Na marginesie zbliżającego się upadku trzeciej największej giełdy kryptowalut na świecie

Na marginesie zbliżającego się upadku trzeciej największej giełdy kryptowalut na świecie
Dr Michał Nowakowski, prezes Zarządu PONIP. Źródło: PONIP
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
Nie chcę zaczynać artykułu jak większość serwisów informacyjnych w ostatnich dniach, ale nie sposób nie odnieść się w tym miejscu do zbliżającego się upadku FTX, czyli jak dotychczas trzeciej największej giełdy kryptowalut na świecie. Wiele nagłówków „krzyczy” o końcu walut wirtualnych, wskazując jak ważna jest w tym wszystkim regulacja i konieczność sprawowania efektywnego nadzoru. Bardzo słusznie zresztą, bo tam gdzie środki finansowe i konsument, tam spore ryzyko, którym trzeba odpowiednio zarządzać, dr Michał Nowakowski, prezes PONIP.

Także wtedy, gdy mówimy o PODOBNO zdecentralizowanym świecie kryptowalut opartym o PODOBNO myśl libertariańską i ucieczkę od opresji ze strony władzy. Wszystko opakowane przez #blockchain i #dlt, czyli technologię rozproszonego rejestru. Przynajmniej w teorii.

Bank Światowy o strukturze rynku kryptoaktywów

Jeżeli ktoś mnie czyta od dłuższego czasu, to zapewne nie będzie zaskoczeniem, że nie jestem wielkim zwolennikiem utopijnej decentralizacji, której w praktyce jeszcze nie uświadczyliśmy na szerszą skalę, a kwestię (mądrej) regulacji i nadzoru stawiam na piedestale, bo wiem jak bardzo jest to istotne nie tylko z punktu widzenia konsumenta, ale także państwowości czy bezpieczeństwa systemu finansowego.

Pisząc o utopijnej decentralizacji mam na myśli także to, że tworzące się ramy zdecentralizowanego świata kryptowalut (nie oszukujmy się ‒ jesteśmy dopiero na początku tej trudnej drogi) nijak nie można nazwać zdecentralizowanymi.

W jednym z opracowań ekspertów Banku Światowego znajdziemy wiele ciekawych informacji co do struktury rynku kryptoaktywów z którego jasno wynika, że obrót na kryptowalutach odbywa się:

w większości poprzez giełdy kryptowalutowe oraz

w większości w imieniu i na rzecz podmiotów instytucjonalnych.

Transakcje typu Peer-2-Peer, a więc pomiędzy użytkownikami i z pominięciem pośredników (a także opłat za to pośrednictwo, choć często za stosowną opłatą typu gas fee), stanowią na razie niewielki odsetek całego spektrum transakcji i działań na zróżnicowanych kryptoaktywach. Oznacza to, że transakcje są w dalszym ciągu realizowane w modelu scentralizowanym opartym o pośrednictwo i opłaty za nie.

Użytkownicy, którzy chcą opuścić strefę tzw. on-chain, czyli przykładowo wymienić tokeny na walutę fiducjarną (tradycyjną) lub dokonać zamiany tokenów z jednego protokołu na drugi muszą (z pewnymi eksperymentalnymi wyjątkami) korzystać z obsługi świadczonej przez instytucje, które nie różnią się niczym od wielu przedsiębiorstw notowanych na giełdach czy platform #bigtech, które uważane przez zwolenników (totalnej) decentralizacji za zło ostateczne.

Giełdy kryptowalutowe, przynajmniej w większości jurysdykcji, podlegają specyficznym dla kryptoaktywów regulacjom, w tym także w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowania terroryzmu #aml, jak również klasycznym off-chainowym (znajdujących się poza siecią blockchain) wymogom prawa, np. w zakresie ochrony konsumenta czy ochrony danych osobowych.

Są także źródłem wielu pokus, bowiem mogą one generować naprawdę spore zyski, zarówno dla inwestorów, jak i założycieli takich giełd, a nie oszukujmy się ‒ każdy chce ostatecznie zarobić, nawet jeżeli twierdzi, że robi to wyłącznie dla dobra użytkowników. Przykład FTX jest jednym z brzegu, a znaleźć można ich znacznie więcej.

Z tej perspektywy świat zdecentralizowany nie różni się tak bardzo od znanego nam świata „chciwych korporacji” i ich prezesów. Różnica jest taka, że naprawdę dobre i perspektywiczne technologie związane z kryptografią, przejrzystością i większą kontrolą danych, zaczyna się WYŁĄCZNIE wiązać z obszarem #defi, który ‒ podobnie jak tradycyjny sektor finansowy ‒ jest źródłem wielu nie do końca pozytywnych zjawisk.

Czytaj także: Kierunki uregulowania i opodatkowania krypto – podsumowanie debaty Kochański & Partners

Waluty cyfrowe banków centralnych czyli CBDC – większe bezpieczeństwo?

Wcale nie oznacza to, że #defi jest złym pomysłem. Samo założenie, że transakcje mają hulać pomiędzy użytkownikami, z pominięciem nadmiernie rozbudowanego aparatu pośrednictwa, jest koncepcją co najmniej wartą rozważenia.

Już dzisiaj wiemy ‒ z doświadczeń tradycyjnych instytucji, jak banki centralne ‒ że zarówno #blockchain, jak i #dlt w połączeniu z bardziej wiekowymi rozwiązaniami, jak algorytmizacja, mogą przyczynić się do przyśpieszenia transakcji, a także ucywilizowania rozliczeń i rozrachunku, które będą przystawały do cyfrowych czasów.

