Finansowanie energetyki gazowej niebezpieczne dla banków?

Finansowanie energetyki gazowej niebezpieczne dla banków?
Diana Maciąga. Źródło: Koalicja Klimatyczna
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
„Gaz – zły biznes dla banków i dla środowiska”, pod takim tytułem ukazał się raport, który otrzymaliśmy od Fundacji RT-ON „Rozwój TAK - Odkrywki NIE”. Naszą uwagę zwrócił pierwszy rozdział raportu, którego autorką jest Diana Maciąga, koordynatorka ds. klimatu i energii Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, ekspertka Koalicji Klimatycznej.

W rozdziale tym czytamy, że w przypadku odejścia od paliw kopalnych, zgodnie z wyznaczonym przez naukę celem ochrony klimatu, technicznie dostępne złoża nie zostałyby wykorzystane, a związana z nimi infrastruktura zostałaby celowo wycofana z użytku. Także byłyby wycofane inwestycje, które nie zostały jeszcze zamortyzowane, co dotkliwie odczułyby instytucje finansowe zaangażowane w finansowanie i ubezpieczanie inwestycji związanych z energetyką gazową i węglową.

Autorka zwraca uwagę na fakt, że napaść Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku i związany z tym kryzys energetyczny otworzył drogę do realizacji szeregu projektów infrastruktury gazowej, które zostały wcześniej porzucone, znajdowały się w fazie planów lub w ogóle nie były rozpatrywane.

W związku z prognozowanym spadkiem zużycia gazu i podjętymi przez państwa członkowskie UE zobowiązaniami do znacznego ograniczenia zużycia paliw kopalnych, znaczna część tych aktywów jest narażona na ryzyko, że staną się aktywami osieroconymi.

Eksperci Carbon Tracker ostrzegają, że zgodnie z celem osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku pięć nowych elektrowni gazowych planowanych w Polsce, które mają rozpocząć działalność w latach 2023-2027 (Ostrołęka C, Rybnik, Grudziądz i 2 bloki gazowe w Elektrowni Dolna Odra) powinno zostać zamkniętych średnio po 7 latach od uruchomienia. Deweloperzy ponieśliby z tego tytułu stratę rzędu 200 milionów dolarów.

Jak twierdzi Diana Maciąga, gazowe elektrownie już w latach ’30 będą przegrywały konkurencję z odnawialnymi źródłami energii.

Po lekturze raportu postanowiliśmy zadać kilka pytań ekspertce Koalicji Klimatycznej.

Robert Lidke: Jak zapewnić stabilizowanie  systemu energetycznego w Polsce, jeżeli nie wieje wiatr i nie świeci słońce?

Diana Maciąga: Mogą to być magazyny energii. Chodzi nie tylko o baterie, ale także o elektrownie szczytowo-pompowe. Samochody elektryczne też mogą pełnić funkcję dużego rozproszonego magazynu energii.

Do stabilizacji systemu energetycznego w małych, elastycznych elektrowniach wystarczyłyby nam 4 mld m3 gazu, ale nie kopalnego, a biometanu wytwarzanego np. z odpadków rolniczych w biogazowniach i biometanowniach.

W Polsce mamy potencjał na produkcję do 8 mld m3 biometanu. Te wyliczenia podaję za NCBR, który stworzył rożne modele mixu energetycznego uwzględniające szereg źródeł energii, także atom.

Jako stabilizator systemu energetycznego oprócz biometanu może być też w niewielkim stopniu wykorzystywany zielony wodór. Pochodziłby on z nadwyżek produkcji OZE uzyskanych w lecie kiedy intensywnie świeci słońce i w okresie silnych wiatrów, czyli w czasie kiedy system nie będzie potrzebował takiej ilości energii jaka wtedy będzie produkowana.

Kolejnym ważnym – jeśli nie najważniejszym – elementem jest efektywność energetyczna, która pozwala na zmniejszenie zapotrzebowania na energię bez obniżania naszego komfortu życia.

Jak szybko można zbudować taki system zabezpieczający naszą energetykę?

To wszystko zależy od woli politycznej, umiejętnego wykorzystania np. funduszy unijnych, uwolnienia potencjału słońca i wiatru.

Transformacja energetyczna to projekt na wiele lat, ale powiem tylko, że już dziś mamy w Polsce ponad milion prosumentów i 10 GW mocy zainstalowanej w energetyce słonecznej – więcej niż Ministerstwo Energii zakłada na 2030 rok.

Elektrownie gazowe, o których się teraz mówi mogą powstać najwcześniej około 2025-2027 roku. Jeśli chcemy uniknąć klimatycznego chaosu, to wkrótce po ich uruchomieniu powinniśmy je zamknąć.

Elektrownie atomowe powstaną jeszcze później i nie odegrają roli ani w kluczowej redukcji emisji gazów cieplarnianych do końca tej dekady, ani w zastąpieniu węgla czy gazu, za to będą szalenie drogie.

Dlatego uważamy, że nie powinny być one budowane w Polsce, a środki na ich budowę trzeba inwestować w transformację energetyczną przynoszącą efekty tu i teraz.

Tak więc budowa biogazowni i biometanowni powinna być jak najszybciej rozpoczęta. Także natychmiast powinniśmy przystąpić do modernizacji sieci energetycznej, aby była wstanie odbierać energię elektryczną wytwarzaną przez rozproszone instalacje fotowoltaiczne i wiatraki.

To był jeden z celów, na które miały być wydawane pieniądze uzyskane przez Polskę z systemu ETS, czyli ze sprzedaży uprawnień  do emisji CO2.

Wraz ze wzrostem ilości zielonej energii będzie też możliwa produkcja zielonego wodoru. Jednak trzeba pamiętać, że będzie go relatywnie niewiele i tylko dla nielicznych zastosowań. Odegra pewną rolę w stabilizacji systemu, ale nie należy widzieć w nim zamiennika gazu kopalnego.

A co z lokalnymi ciepłowniami dostarczającymi ciepło do małych osiedli, spółdzielni mieszkaniowych? Czy nie powinny tam powstawać ciepłownie oparte o gaz?

W tym przypadku sprawa jest bardziej skomplikowana. Przede wszystkim należy zwiększyć nakłady na termomodernizację i jej tempo. Masowo ocieplać budynki.

33% polskich domów nie ma żadnego ocieplenia. Mamy tu wiele do nadrobienia i z tego powodu zużywamy, a raczej marnujemy, zbyt dużo energii.

Termomodernizacja pozwoli w dalszej perspektywie na elektryfikację ciepłownictwa. Sprzedaż pomp ciepła przyspiesza, podwoiła się w stosunku do ubiegłego roku i jesteśmy na tym polu liderem w Unii. Z kolei nowe budynki powinny być budowane tylko w standardzie pasywnym.

Źródło: aleBank.pl