Coraz więcej niewypłacalnych firm w Polsce

Coraz więcej niewypłacalnych firm w Polsce
Fot. stock.adobe.com/photo 5000
Udostępnij Ikona facebook Ikona LinkedIn Ikona twitter
Liczba niewypłacalności polskich firm wzrosła o 13% r/r do 90 w sierpniu 2018 r., podał Euler Hermes na podstawie oficjalnych danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego. Ta sama skala wzrostu liczby opublikowanych niewypłacalności (+13%) dotyczy całego okresu 8 miesięcy - w bieżącym roku było ich 670 wobec 591 w tym samym okresie 2017.

Liczba niewypłacalności polskich firm wzrosła o 13% r/r do 90 w sierpniu 2018 r. #EulerHermes #firmy #niewypłacalność

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

„Analizując przypadki niewypłacalności w oderwaniu od aktualnych trendów sektorowych – różnych koniunktur lub dekoniunktur popytowych czy kosztowych, a w oparciu o indywidualne wskaźniki finansowe za ostatnie lata, widać wyraźnie, że w zdecydowanej większości przypadków, bo w ponad 80%, te niewypłacalności nie powinny być zaskoczeniem – zanosiło się na nie od dawna. Nie świadczą o tym obroty, które nie zawsze spadały, a w wielu przypadkach także rosły w tym czasie, ale wskaźniki rentowności sprzedaży czy ogólnego zadłużenia przedsiębiorstw. Pogarszały się one sukcesywnie rok po roku, niezależnie, czy w przypadku danej firmy w tym czasie jej sprzedaż rosła, czy spadała, czyli czy podejmowano działania restrukturyzacyjne, starając skupić się na najbardziej rentownej działalności, czy wręcz odwrotnie, zwiększając skalę sprzedaży, aby efektem skali poprawić rentowność i 'zasypać dziurę’ w finansach” – powiedział członek zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka Tomasz Starus, cytowany w komunikacie.

Główna przyczyna kłopotów firm

Wiele firm organizacyjnie, ale także finansowo wykazuje się niezbyt dużą efektywnością działania i w efekcie zwrotem z kapitału. Trwają na rynku, nie reagują na zmiany na nim lub najczęściej – spóźniają się z nimi. Bieżące zmiany prawne i podatkowe raczej nie ułatwiają im działań naprawczych, ale to nie one są główną przyczyną ich kłopotów. Jest nią raczej model działalności (mało elastyczny i innowacyjny, zbyt anachroniczny – niemający często innej opcji niż bazowanie np. na niskich kosztach pracy) oraz zmiany na samym rynku – postępująca konsolidacja nie tylko w dziedzinie handlu, ale też usług i produkcji, a także umiędzynarodowienie całych łańcuchów dostaw, czyli konkurencja także na rynku lokalnym z dostawcami z całego świata, podano również.

„Budownictwo infrastrukturalne, czyli kontrakty finansowane ze środków publicznych, były zdecydowanie mniej dochodowe dla realizujących je firm niż te realizowane na rzecz inwestorów komercyjnych. Świadczy o tym utrzymująca się znaczna liczba niewypłacalności firm je realizujących, czyli wykonujących prace związane z budową dróg i autostrad, budową rurociągów przesyłowych, instalacji wodno-kanalizacyjnych, pozostałych obiektów inżynierii lądowej. W sierpniu przypadki niewypłacalności firm wyspecjalizowanych w pracach infrastrukturalnych stanowiły już ponad 70% liczby niewypłacalności w branży budowlanej. Poprawa pod względem liczby niewypłacalności miała miejsce jedynie w budownictwie ukierunkowanym na wznoszenie budynków, co ma zapewne związek z dobrą passą deweloperów mieszkaniowych, jak i powierzchni komercyjnych” – czytamy dalej na temat branży budowlanej.

Problemy firm zaopatrujących budownictwo

W pierwszych miesiącach br. mieliśmy do czynienia z ewidentnymi problemami firm zaopatrujących budownictwo. W chwili obecnej ponad 2/3 niewypłacalności w hurcie dotyczy firm zaopatrujących rynek konsumencki – nie tylko w żywność, ale także odzież i obuwie czy art. wyposażenia mieszkań (AGD, naczynia itp.). Nie wszyscy korzystają w równym stopniu na wzroście konsumpcji, a tak naprawdę udaje się to przede wszystkim największym graczom.

„Miejmy nadzieję, iż w przypadku firm sprzedających art. budowlane zmniejszenie liczby ich niewypłacalności wynika nie tylko z tego, iż korzystają one z pełni sezonu i największych w tym momencie przepływów finansowych na rynku budowlanym, ale także bardziej świadomie i selektywnie podchodzą do ryzyka braku zapłaty, stosują różne zabezpieczenia i to daje efekty. Prawdziwą odpowiedź mieć będziemy po zakończeniu sezonu budowlanego, gdy przykręcony zostanie kurek z bieżącym finansowaniem” – dodał Starus.

Euler Hermes podał, że w porównaniu do ubiegłych miesięcy, zauważyć można pewne zmniejszenie się liczby opublikowanych niewypłacalności firm zaopatrujących rynek budowlany w tradycyjne wyroby, takie jak np. wyroby stolarskie, chemię budowlaną, beton, płytki ceramiczne. Wspomniane przypadki są pojedyncze. Wzrosła za to liczba niewypłacalności firm produkujących na rynek konsumencki: żywność (w tym wyroby mięsne), ale także odzież (3 przypadki w samym sierpniu). Nadal jednak najwięcej niewypłacalności ma miejsce w sektorze metalowym – produkcji różnego rodzajów konstrukcji, części, maszyn, obróbki metali etc. Oczywiście część z tych przypadków to dostawcy na rzecz budownictwa (zbrojenia, konstrukcje specjalistyczne do inwestycji infrastrukturalnych), ale w równie dużej części są efektem zastoju w minionych kwartałach na rynku inwestycji przedsiębiorstw w odbudowę i rozbudowę swojego potencjału produkcyjnego (również przypadki producentów specjalistycznych konstrukcji, ale też maszyn – np. wytwornic pary), podano także.

„Generalnie trudno wskazać sektor usług, w którym nie widać aktualnie wzrostu liczby niewypłacalności. Poza wspomnianymi wcześniej m.in. turystyką (pomimo hossy w branży, zwłaszcza w turystyce krajowej) czy transportem (sektor również zwiększający obroty) problemy przeżywały liczne firmy reklamowe, zarządzania nieruchomościami i obsługi inwestycji czy usług medycznych. W każdym z tych przypadków trudno mówić o dekoniunkturze w sensie spadku popytu – wręcz odwrotnie. Polacy w większym stopniu niż w latach ubiegłych korzystali z turystyki krajowej, a więc i z różnego rodzaju hoteli, pensjonatów i restauracji. Rosła sprzedaż mieszkań, a niezależnie od tego – naprawdę trudno znaleźć zarządcę nieruchomości za rozsądne pieniądze, przynajmniej w największych aglomeracjach. W podobny sposób ocenić można sytuację popytową praktycznie w każdym rodzaju działalności usługowej. Najczęstszą przyczyną tych niewypłacalności wydaje się więc wskazane już niedostosowanie modelu działalności do zachodzących na rynku zmian (m.in. wzrostu kosztów pracy), w efekcie – zbyt mała rentowność prowadzonej działalności” – podsumowano.

Źródło: ISBnews