Mowa tutaj oczywiście o #cbdc, a więc walutach cyfrowych banków centralnych, ale i inne rozwiązania są obecnie testowane w celu stworzenia globalnej sieci płatności. Te rozwiązania mają być jednak wdrażane i realizowane nie w oparciu o całkowite zaprzestanie regulacji, kontroli i nadzoru, a właśnie w tych ramach, choć zmienionych, aby odpowiadały one wyzwaniom tych technologii. Dlatego nadzorcy eksperymentują chociażby z koncepcją #embeddedsupervision, która umożliwić ma nadzór nad transakcjami #onchain w czasie rzeczywistym.

Czytaj także: Mastercard udostępnia bankom narzędzia zwiększające bezpieczeństwo transakcji w kryptowalutach

Wyzwania dla instytucji nadzorczych

Wyzwań jest tutaj oczywiście więcej i obejmują także kwestie efektywności i skuteczności procesów #amlcft, czyli związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, które spędzają sen z powiek zarówno tradycyjnemu systemowi finansowemu, jak i #defi.

Niejako na marginesie (choć jest to bardzo istotna kwestia) próbuje się zaadresować kwestie związane z ochroną konsumentów (inwestorów? posiadaczy?), co jednak nie jest zadaniem łatwym, jeżeli nie chcemy zapewnić (lub nie możemy) pełnej przejrzystości procesów i transakcji. Zarówno w USA, jak i w UE czy niektórych krajach azjatyckich, prowadzone są prace nad nową legislacją, która zaadresuje te wyzwania. Przynajmniej na papierze, bo nie jest problemem stworzyć akt prawny czy regulację, ale ją wyegzekwować.

Świat transakcji zdecentralizowanych, niezależnie czy mówimy tutaj o kryptowalutach czy różnych produktach opartych o #blockchain i #dlt, będzie musiał się w którymś momencie zderzyć z rzeczywistością i wybrać swoją drogę, tj. uregulowanie najważniejszych aspektów tego modelu lub przeniesienie się ‒ jeszcze bardziej ‒ w szarą lub nawet czarną strefę.

Innej opcji nie widzę. Dlaczego? Zwolennicy swoistej rewolucji opartej o decentralizację często zdają się nie rozumieć specyfiki naszego świata. Owszem, jest on zdominowany przez instytucje finansowe i poddany „opresji” (prośba o potraktowanie tego z przymrużeniem oka) prawno-regulacyjnej, ale z drugiej strony jest to wynik jakiegoś układu, swoistej umowy społecznej, która ma zapewnić nam jakąś formę bezpieczeństwa.

Nie oznacza to oczywiście, że w niektórych obszarach nie jest to świat zepsuty. Jest, jak najbardziej. Rzecz w tym, żeby starać się naprawić ułomności systemu, a nie wywracać go do góry nogami. Abstrahując oczywiście od tego czy jest to w ogóle możliwe, a moim zdaniem ‒ bez globalnej rewolucji, w której „poleje się krew” ‒ jest to po prostu niemożliwe.

Oznacza to, że powinniśmy zrozumieć, że uregulowanie i uporządkowanie tej kwestii jest w interesie nas wszystkich. Nie spowoduje to, że nagle przestaną się pojawiać wiadomości, jak te dotyczące FTX, ale z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że ilość fraudów (oszustw) zmaleje, a bezpieczeństwo systemu finansowego istotnie się zwiększy.

Czy spowoduje to radykalne obniżenie atrakcyjności niektórych produktów i usług finansowych opartych o #defi? Możliwe, ale czy dzisiaj ten rynek różni się od tradycyjnego rynku kapitałowego czy #fx? Raczej nie, podlega takim samym zasadom jak każdy system finansowy czy monetarny i dopóki wokół niego będą ludzie, to będzie on działa właśnie w taki sposób. Każdy będzie realizował swoje założenia i cele. Nie zawsze patrząc na drugiego człowieka.

Czy oznacza to, że #defi jest niemożliwe do zrealizowania w 100%? Moim zdaniem nie jest. I nie jest to też nam potrzebne. Powinniśmy przyjąć raczej ewolucyjne podejście, w którym będziemy szukali synergii pomiędzy #tradfi a #defi, wykorzystując korzyści nowych rozwiązań technicznych, eliminując słabości każdego z systemów i tworząc korzyść dla społeczeństw i gospodarek. Tylko wtedy będzie miało to sens i zapewni nam większe bezpieczeństwo oraz satysfakcję.

Chodzi przecież o to, aby stworzyć nowy system, ale taki, który jest bezpieczny i korzystny dla jego uczestników, a nie tylko wąskiej grupy interesariuszy. Chyba, że tak nie jest, a wolnościowe apele są jedynie przykrywką dla realizacji partykularnych celów, o których co jakiś czas słyszymy w kontekście tzw. bad actors na rynku #defi #blockchain i #dlt.

Nam chodzi przecież o demokratyzację finansów, a nie budowanie przewagi wąskiej grupy interesów. Na tym ma polegać decentralizacja. Przynajmniej w moim rozumieniu.

Dr Michał Nowakowski,

prezes Zarządu Polskiej Organizacji Niebankowych Instytucji Płatności (PONIP).

Poglądy i opinie wyrażone w niniejszym artykule stanowią wyłącznie osobiste poglądy autora i nie mogą być utożsamiane z poglądami lub opiniami instytucji, z którą autor jest lub był związany.

Źródło: BANK.pl