Inflacja w USA w dół, w UE w górę, dlaczego?

Inflacja w USA w dół, w UE w górę, dlaczego?
Jan Cipiur Fot. Autor
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
Dwie przeciwbieżne informacje o inflacji w dwóch potęgach gospodarczych świata. W USA lekki spadek tempa wzrostu cen, z 9,1 proc. w czerwcu do 8,5 proc. w lipcu 2022 r. W Niemczech też lekka zmiana w tym samym okresie, ale w inną stronę – nad Renem ceny w czerwcu wzrosły o 8,2 proc., a w lipcu o 8,5 proc.

Wprawdzie w obliczu wielkiej niepewności związanej przede wszystkim z wojną toczoną przez Rosję przeciw Ukrainie to bardziej wróżenie z fusów, ale wydaje się, że w kolejnych miesiącach rozziew inflacji między Niemcami i w ogóle Europą, a Ameryką będzie się pogłębiał.

Wg. Eurostatu, wskaźnik dla Unii Europejskiej urósł przez miesiąc z 9,6 do 9,8 proc., przy czym najszybciej w państwach bałtyckich całkowicie do tej pory zależnych od surowców energetycznych z Rosji i zbyt małych, żeby zaabsorbować szok związany z odcięciem ich dostaw.

W tych trzech krajach inflacja przekroczyła w lipcu 20 proc. Najwyższa była w Estonii – 23,2 proc. Po części z tego samego powodu wielkie kłopoty z cenami mają Czesi – gdzie ceny wzrosły w lipcu o 17,3 proc. – czyli o prawie 3 punkty procentowe szybciej niż w Polsce.

W USA tanieją drewno i paliwa

Natomiast za oceanem ceny najważniejszych towarów ujmowanych bezpośrednio lub pośrednio w koszyku cen dóbr konsumpcyjnych hamują.

Najbardziej spektakularny jest spadek cen drewna na dostawy w przyszłości (futures). Od stycznia, kiedy osiągnęły szczyt na poziomie 1329 dol. za 1000 tzw. board feet (stóp deskowych), zeszły na początku sierpnia do 500 dol., tj. zmalały o 60 proc. (Board foot to deska o długości i szerokości 1 stopy i grubości 1 cala, czyli 0,00236 m3).

Sytuacja na składach drewna wpływa niepomiernie na kluczowy dla inflacji poziom cen w budownictwie mieszkaniowym. Informacje dla potencjalnych nabywców są odrobinę lepsze.

W lipcu mediana cen domów na rynku wtórnym wzrosła wprawdzie o prawie 11 proc. w porównaniu z lipcem 2021 r., ale w porównaniu z czerwcem tego roku spadła ze szczytu na wysokości 413 800 dol. o 10 000 dol., tj. do 403 800, czyli o przyzwoitą miesięczną wypłatę.

Bardzo duży wpływ na indeks cen konsumpcyjnych CPI mają ceny ropy, w USA ze względu na realia komunikacyjne, większy niż w Europie. Ceny ropy amerykańskiej spadły ze 120 dol. za baryłkę w marcu do poniżej setki obecnie, czyli o ponad 25 proc. Znajduje to automatyczne odbicie w cenach paliwa, które potaniało przy pompie z ponad 5 dolarów do ok. 4 dol. za galon.

Stany są pod względem ropy i gazu praktycznie samowystarczalne, podobnie ma się sprawa z drewnem, którego jest ponadto w bród w sąsiedniej Kanadzie.

Europa zależy od dostaw z Rosji, a już niebawem będzie musiała polegać głównie na Bliskim Wschodzie, który ma okazję do sowitego nadzwyczajnego zarobku i poluzować uścisku cenowego paliw nie zamierza.

Żegnaj wysoka inflacjo?

Wskutek wielkich zakłóceń produkcyjno-transportowych musiały zwolnić taśmy produkcyjne wszystkich wielkich koncernów motoryzacyjnych świata, co wywindowało w USA popyt na samochody używane. 

Do obserwacji ich amerykańskiego rynku służy m.in. indeks Manheim, w którym punktem odniesienia jest rok 1995 = 100. W 2019 r. jego wartość wyniosła 139 proc., w styczniu 2022 r. – 236 proc., a w sierpniu – 211,6 proc. Tegoroczna tendencja spadkowa jest wyraźna i trwa bez zakłóceń od początku roku.

