Opinie zawieszone w sieci: kwiecień 2013

Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter

nbs.2013.04.foto.050.250xDOTACJE: PRAWDA I FAŁSZ

Unijne fundusze mające zwiększać innowacyjność polskich firm rozwijają tylko biurokratyczne know-how w wyciąganiu publicznych pieniędzy. Już sam pomysł, że urzędnicy będą uczyć przedsiębiorców innowacyjności i oceniać ich biznesplany, brzmi humorystycznie. Przecież gdyby urzędnicy znali się na biznesie i ocenie ryzyka, to nie tkwiliby na państwowych posadach, tylko zarabiali krocie na rynku. Ale kwoty, jakie do rozdania mają urzędnicy, śmieszne już nie są. Na program "Innowacyjna Gospodarka" (dotacje unijne na lata 2007-2013) przeznaczono 390 mln euro (około 1,3 mld zł).

Dzięki temu programowi urzędnicy chcą stworzyć 17,5 tys. nowych miejsc pracy, 11 tys. usług elektronicznych, a odsetek firm otrzymujących zamówienia przez sieć ma zostać zwiększony pięciokrotnie (z 10 do 50 proc.). To oczywiście wzrost, który i tak by nastąpił. Plan urzędników był więc prosty: przemielić sporo kasy na obsługę (ekspercką oczywiście) tworzenia programu, pisanie aktów prawnych, doradzanie przedsiębiorcom.

Uważam Rze
Tomasz Cukiernik, publicysta

SOCJALIZM WIECZNIE ŻYWY

– Wydawać by się mogło, że pokolenie starsze, które większość życia przeżyło za czasów socjalizmu, powinno uważać ten ustrój za skompromitowany. Często jednak jest wręcz przeciwnie – tę socjalistyczną przeszłość darzy się sentymentem. Dlaczego?

– Starsze pokolenie oduczyło się odpowiedzialności za swój los. Oczywiście są wyjątki. Ktoś traci pracę, zakłada firmę i wiedzie mu się na tyle lepiej, że narzeka, że nie został zwolniony wcześniej. Jednak statystycznie ludzie starsi w Polsce jednak są bierni. Ciekawą grupą są twórcy i artyści. Oni nie są bierni, ale w przewrotnym znaczeniu. Otóż najpierw poparli przemiany ustrojowe, ale potem zorientowali się, że życie w kapitalizmie nie jest łatwe. Bo trzeba oferować swoją twórczość tak, żeby inni byli skłonni ją kupić. Niektórzy nie radzili sobie z tym. Zaczęli więc walczyć o państwowe wsparcie. I tak powstał na przykład Państwowy Instytut Sztuki Filmowej. Argument za jego istnieniem? Szary obywatel nie jest w stanie sfinansować wysokiej sztuki. Tylko że to oni definiują, co to wysoka sztuka. To modelowy przykład skoku na kasę. Na szczęście młode pokolenie jest inne. W trakcie zmian pokoleniowych przekroczona zostanie w końcu masa krytyczna i społeczeństwo stanie się znaczniej bardziej liberalne. Wie pan, dlaczego Mojżesz trzymał naród wybrany przez 40 lat na pustyni?

– Dlaczego?

– To był bardzo mądry człowiek. Wiedział, że starsze pokolenie, które życie spędziło pod jarzmem faraona, nie będzie w stanie stworzyć dobrze funkcjonującego nowego państwa. Te 40 lat to było czekanie, aż w naturalnym procesie wymienią się pokolenia. Kryzys paradoksalnie przyśpieszy proces edukacji społeczeństwa, bo dzięki niemu ludzie zaczęli się interesować ekonomią, zaczęli się samoedukować.

– Skąd pewność, że sięgną do właściwych podręczników, a nie do Keynesa choćby?

– Ludzie nie lubią, gdy ktoś nimi steruje, a to właśnie proponuje Keynes i jego poplecznicy. To ich podstawowy błąd – myślenie w kategoriach inżynierii społecznej. Jest to szczególnie widoczne, gdy zapoznać się z modelami Keynesowskimi IS-LM czy AD-AS. Tworzy się model, wyciąga wnioski i mówi: zastosujmy go! Tyle że ten model nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.

Albo weźmy mnożnik fiskalny. Z jednej strony obserwacja, że jeśli inwestuje się jednego dolara, to chce się go pomnożyć do, powiedzmy, ośmiu, jest słuszna. Ale już, założenie, że państwo jest tak samo efektywne w mnożeniu dolarów, co sektor prywatny jest nierealistyczne. A proszę pamiętać, że właśnie takie założenie przyjmuje powszechnie uznawana koncepcja PKB! Tam dodaje się inwestycje prywatne i publiczne, tak jakby były tej samej kategorii! Tutaj dochodzimy do zasadniczej różnicy w myśleniu Hayekiem i myśleniu Keynesem. W tym pierwszym, odpowiedzialność za swoje decyzje ponosi jednostka, rząd nie zabiera jej pieniędzy, by za nią inwestować. W tym drugim, rząd zabiera jednostce pieniądze, inwestuje je, a że w większości nietrafnie? Cóż, nikt za to nie poniesie odpowiedzialności, ani polityk, ani jednostka, która tego polityka wybrała. Koniec końców Hayek pozwala ludziom na naukę na własnych błędach, u Keyenesa nie uczy się nikt.

– Nie sądzi pan, że to wszystko łatwo mówić, ale gdyby został pan na przykład premierem, zmieniłby pan zdanie o 180 stopni? Jak np. Jacek Rostowski, który kiedyś był konserwatywnym liberałem, a teraz jest po prostu pragmatykiem?

– To, że władza korumpuje podkreślał już Lord Acton. Alan Greenspan, zanim objął szefostwo w amerykańskim banku centralnym, był zwolennikiem Ayn Rand i standardu złota! Ale nie każdy polityk daje się skorumpować. Przykładem może być William Gladstone w XIX w. On nie szedł do władzy, żeby zbierać pieniądze w podatkach, albo popierać kolegów przemysłowców, ale aby zrealizować misję. Wielka Brytania w 1820 r. miała ok. 260 ...

Artykuł jest płatny. Aby uzyskać dostęp można:

  • zalogować się na swoje konto, jeśli wcześniej dokonano zakupu (w tym prenumeraty),
  • wykupić dostęp do pojedynczego artykułu: SMS, cena 5 zł netto (6,15 zł brutto) - kup artykuł
  • wykupić dostęp do całego wydania pisma, w którym jest ten artykuł: SMS, cena 19 zł netto (23,37 zł brutto) - kup całe wydanie,
  • zaprenumerować pismo, aby uzyskać dostęp do wydań bieżących i wszystkich archiwalnych: wejdź na aleBank.pl/sklep.

Uwaga:

  • zalogowanym użytkownikom, podczas wpisywania kodu, zakup zostanie przypisany i zapamiętany do wykorzystania w przyszłości,
  • wpisanie kodu bez zalogowania spowoduje przyznanie uprawnień dostępu do artykułu/wydania na 24 godziny (lub krócej w przypadku wyczyszczenia plików Cookies).

Komunikat dla uczestników Programu Wiedza online:

  • bezpłatny dostęp do artykułu wymaga zalogowania się na konto typu BANKOWIEC, STUDENT lub NAUCZYCIEL AKADEMICKI