Coraz więcej niewypłacalnych polskich firm. Przedsiębiorstwa mają problem ze wzrostem kosztów wynagrodzeń

Coraz więcej niewypłacalnych polskich firm. Przedsiębiorstwa mają problem ze wzrostem kosztów wynagrodzeń
Pieniądze Fot. stock.adobe.com/Karolina Chaberek
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
W kwietniu 2019 w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informację o 73 niewypłacalnych polskich firmach wobec 76 w kwietniu 2018 roku, co oznacza spadek o 4% w porównaniu r/r. Jednocześnie od początku roku liczba niewypłacalności wzrosła o 7% w porównaniu do analogicznego okresu przed rokiem (I-IV), co w skali całego roku oznaczać może utrzymanie dynamiki wzrostu tej liczby na poziomie ubiegłorocznym (+10%), pomimo statystycznego efektu wysokiej już bazy w 2018 roku.

Wzrost kosztów #wynagrodzenia najbardziej dotkliwy dla sektorów #usług i #handel - wynika z raportu @eulerhermes

Liczba niewypłacalności polskich firm w kwietniu była nieznacznie niższa niż przed rokiem – efekt zarówno skokowego zwiększenia się liczby niewypłacalności miesiąc wcześniej, w marcu (na koniec roku finansowego w wielu przedsiębiorstwach) a także ogólnie wysokiego punktu odniesienia już przed rokiem – wzrostu liczby niewypłacalności od czterech już lat, ale też… pewnego oczyszczenia się rynku budowlanego oraz utrzymania a nawet poprawy koniunktury w eksporcie.

Niewypłacalności nie rosną już (lub jak na razie…) w budownictwie i w przemyśle

Wiosna przynosi nadzieję w budownictwie – w tym roku nawet podwójną, ruszyły bowiem nie tylko prace (np. drogowe) zastopowane na czas zimy, ale także rynek „oczyścił się” w znacznej mierze z efektów zatorów płatniczych w ubiegłym sezonie i w kwietniu zmniejszyła się w r/r liczba niewypłacalności w budownictwie, było ich 9 wobec aż 18 przed rokiem.

Z drugiej strony niepokoić muszą kolejne doniesienia o zrywaniu kontraktów infrastrukturalnych – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. – Oprócz opóźnień w ich realizacji oraz strat podwykonawców i… dostawców, niesie to za sobą jasny przekaz: skala wzrostu kosztów pracy oraz materiałów budowlanych, jak i popyt na prace budowlane na rynku uzasadniają w ocenie wykonawców porzucanie nierentownych obecnie inwestycji i godzenie się na straty rzędu 15% wartości poniesionych nakładów, które potrącają sobie zamawiający. To nie jest krzepiąca wiadomość – tak niska rentowność tak wielu kontraktów nie jest dobrą perspektywą dla wyspecjalizowanych podwykonawców oraz dla zaopatrujących te inwestycje dostawców materiałów budowlanych. Za jakiś czas, gdy tempa nabiorą zarówno sezon jak i efekty tych rozstrzygnięć, usłyszymy z pewnością o kolejnej fali problemów na rynku budowlanym, niestety zapewne także wśród jego dostawców.

W przemyśle opublikowano w kwietniu br. mniej niewypłacalności niż przed rokiem (20 wobec 22), ale nie była to znaczna różnica, ich liczba była m.in. wyższa niż w kwietniu 2018 roku (18). Warto zwrócić uwagę na problemy producentów wyrobów konsumenckich (6 przedsiębiorstw) – głównie żywności, ale też np. tekstyliów, bowiem podobną grupę niewypłacalnych firm o tym profilu zaobserwować można wśród dystrybutorów hurtowych (także 6 firm).

Jak co miesiąc, od wielu już kwartałów w statystyce niewypłacalności obecna była grupa firm produkcyjnych wyspecjalizowanych w obsłudze procesów inwestycyjnych – produkcji, montowaniu i serwisowaniu urządzeń produkcyjnych, w kwietniu 2019 ich problemy przełożyły się na 4 niewypłacalności. Kiedy rodzime firmy zaczną ponownie inwestować? Wydaje się, iż oczekiwanie na powrót do rynku pracodawcy – wyraźny spadek płac i większa dostępność pracowników nastąpią nie prędko, jeśli w ogóle…

Liczba niewypłacalności w przemyśle przyhamowała nie tylko dzięki mniejszej aktualnie skali problemów w budownictwie, ale także dzięki powrotowi dynamiki polskiego eksportu (za NBP: +7,9 % r/r w marcu). Wzrost eksportu świadczy o tym, iż jak na razie konkurencyjność cenowa polskiej produkcji jest… wystarczająca – mówi Tomasz Starus. – Jak długo jednak będziemy mieć do czynienia ze wzrostem polskiego eksportu, skoro skala wzrostu kosztów pracy czy cen energii (pomimo prób przeciwdziałania temu już są one wyższe niż np. w Niemczech) przewyższa wzrost produktywności?

Problemy w handlu, usługach, pracochłonnych gałęziach przemysłu – remedium na wzrost kosztów pracy to koncentracja, budowanie skali oraz większa automatyzacja procesów.

Wzrost r/r liczby niewypłacalności w handlu oraz w usługach nie był może spektakularny – bo kilkunastoprocentowy, ale miał miejsce w sytuacji dynamicznego wzrostu popytu konsumenckiego. Przyczyna problemów niewypłacalnych firm nie leżała więc w spadku popytu, ale w jeszcze szybszym wzroście kosztów, zwłaszcza kosztów pracy.

Możliwości rekompensowania krajowych niedoborów rąk do pracy napływem pracowników z krajów ościennych są na wyczerpaniu. Remedium na wzrost kosztów pracy może być większa automatyzacja procesów – innowacyjność w tym obszarze jest najbardziej pożądana tam, gdzie udział kosztów pracy jest najwyższy, a wiec w sektorach handlu, usług, niektórych sektorach produkcyjnych (m.in. wspomnianej produkcji żywności). Mamy już „bezobsługowe” nie tylko pojedyncze kasy, ale całe sklepy czy np. usługi ochrony. Na automatyzację stawia też sektor publiczny – m.in. zamiast budowy nowych więzień wdraża się elektroniczną kontrolę skazanych.

Inwestycje lokalnych firm nie będą więc efektem powrotu niskich kosztów pracy. Jak na razie zwiększaniu potencjału tych firm służą przejęcia – koncentracja na lokalnym rynku. Większe w efekcie firmy będą miały inny potencjał skali – nie tylko zakupowy, ale także w sprzedaży, a w efekcie możliwość kształtowania cen w odpowiedzi na wzrost kosztów, co pozwoli im zachować rentowność – podsumowuje Tomasz Starus.

Źródło: Euler Hermes