Pojawiają się w USA głosy, że najgorszy etap inflacji Amerykanie mają już za sobą

W USA spadły ceny stali, zbóż, kobaltu, ale także jajek, bez których nie ma amerykańskiego śniadania. Obserwacją rynku głównych produktów żywnościowych, w tym jajek zajmuje się firma Urner Barry. Zgodnie z jej ustaleniami, w tych dniach tuzin dużych jajek ze Środkowego Zachodu kosztował w hurcie 2,16 dol. i potaniał aż o 37 proc. w porównaniu z końcem lipca.

Dla konsumentów, którzy doświadczyli w lipcu wzrostu cen jajek o 47 proc. jajeczny koszmar wywołany brakiem podaży z powodu jednego z najgorszych epizodów ptasiej grypy wydaje się kończyć.

Ostatni, ale nie najmniej ważny fakt to normalizacja amerykańskich cen w transporcie, a zwłaszcza cen frachtów morskich. Koszty przewozu i dowozu towarów są w innym ujęciu kosztem czasu, który zawsze jest drogi, ale w wyniku pandemii przekraczał wyobrażenia o drożyźnie.

W wyniku połączenia powyższych informacji i danych pojawiają się w USA głosy, że najgorszy etap inflacji Amerykanie mają już za sobą. Byłaby to świetna wiadomość wobec wielkich obaw o wejście gospodarki w recesję.

Jeśli ceny przestaną rosnąć, może zmaleć presja na podwyżkę stóp procentowych, kredyt nie zdrożeje, gospodarka amerykańska postara się o żwawsze ruchy.

Pesymizm w Europie

Perspektywy Europy są znacznie gorsze. Kraje Unii, a zwłaszcza Niemcy, są znacznie bardziej zależne od handlu zagranicznego, a więc również od „importu” inflacji surowcowej i podzespołowej. Z drugiej strony droższe w wyniki inflacji towary i usługi trudniej będzie sprzedawać Europie za granicę, zwłaszcza do państw spoza dwudziestki-trzydziestki najbogatszych.

Federalny Urząd Statystyczny podał właśnie, że ceny producentów niemieckich skoczyły w lipcu w relacji rok do roku o niesłychane 37,2 proc., głównie w wyniku podwojenia cen nośników energii. Emfaza jest usprawiedliwiona, bowiem tak dużego wzrostu nie doświadczono w Niemczech od momentu początku rejestracji takich danych w 1949 roku.

Statystycy są beznamiętni, politycy zwieszają głowy. Niemieckie ministerstwo finansów podkreśla w cyklicznej analizie sierpniowej, że „perspektywy dalszego rozwoju  (gospodarki) są dziś odczuwalnie posępne”, dodając że zaznacza się „wysoki stopień niepewności”.

Czy Ameryka poradzi sobie lepiej od Niemiec i całej Europy to oczywiście pytanie nadal otwarte. Gdyby było to pewne, posiedlibyśmy wszelkie rozumy w kwestii inflacji, której w ostrej postaci już nigdy by nie było.

Wiadomo jedynie z całkowitą pewnością, że ceny nie wrócą do wcześniejszych poziomów, chyba że w wyniku sztuczki w postaci denominacji.

Gdy w Niemczech tylko grzmi, to u nas szaleją burze gospodarcze. Kto pamięta smaczny chleb w cenie poniżej 2 złotych za solidny bochen? Już niebawem, już niedługo będziemy za taki płacić 20 złotych oraz więcej.

Rozpatrując siłę nabywczą studolarówki dowiedzieć można się z przykrością, że 100 dol. z 2019 r. to dziś 106 dolarów, do banknotu z 2000 r. trzeba dziś „dopłacić” 57 dol., a za studolarówkę z 1980 r. trzeba by dać teraz 329 dolarów.

Inflacja to chyba najbardziej niedoskonały wytwór ludzkiej działalności. Nie zaniknie i będzie nam towarzyszyć jak towarzyszą nam codzienne wschody i zachody słońca, no chyba, że nasza gwiazda nagle zgaśnie.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.
Źródło: aleBank.pl