnałem ostrzegawczym mógł być już piątkowy spadek S&P500 o 1,3 proc. i poniedziałkowa poprawka o 1,1 proc. Środowe mocniejsze odbicie, zainspirowane gołębią interpretacją treści protokołu z ostatniego posiedzenia Fed, okazało się pułapką. Podobnie, jak wspomniana interpretacja, której siła, jak można się domyślać, prysła pod wpływem spadku liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych do 300 tys., czyli do poziomu najniższego od maja 2007 r., czyli okresu największej euforii, o zaledwie kilka miesięcy poprzedzającej wybuch kryzysu finansowego. Można się również domyślać, że jednym z istotnych powodów czwartkowego tąpnięcia były fatalne dane z Chin, gdzie w marcu eksport zmniejszył się o 6,6 proc., a import spadł o 11,3 proc.

Można jednak uznać, że obie informacje stanowiły jedynie katalizator zmiany nastrojów, które zaczęły się psuć już kilka dni wcześniej. Potwierdziły one bowiem jedynie wagę czynników, na które inwestorzy przymykali oko, mimo, że ich znaczenia nie należało lekceważyć. Mowa tu o dość jasno określonej perspektywie zmiany polityki pieniężnej Fed oraz obecnych nie od dziś obawach, związanych z kondycją chińskiej gospodarki. Automatycznie pojawia się pytanie o zasięg korekty. Technicy pierwszego wsparcia będą wypatrywali w rejonie 1800 punktów w przypadku S&P500, a kolejnego 50 punktów niżej, w okolicach dołka z początku lutego. Dawałoby to odpowiednio spadek o 4,8 lub 7,4 proc. Poprzednia większa korekta ze stycznia i lutego odebrała indeksowi 5,7 proc. Czynnikami fundamentalnymi wpływającymi na skalę obecnej fali spadków będą przyszłotygodniowe informacje dane dotyczące gospodarki USA, tempa wzrostu chińskiego PKB i wyniki amerykańskich spółek oraz ich interpretacja przez inwestorów.

Dziś opublikowane zostaną raporty JP Morgan i Wells Fargo. Z danych mogących bezpośrednio wpłynąć na decyzje inwestorów, warto zwrócić uwagę jedynie na indeks nastrojów gospodarstw domowych. Oczekuje się jego wzrostu z 80 do 81 punktów. Nie wydaje się, by pozytywna niespodzianka mogła poprawić fatalne nastroje na Wall Street, jednak rozczarowanie mogłoby jeszcze bardziej je pogorszyć.

Nie spodziewające się niczego złego rynki europejskie, mogą dziś reagować bardzo nerwowo na to, co stało się na Wall Street. Dotyczy to również naszego parkietu, który w ostatnich dniach sprawiał wrażenie dość mocnego, na tle nerwowości widocznej choćby we Frankfurcie. W przypadku WIG20 bilans pierwszych czterech sesji tygodnia wygląda jak prawdziwy bilans, czyli wychodzi na zero, z kolei DAX ma sięgające 2,5 proc. manko, a niedobór w Paryżu wynosi 1,6 proc. Interesująca robi się też interpretacja wyraźnego wzrostu obrotów w trakcie dwóch ostatnich sesji. Zjawisko to można było uznawać za potwierdzenie siły byków i być może przygotowanie do solidniejszego ruchu w górę.

Zagrożenie rozszerzeniem się wyprzedaży akcji potwierdza zachowanie się rynków azjatyckich. Dziś wszystkie były na minusie, z wyjątkiem wskaźnika w Indonezji, który spadł o 3 proc. w czwartek. Skala przeceny nie była zbyt duża. Jedynie Nikkei zniżkował na godzinę przed końcem handlu o ponad 2 proc. W przypadku pozostałych wskaźników straty nie przekraczały 1 proc.

Kontrakty terminowe rano nie sygnalizowały oznak paniki. Zarówno ten na indeksy amerykańskie, jak i główne wskaźniki europejskie, zniżkowały po około 0,1 proc.

Roman Przasnyski
Open Finance